Diversity czyli wielokulturowosc.

W ostatnich dniach zrobilo sie znowu glosno o tzw “diversity” czyli o wielokulturowosci. Jak wszyscy wiemy silne grupy nacisku od lat promuja spolecznosci wielokulturowe w Ameryce jako panaceum na wszystkie bolaczki panstwa skladajacego sie z przedstawicieli wielu kultur. Oficjalna doktryna glosi, ze spolecznosci wielokulturowe- gdzie kazdy kazdego nie tylko akceptuje ale i holubi – sa silniejsze, zdrowsze i bardziej produktywne od spolecznosci jednokulturowych.
Wielokulturowosc jest propagowana wszedzie, w miejscu gdzie mieszkamy, gdzie pracujemy, gdzie odpoczywamy. Nie dotyczy to tylko wielokultorowosci w sensie rasowym,etnicznym, religijnym, ale i obyczajowym. Wystarczy spojrzec na politykow maszerujacych w pierwszych szeregach na paradach homoseksualistow. Nie bierze sie to tylko z sily politycznej tej orientacji, juz raczej na odwrot – ich sila polityczna bierze sie z przestrzegania doktryny o wielokulturowosci.
Wyniki badan socjologa z Harvardu, Roberta Putmana zaskoczyly wielu, w tym rowniez jego samego. Mimo dosyc duzego dorobku naukowego tego liberalnego naukowca zaczyna sie o nim mowic jako o….niedouczonym rasiscie.

Badania Putnama zostały przeprowadzone na 41 grupach społecznych, do których włączono białych, czarnych, Azjatów i Hiszpanów. W ankiecie wypelnionej przez 30 tysiecy respondentow znajdowaly sie pytania dotyczace zaufania do każdej z badanych grup, charakterystyki postaw wynikajacych z zamieszkania lub pracowania obok kogos z innej kultury. Pytano o rolę i ocenę lokalnych władz, a także zaangażowanie w inicjatywy społeczne i o zawieranie nieformalnych zwiazkow towarzyskich.
Z badan tych wynika, ze obywatele spoleczenstw wielokulturowych maja poczucie osamotnienia i nie potrafia sie ze soba komunikowac.

Poprzez lata wymuszonego mieszania sie, Amerykanie zaczeli porozumiewac sie ze soba w sposob bardzo powierzchowny. Nic nie znaczace ‘How are you?’ i szeroki usmiech na twarzy, pozwalaja zachowac poprawne stosunki z sasiadem, nie wykraczajac jednoczesnie poza zdawkowosc.
Brak mozliwosci glebszego porozumiewania sie jest powodem zaniku spolecznosci obywatelskich, gdzie kazdy czul sie odpowiedzialny za to co sie dookola dzieje. Niepowodzenia w nawiazywaniu prawdziwych kontaktow powoduja konflikty i zle samopoczucie we wszystkich grupach, nieufnosc wobec sasiadow a nawet przyjaciol. Większość z przedstawicieli spolecznosci wielokulturowych jest niezadowolona z pracy lokalnych rządów. Maleje ich zdolność do podejmowania lokalnych inicjatyw.
Obywatele chcą poprawy sytuacji, ale nie angażują się osobiście. W rezultacie większość z nich bezproduktywnie i samotnie spędza czas przed telewizorem.

Putnam wysuwa wnioski, że złe stosunki pomiędzy kulturami niszczą porozumiewanie sie wewnątrz kultury. Uwaza on, ze na wielokulturowości traci całe społeczeństwo, które z biegiem czasu staje się coraz bardziej apatyczne i stagnacyjne.
Zdaniem badacza społeczeństwa homogeniczne są znacznie zdrowsze i potrafią lepiej się organizować.
Wyniki badan Putnama wywolaly – oprocz spodziewanych atakow ze strony liberalow – wiele reakcji pozytywnych.
Jedna z nich mozna znalezc we wczorajszym “Wall Street Journal” w artykule redakcyjnym zatytulowanym “smierc wielokulturowosci”.
Odmienna opinie prezentowala we srode “Chicago Tribune”. Odsylacze do artykulow o ktorych mowie, a takze do oryginaj pracy Putnama mozna znalezc na mojej stronie internetowej.
Ja natomiast chcialam zapytac Panstwa o wlasne odczucia i opinie w tej sprawie. Czy obecnie lansowany model wspolzycia w Ameryce zdaje egzamin czy lepiej byloby gdyby zamiast tego, dazyc do asymilacji wszystkich kultur.
To ostatnie – tak przynajmniej twierdzi Pat Buchanan – jest bardzo trudne. Zwlaszcza jesli chodzi o ludzi wywodzacych sie spoza Europy, ludzi ktorzy nigdy nie byli czescia cywilizowanego swiata. Jego zdaniem imigracja ostatnich dziesiecioleci jest wlasnie taka, tzn pozaeuropejska.
Jesli nie zmusi sie tej imigracji do asymilacji – doprowadzi to do oslabienia Ameryki w kazdym wzgledzie. Ekonomicznym, kulturowym, militarnym i kazdym innym. Nie bedziemy w stanie konkurowac ze spoleczenstwami jednokulturowymi jak Zjednoczona Europa, Chiny, Rosja czy Indie. A co Panstwo o tym myslicie? Czy istnieje potrzeba stworzenia jednej kultury czy lepiej pozostac przy obecnej mozaice?

