imie: Nasza Polska nr28 Jerzy Robert Nowak - czas: July 22, 1999 at 19:17:41
Polonia kontra antypolonizm W niecaly rok po opisanym w I odcinku Dziennika amerykanskiego pobycie, ruszam na kolejna podroz intelektualna po Stanach i Kanadzie. Poprzednim razem goscilem na zaproszenie prezesa Kongresu Polonii Amerykanskiej Edwarda Moskala, a teraz inicjatorem mego amerykanskiego pobytu jest dyrektor Radia Maryja Ojciec Tadeusz Rydzyk, a gospodarzami - siostry loretanki z Chicago i rozne amerykanskie i kanadyjskie srodowiska Radia Maryja. Glowny cel mego obecnego pobytu pozostaje jednak taki sam, jak poprzedni - maksymalne dzialanie na rzecz integrowania wszystkich osob prawdziwie czujacych po polsku wsrod Polonii z patriotycznymi srodowiskami w Kraju, w imie tym lepszej obrony obrazu Polski w swiecie i promowania polskich interesow narodowych. Jedno jest wazne, ze Polonia kanadyjska i amerykanska jest o wiele lepiej zorientowana w sprawach od przecietnych Polakow z Kraju, duzo lepiej widzi aktualne zagrozenia. (Najlepiej swiadcza o tym, zarowno pelne tak duzej stanowczosci wystapienia prezesa KPA E. Moskala, jak i publikowane w obecnym numerze "Naszej Polski" oswiadczenie Sejmu Zwiazku Klubow Polskich, kierowanego przez prezesa Adama Ocytko.) Pamietajmy jednak, ze Polonia amerykanska znajduje sie wciaz we frontowym polozeniu - na co dzien musi stykac sie z roznymi plugawymi antypolskimi oszczerstwami i insynuacjami. Akurat w czasie mojego pobytu w USA spotkalem sie z kolejnym przejawem naglosnienia antypolskiego "klamstwa oswiecimskiego". 23 maja Tom Hundley powtorzyl na lamach "Chicago Tribune" oszczerczy zwrot o polskim obozie smierci, opisujac spor wokol krzyzy w Auschwitz. "Tylko" ignorant czy zajadly anty-Polak? 13 maja. Przyjazd do Chicago wraz z towarzyszacym mi przez caly czas pobytu w Polnocnej Ameryce ojcem Janem Krolem z Radia Maryja. Pierwsze ustalenia i pierwsze rozmowy z polonijnymi przyjaciolmi w Chicago. 14 maja. Przybywamy do Toronto. Najbardziej dynamicznego centrum Polonii kanadyjskiej. Nasza opiekunka i pelna zaangazowania przewodniczka po tutejszych srodowiskach polonijnych jest p. Iwona Zawadowska, zona profesora lingwistyki. Niemal z marszu, tuz po przybyciu do Toronto, wpadamy na specjalnie przygotowane spotkanie w redakcji najbardziej bojowego, patriotycznego forum Polonii kanadyjskiej "Glosu Polskiego". Pismo to od lat jest znakomitym kanadyjskim partnerem "Naszej Polski" - juz w 1996 r. przedrukowalo ponad 20 artykulow z naszego tygodnika, w tym caly moj cykl: Kto jest kim w filosemickim lobby?, teksty Kakolewskiego i Goreckiego. Wieczorem spotkanie w grupie kilkunastu osob ze srodowisk patriotycznych. Bardzo pouczajaca rozmowa, glownie o niepokojacych objawach kryzysu w Kongresie Polonii Kanadyjskiej. Przeszedl on w ostatnich latach zbyt wiele roznych personalnych reorganizacji. Wszyscy wskazuja na fatalne skutki, jakie przynosi Polonii kanadyjskiej brak uznawanego, dzialajacego od lat lidera, konsekwentnie broniacego polskosci w typie Edwarda Moskala. Skandalista Piotr Wrobel 15 maja. Przed poludniem - pobyt na zorganizowanym przez Kongres Polonii Kanadyjskiej