Feb 252011
 



(==>audio< ==) Tym razem nie minelo wiele tygodni, nie ma wiec powodu aby szukac wymowki, a znalazwszy ja, w charakterze wstepu do kolejnego monolgu piatkowego wykorzystac. Tym nie mniej, cos na wstepie powiedziec przystoi. Ot, chocby to, ze niezaleznie od tego co sie dzieje w Otwartym Mikrofonie - tydzien za tygodniem mija. Minelo lato i jesien. Zanim sie obejrzymy - zima przeminie.Moglabym dodac: lato, jesien i zimy polowa przeminely bo musialy. Jednak nie dodam. Ta informacja nie wnosi niczego wartosciowego do naszej rozmowy. Po pierwsze, kazdy wie, ze wszystko co jest przeminac musi. Po drugie, chociaz kazdy wie, to znajdzie sie nie jeden i bedzie upieral sie, iz nie koniecznie, bo musi to na Rusi a w Ameryce jest inaczej. A' propos Rusi … . Albo nie. Nie bedzie ani slowa o Rusi. Nie dam sie dzisiaj poniesc latwym tematom. Dzisiaj bedzie o sprawach trudnych i waznych. Zanim jednak do takich spraw przejdziemy, chocby pobieznie musze zaadresowac temat niepowazny jednak naprzykrzajacy sie i przez to – uzywajac slow ministra-radiowca – nie zezwalajacy aby spuscic nan zaslone milczenia. Juz kazdy domyslil sie – bedzie o Domaradzkim i jego kolejnym kaciku Lucji Sliwy. Tak jest, niczym s.p.prezes Moskal w Dzienniku Chicagowskim, doczekalam sie wlasnego kacika w Dzienniku Zwiazkowym. Inne czasy, inna gazeta inni ludzie a kacik podobny. Podobny bo przyswieca mu cel taki sam: wzbudzic zainteresowanie przechodnia na tyle, zeby ten przystanal, grosz wyslupal i gazete zakupil zamiast pojsc i za niewydany pieniadz kupic dziecku cukierka. Wiadomo, ludzie sa jacy sa, od ust sobie odejma a plotki z magla nie przepuszcza. Nic na to nie poradzimy. Co prawda, w przypadku gazety – jak pokazuje historia – metoda magla na podniesienie stopnia poczytnosci jest bronia obosieczna. Ani sie obejrzec ludzie zaczna przynosic do wyprania wszystkie swoje brudy i nie starczy miejsca na rzetelne wiadomosci a co dopiero doniesienia o tym, ze mila i pulchna brunetke umili chwile w swoim towarzystwie.
Zreszta, po co ja sie wtracam w nie swoje sprawy? Kazdy sprzedaje co moze. Zas brunetki, blondynki, i inne was dziewczynki nawet Kiepura mial w powazaniu. No to nie czepiam sie juz wiecej i wracam do nowopowstalego kacika oraz donosze, ze tak w przypadku kacika prezesa Moskala jak i w kaciku mojego imienia sprawa nie jest az tak prosta, zeby na marny grosz przeliczywszy, machnac na nia reka. Dlatego tez zanim spuszcze wspomniana wczesniej zaslone milczenia, kilka slow powiem. Od razu tez zastrzegam sie, ze drugiego – nomen omen – dna doszukiwac sie nie bede. Nie bede bo – uchowaj mnie Boze, znajde takowe i co z nim zrobic nie bede wiedziala. Zaoszczedzony zas czas zmarnotrawic pozyteczniej sprubuje. Zamiast tez – jak ostatnim razem – analizowac pojedyncze cytaty z kacika, postaram sie spojrzec na caloksztalt zjawiska o ktorym mowimy naswietlajac je z historycznej perspektywy. Pan Domaradzki – zapewne nie zdajac sobie z tego sprawy – zahaczyl o pewien bardzo ciekawy i dotychczas nie do konca opracowany fragment historii Polonii. Zahaczyl i – jak to bywa z historykami bez warsztatu typu Jana Grossa – wyrwal maly fragment, rozdmuchal go i wyciagnal wniosek jaki byl sobie wczesniej wydumal. Nieprzychylne slowa pana Jana Krawca pod moim adresem pochodza z Nowego Dziennika, gazety nowojorskiej. Moja zas odpowiedz ukazala sie nie tylko w tamtej dalekiej gazecie ale rowniez w Chicago, w Dzienniku Zwiazkowym. Nie jestem pewna, ale byc moze rowniez w Kurierze. Pan Krawiec napisal pozniej odpowiedz na moja replike. Ta odpowiedz zostala przeze mnie zignorowana z dwu powodow. Po pierwsze nie chcialam kontynuowac dyskusji ktora zdawala sie do nikad nie prowadzic – kazdy powiedzial co myslal i reszta bylaby juz tylko gadaniem. Po drugie, dowiedzialam sie od ludzi bliskich panu Krawcowi, ze przezyl bolesnie moja odpowiedz wiec przedluzanie tej dyskusji byloby okrucienstwem. Ktos kto pamieta niezbyt owocna historie mojej wspolpracy z Dziennikiem Zwiazkowym zapytac moze coz to sie stalo takiego, ze gazeta ta uzyczyla mi swoich lamow dla odpowiedzi, ktora zatytulowalam “Tak Krawiec kraje”?