TIME – You Gotta Have Friends, by Robert Putnam
Robert D. Putnam solves all the problems caused by diversity, by Steve Sailer:

2 thoughts on “Diversity czyli wielokulturowosc.”

  1. Witam.
    Szanowna Pani, dziekuje za przyblizenie efektow pracy Roberta Putmana (ciekawe, czy zna on prace polskiego historyka Feliksa Konecznego. Ten to dopiero byl “rasista”!).
    Jesli Pani pozwoli, w ramach komentarza pozwole sobie w tym miejscu na dwie uwagi.
    1) Napisala Pani: “Nie bedziemy w stanie konkurowac ze spoleczenstwami jednokulturowymi jak Zjednoczona Europa, Chiny, Rosja czy Indie.”
    Na temat Indii nie mam nic do powiedzenia. Definiowanie Chin oraz Rosji jako spoleczenstw jednokulturowych wydaje sie uprawnione. Natomiast co do Zjednoczonej Europy… Droga Pani! Po pierwsze: zjednoczona Europa to mit. W istocie, Republika Federalna Niemiec robi co moze, by Europe zjednoczyc pod swoim swiatlym przywodztwem, nadal jednak (na cale szczescie!) Berlin ma z tym niejakie problemy. Wielka Brytania staje okoniem jak zwykle, a ostatnio do gry wlaczyla sie Francja Sarkozy’ego.
    Nie sposob w tym miejscu ciagnac tej wyliczanki dalej, prosze mi jednak zaufac – poslugiwanie sie okresleniem “Zjednoczona Europa” to jednak swoiste intelektualne naduzycie. Zakladam z gory, ze nieswiadome.
    2) “Czy istnieje potrzeba stworzenia jednej kultury czy lepiej pozostac przy obecnej mozaice” – pyta Pani. A komu szczescie przyniesie unifikacja w rodzaju “jeden naród, jedna partia, jeden fuhrer”?
    Mowiac powazniej: kultura to w zadnym razie nie jest cos, co mozna stworzyc. Dlatego lepiej byloby dla nas, gdybysmy zostawili sprawy ich wlasnemu biegowi. Kiedy czlowiek zaczyna mieszac w kotle naturalnych procesow spolecznych, zwykle nie wychodzi z tego zadna smakowitosc, tylko jakowes bum. Przepraszam za te onomatopeje.
    A tak na marginesie: mimo nachalnej propagandy, propagandy wspieranej rozwiazaniami prawnymi, idea wielokulturowosci nie sprawdzila sie w zadnym – to trzeba zaakcentowac – w zadnym kraju europejskim. Ani w Holandii, ani w Hiszpanii, ani w Wielkiej Brytanii, ani we Francji, ani w Niemczech, ani w Danii, Szwecji czy Norwegii. Pominalem cos waznego? Prawda, WÅ‚ochy nie maja jeszcze wyrobionego zdania w tej kwestii. Pewnie dlatego co cztery dni powstaje w tym kraju nowy meczet (w tym kraju tylko Oriana Fallaci miala jaja, po Jej smierci nie ma juz komu nawolywac Wlochow do opamietania). Nie wiem, jak to wyglada w USA, pewnie inaczej, lecz w Europie zgoda na wielokulturowosc oznacza zgode na coraz szybsza ekspansje islamu. Dotarly do Pani wiesci, ze Wielka Brytania modyfikuje programy szkolne, mozna powiedziec: pod katem wymagan koranicznych? A to przeciez zaledwie wierzcholek gory lodowej.
    Polecam: http://www.widnokregi.pl/44115otworzcieoczy44115.html
    Pozdrawiam serdecznie z Wroclawia,
    Krzysztof Ligęza

    Panie Krzysztofie,
    dziekuje za komentarz i link do ciekawego miejsca. Chyba niefortunnie uzylam terminu “Zjednoczona Europa”, w kazdym razie nie chodzilo mi o zjednoczenie w doslownym znaczeniu. Juz raczej o wspolny korzen z ktorego wyrosla. Wspolnote rasowa wsparta dziedzictwem wywodzacym sie z Grecji, Rzymu i Chrzescijanstwa. Niech mi Pan uwierzy, jesli przyszlo by Panu zyc wsrod ludzi wywodzacych sie z Azji, Afryki, Bliskiego Wschodu – kazdego napotkanego Europejczyka bedzie Pan traktowal jak rodaka.
    Pozdrawiam serdecznie z Chicago.
    Lucja Sliwa.

  2. Ktoś ostatnio, dość niefortunnie porównał Panią do tow. Moniki Olejnik, niech mu będzie to odpuszczone w czyścu.
    Robi Pani dobre radio, które sÅ‚ucham w domu, dziÄ™ki wynalazkowi “amerykaÅ„skich imperialistów”, chwaÅ‚a im za to.
    Ostatnio słuchałem z archiwum Pani radia, Wywiad z płk. Ryszardem Kuklińskim, świetne.
    Dla Pani serdeczne Bóg zapłać.

Comments are closed.