spotkaniu pod haslem Polonia Naszych Marzen. Najbardziej niewytlumaczalnym zdarzeniem jest udzial w spotkaniu, i to jako jednego z oficjalnych referentow, oslawionego prof. Piotra Wrobla. Pan ten byl niegdys wspolautorem (do spolki ze znanym falszerzem historii Jerzym Tomaszewskim) ksiazki o Najnowszych dziejach Zydow, w ktorej starannie przemilczano nazwiska Zydow - polskich patriotow, typu Askenazego czy Gottlieba. W kregach Polonii kanadyjskiej Wrobel jest znany jako skrajny filosemita, ktory piastujac katedre historii Polski na uniwersytecie w Toronto, nigdy nie zdobyl sie na wystapienie przeciw licznym antypolskim oszczerstwom; - przeciwnie sam pomagal w ich umacnianiu. Mowi sie, ze dzis mozna o wiele bardziej liczyc na paru zydowskich historykow w Kanadzie w razie potrzeby prostowania przeklaman o Polsce niz na p. Wrobla. Co najsmutniejsze, taki to "naukowiec" dostal sie na katedre historii Polski, ufundowana glownie dzieki skladkom patriotycznych Polakow kanadyjskich, ktorzy zebrali milion dolarow kanadyjskich na ten cel. W publikowanym w "Glosie Polskim" 19 kwietnia 1996 r. Liscie otwartym Jana Stana czytamy o wrecz kompromitujacych prof. Wrobla faktach: Po latach zbiorek powstala profesura historii Polski na Uniwersytecie Torontonskim. Ale prof. Wrobel nie jest naszym obronca. Pewna Polka, Sybiraczka, zapytala p. Wrobla, czy wie o tym, ze Sowieci wywozili Polakow na Syberie. - Nie - padla odpowiedz - wiem natomiast, ze Polacy wyjezdzali na roboty do ZSRR. Jego rozmowczyni odpowiedziala: - Gdy NKWD przyszlo do naszego domu aresztowac i wywiezc na Syberie, byly w nim dwie staruszki. Jedna slepa, ktora NKWD musialo wyniesc na rekach, druga zas ledwo mogla chodzic, no i ja, wtedy 6-letnia. Sadzi Pan, ze takich robotnikow potrzebowali? Nawiazal do tej niechlubnej wypowiedzi Wrobla rowniez inny czytelnik, byly "lagiernik" w ZSRR A. Cieszewski w "Glosie" z 10 maja 1996 r. napisal: To jedno zdanie (wypowiedz p. Wrobla o Polakach na Syberii - J.R.N.) wystarczy, aby uznac, ze prof. Wrobel nie zna czy nie chce znac historii Polski. A przeciez mysmy wlasnie skladali sie, aby utworzyc Katedre Historii Polski przy Uniwersytecie Torontonskim. Cieszewski zazadal oficjalnego wyjasnienia przez prof. Wrobla tej sprawy. Rowniez redakcja oznajmila, ze czeka na odpowiedz prof. Wrobla. Prozno szukalem w pozniejszych numerach "Glosu Polskiego" jakiejs formy zaprzeczenia tak powaznym zarzutom przez prof. Wrobla. 5 lipca 1996 r. "Glos Polski" poinformowal, ze dr Piotr Wrobel, profesor Katedry Historii Polski na Uniwersytecie w Toronto, utworzonej z licznych skladek Polakow, publicznie oswiadczyl w sprawie Kielc, ze nie ma dowodow na zorganizowany plan (spisek), a pogrom byl raczej spontaniczna akcja polskich antysemitow. Trzeba przyznac, ze prof. Wrobel jest konsekwentny w negowaniu i podwazaniu polskich racji. I to nie tylko w odniesieniu do Zydow, gdzie po prostu nie jest w stanie przytlumic erupcji przenikajacego go skrajnego filosemityzmu. Rownie stronniczo wyspecjalizowal sie w podwazaniu prawdy o zbrodniach szowinistow ukrainskich na Polakach. Doszlo do tego, ze rzecznik uczciwego samorozrachunku