Mar 042011
 

Minal tylko tydzien, a ja nie czekajac az minie ich wiecej rozpoczynam swoj piatkowy monolog. Mozna by pomyslec, ze z okazji zblizajacego sie milowymi krokami swieta klasy robotniczej podjelam stachanowskie zobowiazanie i bede pisac bez opamietania tak duzo az ilosc przejdzie w jakosc, a felietoniki piatkowe stana sie nimi naprawde. Jednak prawdziwy powod dla ktorego nie odczekalam przynajmniej dwu tygodni jest to, iz pomyslalam sobie ze jesli powiedzialo sie A, to jesli juz nie cale abecadlo przynajmniej kilka dalszych liter nalezy powiedziec. Wiec dzisiaj bedzie na litere B. Zeby nie tracic czasu, przerwe wpol slowa dopiero co rozpoczety wstep i od razu przejde do rzeczy. Jednak zanim opowiem o kilku e-mailach otrzymanych w ostatnich dniach, opowiem historyjke posiadajaca optymistyczne zakonczenie. Cos co zbudzi nadzieje, iz czasami z sytuacji wydawaloby sie bez wyjscia mozna wyjsc z pokrzepionym sercem, odzyskana wiara w drugiego czlowieka a nawet z zyskiem. A zreszta, co ja bede wyciagac wnioski skoro kazdy moze to zrobic osobiscie. Otoz byl sobie farmer, nie sam byl lecz mial on trzech synow oraz 17 krow. Na lozu smierci podyktowal taki testament: najstarszy syn otrzyma polowe stada, sredni – trzecia a najmlodszy odziedziczy dziewiata czesc krow. Synowie zajeci smutkiem zwiazanym z odejsciem ojca, ani przez chwile nie spojrzeli w testament do czasu jego smierci. Natomiast tuz po niej, zasumowali sie szczerze. Nie byli przygotowani na jakkikolwiek uboj krow, jednak z testamentu wynikalo, iz bez cwiartowania ktorejs z nich obejsc sie nie moze. Tak im zaczely mijac dni. Siedzieli w bezczynnosci owladnieci niemoca ktora na nich spadla z powodu trudnosci zwiazanej ze spelnieniem woli ojca. Krowy nie mialy sie lepiej i tez podupadaly na zdrowiu wskutek braku paszy tresciwej i naleznej im opieki. Wreszcie sasiad zaniepokojony odglosami wydobywajacymi sie z sasiedzkiej obory odwiedzil pograzonych w zalobie i frustracji synow. Zlozyl wizyte i zalegle kondolencje a nastepnie wysluchal historii, ktora mieli mu do opowiedzenia bracia. Kiedy skonczyli oddalil sie, a powrociwszy nie byl sam lecz towarzyszyla mu krowa wlasnego chowu. Onaz dolaczyl byl do siedemnastu krow braci i uczynil stado osiemnastoliczbowe. Kiedy skonczyl, rzekl braciom: nie widze powodow dla ktorych nie moglibyscie teraz postapic zgodnie z wola waszego ojca. Bracia przeliczyli stado raz i drugi poczem bez wiekszych trudnosci i z duzym zadowoleniem podzielili sie krowami wedle zyczenia ojca: najstarszy otrzymal polowe czyli 9 krow, sredni trzecia czesc czyli ich szesc a najmlodszy z godnie z przykazem ojca zagarnal w swoje posiadanie jedna dziewiata, czyli cale dwie krowy. Po dodaniu do dziewieciu krow szesc krow a nastepnie jeszcze dwie krowy w sumie wyszlo, ze bracia posiadaja siedemnascie krow, co kazdy moze sprawdzic na palcach obu rak i nog. Osiemnasta krowe, zgodnie ze zdrowym rozsadkiem przygarnal sasiad i w poczuciu spelnionego z nawiazka dobrego uczynku, odszedl aby bracia mogli juz bez frustracji pograzyc sie w zalobie. Nie bez powodu powiedzialam, iz spelnil dobry uczynek z nawiazka gdyz kazdy z synow otrzymal bez cwiartowania wiecej niz byl sie spodziewal nawet gdybu do uboju doszlo. Bo prosze tylko popatrzec: najstarszy syn dostal dziewiec krow, a wedle testamentu mial otrzymac polowe z siedemnastu czyli osiem i pol. Sredniemu przypadlo szesc zamiast pieciu z kawalkiem, co mozna sprawdzic dzielac siedemnascie przez trzy. No i najmlodszy rowniez wyszedl bardziej niz na swoje, spodziewal sie nie calych dwoch krow kiedy dzielil w pamieci siedemnascie przez dziewiec, a tu prosze ma dwie cale krowy! Tak oto nieoczekiwanie sytuacja zdawaloby sie bez wyjscia zakonczyla sie a kazdy byl bardziej niz zadowolony. Sasiad rowniez czul szczescie niepomierne przeliczajac swoj dobry uczynek na przynalezne mu z tego powodu dni odpustu i juz cieszyl sie na skrocenie mak czyscciowych, na ktore zapracowal sobie we wczesnej mlodosci.
