Coraz czesciej dochodzi do napadow w warszawskich tramwajach. W bialy dzien, na oczach pasazerow, ofiary musza bandytom oddawac pieniadze, bizuterie. Tylko nieliczni zglaszaja napad policji, wiec na podstawie statystyk uwaza ona takie sytuacje za marginalne. - Musialem oddac dwom dresiarzom portfel - opowiada nam Pawel. - Przylozyli mi noz do brzucha. Nikt w tramwaju nie zareagowal. Maciek i Tomek stracili zegarki, portfele, walkmany i czesci do komputera. Bali sie czterech roslych dresiarzy. Bandyci powiedzieli im, ze tylko w ten sposob unikna pobicia. Pasazerowie w tramwaju udawali, ze nic sie nie dzieje. Turyste z Algierii otoczylo szesciu dresiarzy. Prosil o pomoc. Stracil 600 zl. Moze gdyby mowil po polsku, ktos chociaz zwrocilby glowe w jego strone. To tylko trzy z rozbojow, jakich dokonano w ciagu ostatniego tygodnia w centrum stolicy. Bandyci napadali w bialy dzien. W godzinach szczytu. Przy dziesiatkach swiadkow. Ile takich zdarzen ma miejsce codziennie - nie wiadomo. Wiele osob nie zglasza napadu policji. Dlatego w policyjnych statystykach zjawisko jest prawie niezauwazalne. - Problem jest marginalny. Wydaje nam sie, ze troche opanowalismy ten rodzaj przestepczosci. Nie moge jednak wykluczyc, ze takie rzeczy sie zdarzaja - mowi podinsp. Henryk Tokarski, komendant komisariatu w Srodmiesciu. Srodmiesciu. Warszawa nie jest miastem bezpiecznym. Codziennie dochodzi tu do ok. 10 rozbojow. Coraz czesciej bandyci atakuja w bialy dzien. W najbardziej ruchliwych miejscach. Tlum zapewnia im anonimowosc. Znieczulica spoleczna daje poczucie bezkarnosci. Historia pierwsza - Nie ma swiadkow 29-letni Pawel wsiadl ok. godz. 13 do tramwaju na przystanku przy skrzyzowaniu Marszalkowskiej z Al. Jerozolimskimi. Za nim do pojazdu weszlo dwoch dresiarzy. - Nie mieli wiecej niz 17-18 lat. Rozgladali sie po tramwaju. Klnac komentowali wyglad pasazerow. W koncu podeszli do mnie - opowiada Pawel. Jeden z dresiarzy pochylil sie nad mezczyzna. Zaczal przyciskac go do sciany pojazdu. Drugi oparl sie na ramionach Pawla. - Dawaj kase - powiedzial glosno. Ludzie odwrocili glowy. Pawel chcial zapytac, o co chodzi. Wtedy dresiarz, ktory sie o niego opieral, wyciagnal z kieszeni noz sprezynowy. Otworzyl go i przystawil do brzucha mezczyzny. - Dawaj kase, bo cie przedziurawie - ostrzegl. Pawel rozejrzal sie po tramwaju. Nikt sie nie ruszyl, by mu pomoc. Ludzie tylko co chwila zerkali w jego kierunku. Byli przestraszeni. Pawel oddal portfel. Mial w nim ok. 200 zl. Dresiarze przejechali jeszcze jeden przystanek i wysiedli na pl. Konstytucji. Pawel nie zglosil zdarzenia policji, bal sie, ze nie beda mogli nic wskorac. - No bo skad znalezliby sie swiadkowie - dodaje cicho. Opowiesc druga - Wycieczka do Warszawy 30-letni Ahmad przyjechal do stolicy z Algerii. Przed poludniem odwiedzil Stadion X-lecia. Zrobil zakupy i postanowil wracac do hotelu. Wsiadl do tramwaju przy rondzie Waszyngtona. Kiedy pojazd wjechal na most Poniatowskiego otoczylo go szesciu roslych dresiarzy. - Napastnicy kazali mu oddac pieniadze. Kiedy ten powiedzial, ze nie rozumie, co do niego mowia, zaczeli go bic - mowi policjant z komisariatu w Srodmiesciu. Napadniety krzyczal po angielsku do wspolpasazerow by mu pomogli. Nikt sie nie ruszyl. Ludzie odwrocili glowy. Podobnie jak w poprzednim przypadku, bandyci spokojnie wysiedli z tramwaju. Jednak poszkodowany zglosil napad policji. Opowiesc trzecia - Trzeba miec nadzieje Maciek i Tomek, dwaj licealisci, wracali od kolegi z Pragi. Dochodzila godz. 17. Jechali tramwajem przez most Slasko-Dabrowski. Kiedy pojazd dojezdzal do Starowki, dosiadlo sie do nich czterech bandytow w dresach. - Jeden z nich powiedzial, zebysmy oddali wszystko, co mamy przy sobie. To byl taki duzy chlop z kwadratowa szczeka - mowi Maciek. W tramwaju bylo kilkanascie osob, w tym kilku postawnych mezczyzn. Jednak nikt nie zareagowal. Dresiarze zabrali portfele, zegarki i walkamany. Kiedy jeden z pasazerow spojrzal w ich strone, zwymyslali go. Chlopcy doslownie trzesli sie ze strachu. Gdy wysiedli z tramwaju podszedl do nich mlody chlopak i spytal, co sie stalo. Postanowil pomoc pokrzywdzonym. Opowiedzial wszystko policjantowi. Kilka minut pozniej na Krakowskim Przedmiesciu dresiarze zostali zatrzymani. Niestety udalo sie odzyskac tylko czesc zrabowanych przedmiotow. Reszte przestepcy "zgubili" po drodze. Nasi Czytelnicy