ukrainskiego Wiktor Poliszczuk, autor licznych, glosnych prac na ten temat (m.in. slynnej Gorzkiej prawdy), publicznie napietnowal prof. Wrobla za skandaliczna proukrainska tendencyjnosc (por. W. Poliszczuk: Tupet profesora Wrobla, "Glos Polski" z 9 lutego 1996 r.). Przy okazji dr Poliszczuk publicznie przypomnial, jak to prof. Wrobel chwalil sie swym sukcesem w konkursie na profesora w Katedrze Historii Polski na Uniwersytecie Torontonskim i akcentowal (na jakims przyjeciu), ze rektor Uniwersytetu w Toronto, to Zyd i jego kolega. Zaszokowany obecnoscia Wrobla jako referenta na takim seminarium mialem zamiar publicznie zaoponowac przeciw temu. Wyprzedzil mnie jednak prowadzacy dyskusje, ktory prosil, by unikac uwag na tematy personalne. Widzac, jak bardzo mialka i metna byla cala dyskusja, po paru godzinach zniesmaczony opuscilem szanowne gremium, pelen jak najgorszych ocen na temat tego, co sie dzieje w Polonii Kanadyjskiej. By juz wkrotce wieczorem diametralnie zmienic opinie. W wielkiej sali kosciola sw. Teresy w Toronto spotkalem sie na moim odczycie z ponad 400-osobowym audytorium, zlozonym z ludzi prawdziwie patriotycznych i chcacych dzialac dla Polski. Jakby zupelnie odrebny swiat od pelnych deklamacji i patosu panow z Polonii Naszych Marzen. Tu sie mowilo bardzo konkretnie o wszystkim, co zagraza Polsce, o tym, ile zaplaci AWS za swa bezwolnosc wobec Unii Wolnosci, za usluznosc wobec Balcerowicza i Geremka, o tym, co trzeba zrobic, aby Polska byla rzeczywiscie Polska, aby prawdziwie skutecznie bronic Polskosci i Wartosci. Na sali wielu ogromnie ciekawych intelektualnie ludzi, w tym byly redaktor naczelny "Glosu Polskiego" (a od konca czerwca znow szef redakcji tego tygodnika) Stanislaw Siekanowicz i syn Ryszarda Siwca, tak nieslusznie przemilczanego Polaka, ktory dokonal samospalenia w 1968 r. na Stadionie Dziesieciolecia w czasie oficjalnych Dozynek, by zaprotestowac przeciw udzialowi PRL w interwencji wobec Czechoslowacji. Slucham wielu znakomitych patriotycznych wystapien i nie moge odzalowac, ze wlasnie ci ludzie tak gromadnie zbojkotowali spotkanie zorganizowane przez KPK, zamiast pojsc na nie, wypowiedziec swoje racje i dac im zatriumfowac. Bylo to niewatpliwie wspaniale spotkanie z ludzmi, ktorzy prawdziwie goraco pragna, by imie Polski jak najwiecej znaczylo w swiecie. Hucpiarscy zydowscy "mentorzy" Niestety, nie zabraklo jednak i lyzki dziegciu w tej beczce miodu. Kilkakrotnie musialem polemizowac z kims uparcie wystepujacym z negatywnymi uogolnieniami na temat wszystkich Zydow in corpore. Skrajnie irytuja mnie wszelkie tego typu uogolnienia - juz kiedys w artykule A kto przeprosi Polakow? ostro polemizowalem z pewnym lubelskim profesorem, negujacym mozliwosc tego, by jakikolwiek Zyd mogl byc dobrym polskim patriota. Jest to dla mnie dowod jakiegos swoistego masochizmu, niewiary w sile przyciagajaca polskosc. Ludzie gloszacy tego typu sady nie pamietaja po prostu, jak w XIX wieku przyciagnelismy do polskosci - i to szczerze - caly kwiat elity umyslowej Zydow - takie postaci, jak Szymona Askenazego, Wilhelma Feldmana czy ksiedza Juliana Unszlichta. Przypominam