Z historii tej wyplywa – jak z kazdej madrej przypowiesci, ze nalezy pozostawac optymista w kazdej sytuacji i wierzyc, ze znajdzie sie sasiad ktory nas nie wykorzysta w nieszczesciu a wprost przeciwnie, pomoze. Historie te opowiedzialam w celach terapeutycznych i dla zatarcia poczucia bezsilnosci jakie pozostalo po braku optymistycznego zakonczenia w ostatniopiatkowym felietoniku.
A teraz przechodze do obiecanych e-maili.
Zeby nie zmieniac zbyt gwaltownie wagi tematow poruszanych, rozpoczne od sprawy najlatwiejszej, czyli wiecznie zywych klopotow z brakiem profesjonalizmu Sliwy. Objawia sie on wylaczaniem polaczenia ze sluchaczem zamiast kontynuowania tegoz polaczenia i dania mozliwosci wytlumaczenia sprawy. To byl cytat z listu pana Zdzicha, ktory we wczorajszym programie padl ofiara wylaczenia. Dla przypomnienia powiem, ze dokonalam tej zbrodni w momencie kiedy sluchacz nazwal nauczycieli terrorystami. W zasadzie powinnam wylaczyc sluchacza wczesniej kiedy nie tylko probowal wmawiac mi co ja mysle ale zaczal wyrazac sprzeczne poglady na temat tego co sam mysli. Podejrzewam, ze sluchacze podobnie jak ja pogubili sie w tresci panskiego przeslania. Pozwolilam panu kontynuowac w nadziei, ze o cos konkretnego jednak panu chodzi i ze z czasem dowemy sie o co. Jednak zamiast tego postawil mnie pan w sytuacji trudnej do pozostawania. Gdybym pozwolila panu kontynuowac mogla by sie zdarzyc nastepujaca przykra sytuacja: przychodzi dziecko do szkoly. Nauczyciel pyta kto to jest terrorysta i oczekuje, ze dziecko jesli juz nie udzieli poprawnej odpowiedzi to przynajmniej powie, ze terorysta to Bin Laden. A tu prosze jaki suprajz! Dziecko mowi: terrorysta to pan. I kontynuuje: u Sliwy na radio tak powiedzieli. Co by bylo dalej moze pan sobie wyobrazic albo nie. Zreszta to nie ma znaczenia, najwazniejsze jest to, ze Otwartego Mikrofonu sluchaja cale rodziny w tym i dzieci. Niektorzy z tych rodzicow sa nauczycielami. Czy w dalszym ciagu nie widzi pan niestosownosci swojego sformulowania? Zeby nie odczul pan, ze chce zrobic z pana wroga publicznego numer jeden, powiem ze czesciowo rozumiem skad pan sie wzial. Pan jest sluchaczem jednego z polonijnych programow gdzie padaja takie i jeszcze bardziej ponizajace slowa nie tylko pod adresem nauczycieli ale rowniez kobiet, mniejszosci rasowych, ludzi o odmiennych orientacji seksualnej lub politycznej i w ogole kazdego kto nie uwaza Rusha Limbaugh za allaha a owegoz radiowca za jego proroka. Dzisiaj jednak nie rozmawiamy o praniu mozgow ani nawet o kulturze publicznego dyskursu dlatego w tym momencie zakoncze. Jednak na temat zwiazkow zawodowych na antenie radiowej bedziemy jeszcze rozmawiac. Jako zadanie domowe dla pana mam dwa punkty do przemyslenia. Pierwsze, do czego doprowadzilo utworzenie zwiazkow zawodowych?