alarmuja, ze podobnych historii dzieje sie w miescie kilkanascie dziennie. Ludzie juz boja sie jezdzic autobusami nocnymi. - Czy teraz bedziemy drzec ze strachu jadac lub wracajac z pracy - zastanawia sie jedna z czytelniczek. Imiona bohaterow zostaly na ich zyczenie zmienione. RAFAL PASZTELANSKI - Wrazliwosc ludzi, chec pomocy ofierze oraz wspolpraca - to podstawowe zachowania, ktore nie tylko uchronilyby pasazerow autobusow, ale wszystkich ludzi majacych do czynienia z bandytami - radzi jeden ze stolecznych policjantow. Wedlug funkcjonariuszy jezeli kilka, a nawet kilkanascie osob stanie po stronie napadnietego, bandyta natychmiast ucieknie. - Malo tego, jezeli w akcji wezmie udzial wiecej ludzi, zbira mozna przytrzymac i poczekac z nim na przyjazd policji - dodaje policjant. - Niestety ludzie czuja sie tak zastraszeni, ze nie reaguja nawet na 13-latka, ktory wyrywa torebke starszej kobiecie. Nieco gorzej wyglada sytuacja ofiary, ktora mimo, ze jedzie w zatloczonym autobusie, wciaz nie moze liczyc na pomoc pasazerow. Nieoficjalnie wiekszosc policjantow ma jedna rade: jezeli napastnik jest jeden, powinnismy po prostu narobic zamieszania, podejsc do kierowcy i poprosic go, zeby podjechal pod komisariat. Jezeli natomiast bandytow jest kilku i widac, ze zamierzaja zrobic krzywde, lepiej oddac im portfel, a dopiero pozniej powiadomic o wszystkim funkcjonariuszy. - Czasami naprawde nie nalezy sie rzucac, ublizac im czy grozic. Niektorzy przestepcy sa niestety zdolni do wszystkiego... - mowi jeden z funkcjonariuszy. SAL u Warszawska policja szacuje, ze w autobusach, pociagach i tramwajach codziennie grasuje okolo 350 kieszonkowcow. Wiekszosc z nich dziala w kilkuosobowych grupach. Z informacji uzyskanych od funkcjonariuszy zajmujacych sie tego rodzaju przestepczoscia wynika, ze niektorzy zlodzieje wypatruja juz wczesniej swoje ofiary przy robieniu zakupow, badz po wyjsciu z bankow. u W kwietniu tego roku prase obiegla informacja, ze w warszawskim autobusie linii 503 trzech mezczyzn usilowalo okrasc grupe mlodych Niemcow. Tylko jedna z pasazerek zareagowala. Kieszonkowcy naublizali jej, pobili. u Podobna sytuacja miala miejsce na poczatku czerwca. Do redakcji ZW zglosila sie mloda dziewczyna, ktora zareagowala, kiedy w autobusie linii 122 kieszonkowcy okradali jednego z pasazerow. Jeden z bandytow zwyzywal ja, uderzyl glowa w twarz, przewrocil i uciekl. - Chcialam tylko pomoc - mowila przez lzy 16-latka. u 16 kwietnia trzech trzydziestoletnich mezczyzn zdemolowalo autobus linii 195. Najpierw napastnicy zaczeli uderzac piesciami w kabine kierowcy. Nastepnie pocieli nozem siedzenie ikarusa, powybijali szyby, usilowali wyrwac drzwi autobusu. Uciekajacych pasazerow straszyli pobiciem. SAL Powiedzieli Ryszard Pietrzykowski, Komenda Stoleczna Policji: W tej chwili nie ma najmniejszych szans na to, aby w kazdym warszawskim autobusie czy tramwaju jezdzil policjant lub straznik miejski. Nie mamy tylu ludzi i srodkow. Oczywiscie policja jest odpowiedzialna za cale bezpieczenstwo w miescie, mamy jednak ograniczone mozliwosci. Bezpieczenstwo w komunikacji miejskiej staramy sie poprawiac miedzy innymi prowadzac akcje skierowane przeciwko kieszonkowcom. Wspolpracujemy w tym ze straza miejska. Andrzej Wisniewski, rzecznik ZTM: Poczucie bezpieczenstwa w tramwajach i autobusach jest odbiciem poczucia bezpieczenstwa warszawiakow w calym miescie. Ustawa o policji mowi, ze tylko policja ma prawo zatrzymac, zakuc w kajdanki itd. Do nas nalezy bezpieczne przewiezienie pasazera, ale podkreslam, w znaczeniu technicznym. Jezeli chodzi zas o wprowadzenie lacznosci miedzy kierowcami, to z tego co wiem, obecnie jest organizowany przetarg na wyposazenie autobusow w system lacznosci glosowej. Kierowca autobusu proszacy o zachowanie anonimowosci: Zawsze reaguje, kiedy widze, ze cos sie dzieje w autobusie. Czesto zerkam w lusterko sprawdzajac, czy nic sie nie dzieje wsrod pasazerow. Jezeli jest tlok i jakis pasazer podejdzie do mnie i powie, ze ktos jest wlasnie bity czy okradany, z pewnoscia zareaguje. Nigdy nie odmowie nikomu pomocy. Nie raz juz sie zdarzaly sytuacje, kiedy podczas kursow nocnych zwracalem uwage samotnym kobietom, zeby usiadly na miejscach blizej kabiny kierowcy. Nie raz zwracalem uwage roznym oprychom. Jezeli doszloby do powazniejszych sytuacji, bez namyslu podjechalbym pod komisariat policji.
|