na sali postac pierwszego autentycznego meczennika dialogu polsko-zydowskiego rabina (!) Abrahama Kohna, ktory z powodu swej propolskosci w 1848 r. padl ofiara zbrodniczego zamachu Zyda - Peipela (ten ostatni zakradl sie do kuchni rabina Kohna i wrzucil arszenik do rosolu; rabin i jego najmlodsza coreczka zmarli w okrutnych meczarniach). Przypominam ksiedza Juliana Unszlichta, niezwykle ostrego krytyka zydowskich wrogow polskich z SDKPiL, "litwackiej Targowicy", jak ich okreslal. Przypominam Mariana Hemara i Jozefa Lichtena. Ostrzegam przed wpadaniem w uprzedzenia wobec Zydow, ktore tak bardzo bylyby na reke zajadlym tropicielom rzekomego "polskiego antysemityzmu" z "Gazety Wyborczej". Tej samej, ktora naglosnila postac prowokatora Boleslawa vel Bernarda Tejkowskiego, udzielajac mu swych lamow na ogromny antyzydowski wywiad. By poprzez lansowanie tej postaci z marginesu zycia politycznego osmieszyc i skompromitowac Polakow. Polemizuje z bzdurnymi uogolnieniami, ale zdaje sobie rownoczesnie az za dobrze sprawe z podglebia, na ktorym wyrastaja. Jest nim przede wszystkim skrajna biernosc polskich Zydow wobec najgorszych nawet antypolskich lgarstw, kalumnii, wyglaszanych publicznie przez Zydow amerykanskich, izraelskich czy polskich, typu Urbana czy Dawida Warszawskiego. Niestety, dzis nie widac zadnego wspolczesnego Askenazego czy Hemara, za to tym wiecej nasladowcow litwackiej Targowicy, glownie potomkow slugusow komuny sprzed wojny i z PRL-u. I ten ponury obraz robi swoje. I tylko jeden odosobniony Zyd polski - Aleksander Ziemny - zdobyl sie na trzezwe, publiczne slowa ostrzezenia pod adresem grupy swych najbardziej hucpiarskich rodakow, piszac wprost, bez ogrodek: Przez wiele lat po wojnie, w bardzo bliskiej nam przeszlosci, kilkuset Zydow zajmowalo "miejsce na gorze" (...). Taka sytuacja z a w s z e musi przybrac zly obrot. I raz jeszcze przybiera - jak teraz widzimy. Niepomna fatalnych doswiadczen na pietrach wladzy garsc Zydow, tyle ze mlodszych o jedno, poltora pokolenia, znowu oddaje sie pokusom, aby wodzic rej - niechby tylko w eterze i na papierze - wypowiadac sie w imieniu, reprezentowac, sadzic, wytykac, nadawac kierunek (...). Uparli sie, zacieli, robia to, co robia za bardzo wysoka cene, ktora gdy mowa o placeniu, zostanie troche odlozona w czasie, ale tyko troche. Wpatruje sie uwaznie w tych dwudziestu, trzydziestu ludzi, staram sie zrozumiec ich pobudki. Niestety, w sprycie, chytrosciach, besserwiserstwie odnajduje tylko glupote do kwadratu. Bo oni to z mimikry uczynili program swego zycia (...). Zastanawia mnie ta uparta krotkowzrocznosc ludzi skadinad obytych, bystrych, wyksztalconych (...). Tak, ci ludzie wdrapujacy sie na wszelkiego rodzaju trybunki, zadyszani od niedorzecznych ambicji - oni to zaogniaja sytuacje bardziej niz hurra-narodowcy (...) (zob. A. Ziemny: Czasami pamiec nie klamie, Lodz 1997 r., s. 76-77). Niestety, ostrzezenia madrego Zyda z Lodzi, jak widac, nie wywarly zadnego skutku, jak swiadcza kolejne wybryki ostatnich lat, przy udziale jego pobratymcow z "Gazety Wyborczej", "Nie", "Wprost" czy "Polityki". 