Poniewaz od tamtych wydarzen minelo juz – jak slusznie zauwazyl pan Domaradzki – siedem lat czuje sie w obowiazku kilka slow o tamtych latach powiedziec. Otoz ostrze artykulu pana Krawca nie bylo wcale skierowany pod moim adresem, tzn nie tylko i nie glownie przeciwko mnie pisal to co napisal. Ja bylam szarym pionkiem i nawet nie uczestniczylam w grze, ktora byla kampania przedwyborcza w ZNP. Glownym przedmiotem ataku pana Krawca byly owczesne wladze ZNP i KPA, ja zas mialam posluzyc tylko jako przestroga: patrzcie no ino jakich ludzi toleruje u siebie Edward Moskal. Tak wiec oberwalam z powodu przyslowia, ktore mowi: gdzie drwa rabia tam kazdy kto sie osmieli zabrac glos moze dostac po glowie. Tak sie zlozylo, ze mimo rozmaitych intryg, knutych rowniez przez niektorych pracownikow Dziennika Zwiazkowego przez caly czas mojej dzialalnosci publicznej, stalam po stronie wladz obu organizacji wyzej wymienionych. Tak bylo i w przypadku przystapienia Polski do Uni Europejskiej i w wielu innych sprawach. Przy okazji mala uwaga. Wbrew temu co zarzucal nam Jan Krawiec ani wladze KPA ani ja nigdy nie bylismy przeciw Polsce w Unii a jedynie zwracalismy uwage, ze warunki na ktorych Polska byla gotowa tam wtedy wstapic byly ponizajace i krzywdzace dla Polakow. Obecne wladze RP rowniez robia blad okazujac entuzjastyczna gotowosc do wprowadzenia euro. Jak tragiczny bedzie to blad mozna zgadnac patrzac na sytuacje w ktorej znalazly sie ostatnio Grecja i Hiszpania. A teraz do rzeczy. Pan Jan Krawiec, byl osoba niewatpliwie zasluzona dla naszego srodowiska. Niestety jak to zdarza sie niekiedy, w pozniejszym okresie swojego zycia ulegl przedziwnej metamorfozie. Sprawy polskie zeszly na plan drugi, a jego glownym zajeciem stalo sie niezwykle popularne naonczas tropienie antysemityzmu wsrod Polonusow. Mozna powiedziec, ze podjal sie swoistej krucjaty przeciwko wszystkim, ktorzy splamili sie chocby odrobina krytyki ktoregokolwiek z Zydow. W tamtym okresie Polacy na calym swiecie znalezli sie w centrum atakow ze strony pewnej grupy zydowskiej, stanowiacej czesc Holocaust Industry.