Chodzi mi nie tyle o tzw obalenie komunizmu, bo to sprawa sporna ale o to, ze uchronilo ono Ameryka od rewolucji na podobienstwo pazdziernikowej. Drugie, prosze przypomniec sobie ktore systemy sprawowania wladzy zabranialy zwiazkom zawodowym istnienia w ogole i dlaczego zadna prawdziwa demokracja tego nie robila?
A teraz przechodzimy do polityki. Ale tylko na krotka chwile. Napisala do mnie Pani Magdalena z Itaski z pretensjami, ze nie ustosunkowalam sie do najwazniejszego zarzutu uczynionego pod moim adresem w wiadomym miejscu, ktorego to miejsca nie chce nazywac, zeby nie wywolywac wilka z lasu. Tym najwazniejszym zarzutem wedlug niej bylo moje przedkladanie nad wiadomosci papowskie innych wiadomosci. Te inne, zdaniem pani Magdy – i zgodnie z tym co wyczytala – sa mniej rzetelne niz to co napisze PAP i co najwyzej daje sie porownac z tym co pokaze TVN24. Nie wdajac sie w dluga dyskusje, powiem krotko i rzeczowo: Droga Pani Magdaleno! Widac od razu, iz nie jest Pani moja stala sluchaczka, w przeciwnym przypadku wiedziala by Pani, ze temat rzetelnosci PAP juz poruszalam kilka tygodni temu informujac o konkretnym przykladzie konferencji prasowej ktora niedawno miala miejsce w Ameryce. Nie bede powtarzala szczegolow poraz drugi, niech pani zechce przesluchac nagranie programu z 4. lutego. Jesli nie posiada pani tego nagrania, to oznacza, ze nierzetelnie wykonuje pani powierzone jej zadanie i dlatego na temat wyzszej rzetelnosci jednego zrodla informacji nad drugim zrodlem nie ma pani moralnego prawa wypowiadac sie. Poniewaz jednak pani pytanie zezwala mi na dodatkowe ustosunkowanie sie do praktyk PAPu, wiec nie zbyje go byle czym tylko przytocze jeszcze jaden przyklad. Przyklad ten swiadczy o jeszcze powazniejszym niz uprzednie wykroczaniu przeciw zasadom rzetelnosci w informowaniu. Jest to przyklad na tyle kuriozalny, iz niektorzy sugeruja aby odtad skrot PAP interpretowac inaczej, np Platformiarska Agencja Prasowa. Inni sugeruja inna, moze nawet bardziej adekwatna interpretacje skrotu lecz nie przytocze jej, gdyz nie przystoi. Chodzilo o przypadek wielokrotnie juz opisany w polskich mediach, dlatego posluze sie cytatem, zamiast od siebie tlumaczyc co sie stalo:
„Reporter PAP chciał zapytać Donalda Tuska o zapowiedzianą w Jerozolimie w kwietniu 2008 roku ustawę reprywatyzacyjną. Minęły trzy lata i nadal jej nie ma. Tomasz Arabski, szef Kancelarii Premiera próbował skłonić dziennikarza do zmiany pytania. Gdy to mu się nie udało, wyciągnął komórkę i zadzwonił do szefa Polskiej Agencji Prasowej…. Po kilku minutach Szef zakazał mu zadawania pytania o ustawę reprywatyzacyjną”.