16 maja. Przelot z Toronto do Detroit. Po poludniu spotkanie u Ksiezy Chrystusowcow. Moje wystapienie poprzedza odspiewanie paru pelnych nostalgii za Polska piesni patriotycznych. I taki klimat nostalgii za Polska i troski o jej losy przebijal przez caly czas spotkania, zarowno w szerszej dyskusji, jak i w dlugich rozmowach kuluarowych. W Detroit przezylem jeden z najpiekniejszych moich dni w Ameryce. Jeszcze przed moim odczytem spotykam znakomitego publicyste polonijnej "Gazety" Wieslawa Wyrzykowskiego, przybylego specjalnie na moj odczyt z Montrealu. Ten niestrudzony obronca prawdy o Polsce, zaslynal jednoznacznymi, bardzo dobrze udokumentowanymi, demaskatorskimi tekstami o przejawach zydowskiego antypolonizmu - powroce szerzej do jego tekstow w jednym z najblizszych numerow "Naszej Polski". Wspolorganizatorami mego odczytu, obok miejscowego srodowiska Radia Maryja, sa Karol Gutowski i Andrzej Zawadzki, przywodcy dzialajacej od kilku lat organizacji Heralds of Truth (Zwiastuni Prawdy), systematycznie i konsekwentnie prostujacej wszelkie deformacje prawdy o Polsce. Mysl utworzenia tej organizacji powstala latem 1996 r. w momencie, gdy Klub Dyskusyjny przy Amerykansko-Polskim Centrum Kulturalnym w Troy (Michigan) pod przewodnictwem p. Miroslawy Zawadzkiej zorganizowal spotkanie informacyjne na temat antypolskiego filmu Shtetl. Filmu z udzialem p. Zbigniewa Romaniuka, ktorego rezyser - polakozerca Marian Marzynski oszukal, co do prawdziwych intencji swego "dziela". Podczas tego spotkania zaproponowano zebranym podjecie stalej akcji przeciw antypolskim lgarstwom i przeinaczeniom w srodkach masowego przekazu. I od tego czasu liderzy organizacji doslownie dwoja sie i troja, prostujac antypolskie klamstwa i akcentujac kierunki dalszego upowszechniania prawdy o nowszej historii Polski. Miedzy innymi w wywiadzie dla wychodzacej w Detroit i Montrealu "Gazety" z 31 stycznia 1997 r. panowie Gutowski i Zawadzki podkreslali, ze niezbedne byloby porownanie rozmiarow pomocy udzielanej przez Polakow Zydom w okupowanej przez Niemcow Polsce z sytuacja odwrotna - czy w podobnym wymiarze Zydzi udzielali pomocy Polakom przesladowanym pod okupacja sowiecka. W kontekscie tych slow przywodcow Heralds of Truth przypomniala mi sie samotna akcja pani Anny Poray-Wybranowskiej, od ponad 10 lat na prozno probujacej przekonac rozne oficjalne gremia polskie (od wladz miasta Warszawy poprzez Ministerstwo Kultury do kierownictwa Zamku Krolewskiego) o potrzebie wystawienia w jakims eksponowanym miejscu tablic upamietniajacych nazwiska Polakow zamordowanych przez Niemcow za pomoc Zydom. Chodzi nie o tych, co pomagali i przezyli, i zostali odznaczeni medalem przez Instytut Yad Vashem, lecz o tych, ktorzy zaplacili zyciem za swa pomoc). Pani Poray-Wybranowska z iscie benedyktynska starannoscia od lat wyszukuje nazwiska wszystkich Polakow zamordowanych z tego powodu przez Niemcow i znalazla jak dotad grubo ponad tysiac nazwisk. Pomysl ten juz dawno powinien byc stanowczo podjety przez polskie kregi oficjalne i zrealizowany. Gdy opowiedzialem o nim przywodcy Polonii Szwajcarskiej dr. Janowi Pyszko, ten wystapil z inicjatywa, aby obok tablic poswieconych nazwiskom Polakow zamordowanych za pomoc Zydom wystawic tablice z nazwiskami Zydow zamordowanych za ratowanie Polakow z rak sowieckich. Co wiecej, dr Pyszko zaoferowal sie, ze sam gotow jest ufundowac odpowiednio piekna tablice ku czci tych Zydow. Problem tylko w tym, ze jak dotad nie jest znane nazwisko zadnego Zyda, ktory zaplacil swoim wlasnym zyciem za ratowanie Polakow z rak NKWD. Moze czytelnicy "Naszej Polski" znaja jakis przyklad, bedziemy bardzo wdzieczni za konkretne informacje na ten temat, podobnie jak za kazda konkretna informacje dotyczaca tak przemilczanego dotad tematu stosunkow Polakow i Zydow na dawnych Kresach Wschodnich Rzeczypospolitej. Wieczorem spotkalismy sie, by odbyc dluzsza rozmowe z dzialaczami Heralds of Truth podczas spotkania zorganizowanego w willi przemilego panstwa Zawadzkich. Mowilismy miedzy innymi o potrzebie duzo lepszego spopularyzowania w Polsce i wsrod Polonii postaci i dorobku roznych zagranicznych obroncow Polski typu ukrainskiego historyka Wiktora Poliszczuka, znakomitego amerykanskiego historyka Richarda C. Lukasa (autora m.in. Zapomnianego holocaustu) i Zydow-polonofilow, typu Harveya Sarnera, autora bardzo obiektywnej, prostujacej rozne zydowskie deformacje, ksiazki o generale Andersie. Pol nocy przegladalem wspaniala biblioteke panstwa Zawadzkich, w tym roczniki kanadyjskiej prasy polonijnej (m.in. "Glosu Polskiego" i "Gazety"). Juz wkrotce czytelnikom "Naszej Polski" zademonstruje efekty tego nocnego "doksztaltu". Przemilczane zbrodnie Od Andrzeja Zawadzkiego dostalem niezwykle cenny prezent: ponad 400-stronicowa ksiazke Poland;s Holocaust (Polski Holocaust). Ta wydana ponad rok temu w USA ksiazka swietnego naukowca polonijnego profesora Tadeusza Piotrowskiego pokazuje, jak ogromne byly straty Polski poniesione w czasie wojny na skutek dzialan dwoch zbrodniczych okupantow. Profesor Piotrowski, ktoremu czesc rodziny wymordowali w czasie wojny ukrainscy szowinisci - zwraca przy tym szczegolna uwage na pokazanie skutkow zbrodniczej kolaboracji z okupantami ze strony czesci mniejszosci narodowych w Polsce. Pisze o zbrodniach szowinistow ukrainskich, litewskich i o zbrodniczych antypolskich dzialaniach wielu Zydow na Kresach, ilustrujac to rozlicznymi przykladami. Pisze o stawianiu przez Zydow bram triumfalnych dla Sowietow po 17 wrzesnia 1939 r., o opluwaniu i ponizaniu przez prosowieckich Zydow pokonanych, prowadzonych w kajdankach polskich zolnierzy i oficerow. Wspomina o roznych przykladach mordowania Polakow przez prosowieckich Zydow, m.in. o zamordowaniu 12 polskich oficerow w Grabowcu, o Zydach: Kramerze, Kumelu i Rosenbergu, krwiozerczych uczestnikach wielkiej rzezi polskich wiezniow w wiezieniu w Tarnopolu, o zabojstwie grupy dominikanow w Czortkowie przez grupe zydowskich NKWD-zistow. Komentuje: Nic nie usprawiedliwia ekscesow ze strony tych polskich obywateli, owych komunistycznych Zydow, przeciw polskiej ludnosci. Co gorsze, mozna jedynie spekulowac co do powodu totalnego braku potepienia (tego) przez zydowska wspolnote i liderow, zarowno wowczas, jak i teraz (...). Demonstrowac sympatie prosowieckie bylo jedna rzecza: zdradzac, deportowac, lzyc