Nie ma potrzeby komentowac tego zdarzenia, natomiast mozna sie zastanawiac ile innych wiadomosci nie ujrzalo swiatla dziennego i nikt o tym nie wie bo nie bylo w poblizu swiadka ingerencji szefa kancelarii premiera? Mozna tez zastanawiac sie, jakie inne powody oprocz pana Arabskiego moga zaklocac proces powstawania wiadomosci w tej agencji? To sa tylko niewinne pytania i prosze nie wciskac mi siania jakichs niezdrowych emocji lub jatrzenia bo zreszta pod czyim adresem mialabym siac te nienawic lub kogo jatrzyc skoro wcale nie uwazam, ze PAP jest tak do konca nierzetelny. Sama czesto przegladam depesze agencyjne i potepianie wszystkiego co tam w PAPie sie pisze byloby nie na miejscu. Tym bardziej, ze po nadchodzacych wyborach wiele moze sie zmienic w Polsce a PAP moze na nowo odzyskac utracona renome. Zreszta wiele z wiadomosci podawanych przez PAP w dalszym ciagu nie budzi zastrzezen, zwlaszcza jesli nie maja one nic wspolnego z PO, PiSem i sytuacja polityczna w kraju. Jestem pewna np, ze wszelkie wiadomsci z Chin podawane przez agencje sa takie jak byc powinny. Tak samo z Libii, Libanu czy nawet z Lizbony. Do wiadomosci z Ameryki natomiast nalezy stosowac pewna poprawke, a to z powodu glownego korespondenta w Washingtonie Zalewskiego, ktory na skutek swoich kuriozalnych przekonan, zabarwia wszystkie swoje wiadomosci w charakterystyczny dla siebie sposob. To tyle o PAP, nie tylko dla pany Magdaleny.
Teraz przejde do e-maila od pani Anastazji. Pisze Pani Anastazja, iz jest zbulwersowana wiesciami dotyczacymi przygotowywanej uroczystosci o charakterze patriotycznym.

Wylicza wiele powodow dla swojego zbulwersowania – jednak nie przytocze ich tu ze wzgledu na to, iz jestem pewna ze byloby to natychmiast zinterpretowane jak rzucanie klod pod nogi mlodym, preznym i patriotycznym elementom w naszej spolecznosci czy komukolwiek kto owe uroczystosci organizuje. Zamiast tego podpowiem pani Anastazji i wszystkim, ktorzy czuja sie zaniepokojeni obrotem spraw, iz jest wiele co moga zrobic. Przede wszystkim, poniewaz organizowana uroczystosc dotyczy calej Polonii, niekoniecznie nawet patriotycznej, wiec macie Panstwo prawo wlaczyc sie do akcji, wplywac na jej ksztalt, przebieg a nawet sklad komitetu. Oczywistym jest, ze kazda akcja w pewnym momencie musi sie zorganizowac, wybrac komitet i jego przewodniczacego, inaczej bylby chaos i nie wiele daloby sie zrobic gdyby kazdy realizowal tylko swoje pomysly. Tym niemniej komitet powinien byc otwarty na wszelkie sugestie i nie dzialac w oderwaniu od spolecznosci w imieniu ktorej cos robi. W przeciwnym wypadku, sluchaczka i inni maja prawo do niepokoju i nazywac akcje inaczej niz ona sama sie chce nazwac. Zwlaszcza maja prawo pozostac gluchymi na wszelkie prosby o wsparcie finansowe. Mam nadzieje, ze tak nie jest w tym konkretnym przypadku i mam nadzieje, ze organizatorzy rowniez za pomoca Otwartego Mikrofonu zechca poinformowac Polonie o swojej pracy oraz rozwiac wszelkie watpliwosci, ktore byc moze wziely sie tylko z niedoinformowania. Przy okazji chce cos wyjasnic tym z Panstwa ktorzy oczekuja ode mnie zaangazowania sie w taka czy inna impreze, akcje, zbiorke itp dzialalnosc. Chce im wyjasnic, iz nie jest to mozliwe nie tylko ze wzgledow czasowych ale przede wszystkim z tzw innych powodow. Glownie dlatego, ze moja rola w takich przypadkach polega raczej na informowaniu, umozliwieniu kontaktow ludziom ktorzy cos chca konkretnego zrobic. Oczywiscie w przeszlosci zdarzaly sie wyjatki od tej reguly, ale byly to wyjatki ktore te regule tylko mialy potwierdzic a nie zmienic.