i mordowac sasiadow, kolegow szkolnych, klientow i polskich zolnierzy (...) bylo czyms zupelnie innym. To nie byl przypadek "zrob lub umrzyj". Nie bylo kar za niezglaszanie sie na ochotnika (cyt. za przekladem tego fragmentu w recenzji prof. Ryszarda Szawlowskiego w biuletynie Glownej Komisji Badania Zbrodni przeciw Narodowi Polskiemu pt. Pamiec i sprawiedliwosc, nr XL, Warszawa 1997-1998). Ksiazki zamilczane Nic dziwnego, ze ksiazka profesora Piotrowskiego, zawierajaca tak drastyczne, a przemilczane przez dziesieciolecia informacje, zostala - pomimo swej ogromnej wagi naukowej - calkowicie przemilczana w najbardziej wplywowych polskich mediach (poza "Rzeczpospolita"). Dalej, mimo ze minal ponad rok od jej ukazania, nie ma jej w ksiegozbiorze Biblioteki Narodowej! Podobnie przemilczane sa inne cenne ksiazki autorow polonijnych, broniace dobrego imienia Polski i pokazujace fakty, za ktore Zydzi powinni przeprosic Polakow. Najbardziej wplywowe media od radia i telewizji po "Gazete Wyborcza", "Wprost" i "Polityke" calkowicie przemilczaly na przyklad wydana w 1996 r. w Toronto i Chicago swietna ksiazke Kielce-July.4.1946 (Kielce, 4 lipca 1946). Ta praca zbiorowa autorstwa profesorow I.C. Pogonowskiego i T. Piotrowskiego oraz M. Paula odslaniala cala prawde o zajsciach kieleckich 1946 r. jako sowieckiej prowokacji, a zarazem przypominala prawde o szeregu innych wydarzen, m.in. o przemilczanych zbrodniach zydowskich na Kresach w latach 1939-1941 i o wspoldzialaniu niektorych Zydow w deportowaniu Polakow z Wilenszczyzny w 1944 r. Podobnie przemilczana jest inna cenna ksiazka, dwutomowa The Story of Two Shtetl: Bransk-Ejszyszki (Historia dwoch Shtetl: Bransk-Ejszyszki), wydana w 1998 r. w Chicago i Toronto. Ksiazka ta drastycznie obnazala istote antypolskich oszczerstw filmu M. Marzynskiego Shtetl i antyakowskich kalumni Yaffy Eliach. Co wiecej, szeroko przypomniano w niej zbrodnie prosowieckich Zydow na Polakach na Kresach w latach 1939-1941 i pozniejsze wspoldzialania niektorych Zydow z NKWD w zwalczaniu Armii Krajowej w latach 1943-1944. Autorzy opisali rowniez rozliczne przyklady atakow rabunkowych band zydowskich na polskich chlopow w latach 1943-1944, czestokroc opierajac sie takze na zydowskich swiadectwach. Przypomnieli rowniez udzial grupy Zydow we wspolnym z sowieckimi partyzantami ataku na polska wies Naliboki 8 maja 1943 r., ktory skonczyl sie wielka masakra - wymordowano 128 polskich chlopow. Autorzy przypomnieli rowniez historie dzialan niebezpiecznych zydowskich donosicieli w sluzbie NKWD (np. casus Hersza Blanka z Lublina, Moshe Sorensona - ojca Yaffy Eliach czy ojca Jerzego Kosinskiego - Lewinkopfa). Osobna czesc ksiazki przypomniala role niektorych Zydow-katow stalinowskich w Polsce: Morela - mordercy ze Swietochlowic i Jaworzna oraz Gurowskiej, Merza i Auscalera, wspolodpowiedzialnych za sadowy mord na generale "Nilu"-Fieldorfie. Dodajmy, ze zarowno Kielc 4 lipca 1946, jak i Historii dwoch Shtetl prozno szukac w katalogu podstawowej polskiej biblioteki - Biblioteki Narodowej. Po co Polacy maja zbyt wiele wiedziec i pamietac o swych katach! Jerzy Robert Nowak cdn
|