Koleiny list napisal p. Bogdan. Wymaga on bardziej skomplikowanej odpowiedzi jako ze dotyka on sprawy niezmiernie waznej i delikatnej.
Ze wzgledu na drazliwe szczegoly z wlasnego zycia pana Bogdana jak i z zycia innych ludzi, rowniez tego listu nie przytocze a jedynie opowiem ogolnie o tych jego fragmentach ktore pozwola mi sie wypowiedziec na temat przez niego poruszany.
Pan Bogdan pisze, iz zgadza sie z moimi wnioskami dotyczacymi zarzucania komus rzeczy ktore sa nieprawdziwe. Nie koniec na tym, nie tylko zgadza sie ale rowniez twierdzi, ze zjawisko to jest duzo szersze i nie dotyczy tylko sfery zycia publicznego. Chodzilo o moja interpretacje tak modnego obecnie zarzucania przeciwnikom politycznym tego, iz sieja oni nienawisc. Jak Panstwo pamietaja, w czasie ostatniego monologowania doszlam do wniosku, iz jesli ktos zarzuca mi ze rozsiewam nienawisc to nie oznacza to nic innego poza przyznaniem sie iz on, ten ktory mi to zarzuca, czuje do mnie dokladnie to czego sianie mi przypisuje. Zarzucajac mi sianie nienawisci, mowi tylko i wylacznie: nienawidze cie! Sluchacz, ktory skomentowal pozytywnie moja interpretacje dodaje, ze podobne zjawisko wystepuje na wielu szczeblach stosunkow miedzyludzkich. Ludzie przypisuja w formie zarzutow i pomowien innym ludziom to, co sami czuja w stosunku do nich. I tu nastepuje wiele przykladow z zycia prywatnego pana Bogdana ktorych – jak juz powiedzialam, ze wzgledu na ich drastycznosc a takze mozliwosc rozszyfrowania osob trzecich – nie przytocze. Jednak historii p. Bogdona nie potraktuje milczeniem ani nic nie znaczacymi ogolnikami. Najpierw jednak chcialabym zapewnic pana, Panie Bogdanie ze robi Pan blad twierdzac, iz wszyscy ludzie sa wredni i ze niczego dobrego nie mozna sie po nich spodziewac. Nie wolno z jednostkowego przykladu wyciagac tak daleko idacych wnioskow.
Pan Bogdan poruszyl sprawy ktore wywolaly u mnie wiele releksji i tymi refleksjami chcialabym sie z Panstwem chociaz pobieznie podzielic. Ale wczesniej powroce jeszcze do mojego poprzedniego felietonu. Zjawisko o ktorym mowilam dotyczylo jednego z elementow tzw inzynierii spolecznej. Inzynieria spoleczna – dziedzina ni to nauki, ni to sztuki – najkrocej mowiac, zajmuje sie sposobami manipulowania masami ludzkimi w celu osiagniecia zamierzonego celu. Nie bylo moim zamiarem wypowiadac sie o charakterze osob ktorzy stosuja elementy tej dziedziny wiedzy rowniez w innych celach.
Oczywiscie sam fakt, ze ktos stosuje nie fair metody czy to dla sprzedania samochodu, domu, czy tez dla prapogowania swoich pogladow politycznych lub dezawuowania pogladow innych ludzi – mowi cos o czlowieku. Jednak wyciaganie wnioskow na temat zycia prywatnego takich ludzi nie bylo w zadnym przypadku moim zamiarem. To o czym Pan pisze jest duzo bardziej skomplikowanym zjawiskiem i dotyczy patologicznych stanow natury ludzkiej. Zeby zrozumiec w pelni te stany, nalezy wczesniej gleboko zastanowic sie nad tym czym jest czlowiek. Nie kim – lecz czym. Czym on jest na poziomie bytu bardziej podstawowym niz bycie osoba o okreslonych pogladach, spojrzeniu na swiat i samego siebie. Zanim potrafimy z sensem mowic o czlowieku jako o kims, kto posiada poglady polityczne, wyznaje religie, dazy do szczytnych idealow powinnismy wiedziec jakie prawa nim zadza. Inaczej mowiac, zanim zaczniemy mowic o nadbudowie trzeba poznac baze. Trzeba przyjrzec sie temu jak wyglada czlowiek po odarciu z niego calej kulturowej nadbudowy, w oderwaniu od jego rasy czy narodowosci. Wtedy latwiej bedzie zrozumiec rowniez czlowieka takim jakim go widzimy na codzien, czlowieka ktory kocha, nienawidzi, wierzy lub nie ufa. Nie jestem w stanie powiedziec na ten temat zbyt wiele, nie tylko dlatego ze wymagaloby to duzo czasu ale glownie z tego powodu, ze nasza wiedza w tym zakresie jest porownywalna do stanu wiedzy medycznej z przed kilku wiekow. Jaka to byla wiedza nie trzeba tlumaczyc, jedynie przypomne ze np kardynal Richelieu, jeden z najpotezniejszych ludzi swoich czasow zmarl dlawiac sie krowim lajnem. Byla to czesc terapii zaaplikowanej mu przez jego lekarzy. Dzisiaj takie choroby kazdy lekarz jest w stanie szybko wyleczyc. Nie mowie tutaj o psychologii czy psychiatrii, ktore z rozmaitych powodow nie zajmuja sie w sposob systematyczny problemami wywolanymi obcowaniem np z tymi tzw wrednymi ludzmi, pokrewnymi im psychopatami, czy tez jeszcze bardziej groznymi wampirami psychicznymi ktore wysysaja z nas wszelka energie zyciowa. Tym niemniej, mimo braku scislej dziedziny nauki ktora by te sprawy traktowala, jest wiele sposobow jakie niekiedy moga pomoc. Nie wszystkie z nich mozna zastosowc w kazdym przypadku, np jesli wrednym czlowiekiem jest nasz szef to trudno mu powiedziec: idz sobie precz.
Jednak domyslam sie, ze najwiecej szkod doznajemy od ludzi, ktorych dobrowolnie tolerujemy w swoim otoczeniu. Tolerujemy ich, tak jak to robi pan Bogdan mimo iz wie, ze cos jest nie tak. Wlasnie to odczucie, ze cos jest nie tak – jest najwazniejsza i najprostsza wskazowka co mozna zrobic dla samoobrony. Jesli np zawsze czujemy sie zle w otoczeniu pewnej osoby, jesli po rozstaniu z nia czujemy przez dlugi czas jakis trudny do okreslenia niesmak i jesli nawet sama mysl o nastepnym spotkaniu przyprawia nas o stress – to wniosek jest oczywisty. Ten czlowiek nam wredzi i zanim bedzie za pozno powinnismy pozbyc sie go z grona swoich przyjaciol. Nawet jesli posiada wszystkie atrybuty przyjaciela, zawsze usluzny, zawsze gotow do wsparcia, zawsze wykazujacy troske – bez wzgledu na to wszystko, powinnismy zaufac swojemu instynktowi czy szostemu zmyslowi i pogonic go precz. Jesli tego nie uczynimy, wkrotce pozbawi on nas wszelkiego poczucia wlasnej wartosci i przekona o tym wszystkich dookola. W literaturze nazywa sie nie bez powodu takich ludzi umniejszaczami. Przygladajac im sie mozna zauwazyc, ze rosna oni w miare tego jak skutecznie pognebiaja i pomniejszaja wartosc innych. Czasem robia to niezwykle subtelnie, zupelnie niepostrzezenie dla otoczenia. Widzi tylko on czy ona i jego ofiara, dokladnie jak w przypadku, ktory Pan opisal Panie Bogdanie. Tak wiec glowa do gory, zaloze sie, ze po zastosowaniu mojej rady odzyska Pan bardzo szybko radosc zycia i wiare w ludzi. Bo to naprawde nie wszyscy ludzie sa wredni, a tylko znikomy ich procent. Kiedys do tego powroce jak i do psychopatow, co juz obiecalam panstwu przy okazji roztrzasania przypadku Palikota. Sa to pokrewne, lecz nie dokonca te same podtypy rodzaju ludzkiego. Szczegolnie podobne sa mechanizmy pojawiania sie psychopatow i wrednych ludzi. Tzn sposob ich dziedziczenia lub rodzaje okaleczen psychicznych w nastepstwie ktorych ktos zostaje takim obcym typem posrod ludzi. Jednoczesnie chcialbym po raz kolejny przestrzec przed korzystaniem z uslug wszelkiego rodzaju magii, specjalistow od zjawisk paranormalnych i od niepoznanej dotad sfery zycia ludzkiego. Jesli nie trafimy na ewidentnych oszustow, to trafimy duzo gorzej. Nawet podjete dla zabawy takie praktyki moga szybko zle sie skonczyc.
Na marginesie – prosze zauwazyc, to pierwszy margines dzisiaj – no wiec na pierwszym dzisiejszym marginesie chcialam zauwazyc, ze wsrod wydawaloby sie jednolitego gatunku homo sapiens, istnieje wiele podgatunkow. I nie ma ten podzial wiele wspolnego z przynaleznoscia do jakiejs rasy czy narodowosci. Moze wskutek uwarunkowan historycznych istnieje chwilowa aberracja i takie zaleznosci mozna na codzien zauwazyc, jednak teoretycznie psychopaci, wredni ludzie i inne wynaturzenia gatunku homo sapiens wystepuja w kazdej rasie, w kazdym narodzie i na kazdym kontynencie. Kiedys do tych niezwykle interesujacych i waznych tematow jeszcze powroce i opowiem Panstwu co na ten temat udalo mi sie wyczytac lub w inny sposob domyslec. A w miedzy czasie, radze Panstwu to samo co panu Bogdanowi: ufac przedewszystkim wlasnemu instynktowi czyli szostemu zmyslowi, ktory zawsze w pore nas ostrzega. My jednak na ogol jestesmy madrzejsi i bardziej ufamy rozumowi niz tym nie dajacym sie sprecyzowac ani naukowo zbadac odczuciom. Ani naszym wlasnym ani tym bardziej przeczuciom czy odczuciom naszych bliskich.
I juz na zakonczenie przyznam sie Panstwu, ze mam ciagle jakies dziwne wrazenie iz optymistyczna historyjka o farmerze, trzech synach i siedemnastu krowach zakonczyla sie zbyt dobrze. Niby wszystko jest w porzadku, jednak moj szosty zmysl mowi mi, ze tkwi w tej historii jakies oszustwo albo ze zle wnioski z niej wyciagnelismy. Tyle, ze w zaden sposob nie potrafie tego blizej okreslic. Mam nadzieje, ze do nastepnego piatku uda mi sie ten problem rozwiklac. A moze ktos z Panstwa mi podpowie? Obiecuje, ze najlepsze odpowiedzi ujrza swiatlo dzienne rowniez za tydzien. A poki co zycze Panstwu milego wieczoru i jak najmniej wrednych ludzi dookola.

 Posted by at 5:53 pm