O tej grupie pisal Norman Finkelstein i wielu innych Zydow nie utozsamiajacych sie z syjonistycznymi dazeniami swoich rodakow. Nie wiem czy zdajecie sobie Panstwo z tego sprawe, syjonizm przez pewien czas uznawany byl za forme rasizmu. Ale to tylko tak na marginesie. Podwyzszona dzialalnosc niektorych Zydow brala sie z nieuregulowanej sprawy roszczen do odszkodowan za dobra utracone przez Zydow na terenie Polski w czasie okolowojennym. Szalejacy antypolonizm z ktorym przychodzilo nam sie wtedy zmagac mial byc sposobem nacisku na Polakow aby ci opamietali sie i wyplacili bez szemrania 60 miliardow dolarow. Prezes Moskal zaplacil wysoka cene za swoja nieprzejednana postawe. Do dzis nie wszyscy doceniaja to co zrobil on dla Polakow wypowiadajac sie publicznie w tej sprawie. Zainteresowanych odsylam do artykulow w Dzienniku Zwiazkowym z tamtych lat. Osobiscie uwazam, ze odsuniecie od nas a przynajmniej oslabienie tej fali atakow, pomowien i zwyczajnych oszczerstw zawdzieczamy w duzej mierze jemu. Faktem jest, ze pan Krawiec patrzac na swiat przez pryzmat swojej nowo odkrytej pasji, nie mogl dostrzec w dzialaniach prezesa czegos pozytywnego. W zadnych jego dzialaniach. Cokolwiek by on, prezes Moskal nie byl powiedzial bylo to dla p.Krawca dowodem jego winy. W tamtych czasach, dla niektorych ludzi samo posadzenie kogos o antysemityzm bylo, jak to ujal pan Krawiec “pocalunkiem smierci”. W swojej publicystyce pan Krawiec rozdzielal hojnie takie pocalunki. Szkoda, ze pan Domaradzki cytujac p.Krawca, pominal te zarzuty no i szkoda, ze skupil sie tylko na mnie. Przeciez skoro zna fragmenty to napewno zna caly artykul. Moze nawet na pamiec. W koncu czytajac uwaznie to co napisal tydzien temu, nalezy domniemywac, ze uwaza sie on co najmniej za Konrada Walenroda tamtych czasow. Jego obecna negatywna ocena postepowania owczesnego prezesa nie byla powszechnie znana. Nawet ja, poslugujaca sie na codzien cala armia donosicieli, nic o tym nie wiedzialam. Zreszta kto mogl zgadywac, ze prezes ma pod samym bokiem, we wlasnej gazecie nieprzychylnych mu ludzi.
To byly ciekawe lata, pelne autentycznych walk o dobre imie Polski, jej interesy ale rowniez – jak zawsze w takich momentach – wiele tam bylo niesmacznych intryg snutych reka w reke przez ludzi po obu stronach barykady. Niektore z tych intryg wyszly na jaw z chwila kiedy odchodzila z Dziennika Zwiazkowego pani Bierezin. Inne jeszcze czekaja na swoja kolei. Mam nadzieje, ze kiedys znajdzie sie rzetelny historyk, ktory bedzie mial odwage i odpowiedni warsztat, aby te wszystkie sprawy wydobyc na swiatlo dzienne i nazwac rzeczy po imieniu, takimi jakie one byly, a nie jak jak je nazywano w szeptanych kampaniach oszczerczych. Jesli sie nie znajdzie, no to coz nie pozostanie mi nic innego niz pisanie pamietnikow w dlugie zimowe wieczory po zamknieciu Otwartego Mikrofonu.
To tyle jesli chodzi o zacytowana w kaciku mojego imienia wypowiedz pana Krawca. Pozostale sprawy podniesione tam nie zasuguja na powazne potraktowanie. Zauwazylam natomiast z umiarkowanym zadowoleniem, ze pan Domaradzki zaczal czytac wlasna gazete. Kilka tygodni temu zarzekal sie, ze u niego w gazecie nie ma zadnych komentarzy na tematy polskie bo to sie nie godzi. Potem twierdzil ze jesli takie komentrze sie pojawiaja to ich autorami sa Polacy zamieszkali w starym kraju. Teraz dowiedzielismy sie o istnieniu pana Borkowskiego. Kto wie co jeszcze odkryje naczelny kontynuujac lekture wlasnej gazety? I prosze nie posadzac mnie o jakies krotochwile na temat brunetek, blondynek i innych dziewczynek. Mialam na mysli co jeszcze odkryje takiego o czym my od dawna wiemy. Ze sa tam ludzie, ktorzy mogliby bez maglowania postawic gazete na nogi gdyby im tylko naczelny nie przeszkadzal. Aha, zaproszenie do wystapienia w Otwartym Mikrofonie wycofuje – ma pan racje, nie dogadamy sie. I na koniec juz, chcialabym podsunac kilka pomyslow na wypadek gdyby zabraklo panu cytatow do przyszlych edycji kacika mojego imienia. Prosze smialo i na oslep korzystac obiema garsciami z wypowiedzi Waldemara Koconia. No moze jeszcze cos z Dyczkowskiego albo ze starych numerow tygodnika NIE. Doczekalam sie tam kilku paszkwili, czasem nawet wieloszpaltowych.
Z innych zrodel radzilabym korzystac ostroznie, moze wyniknac niezreczna sytuacja jak z tym Krawcem.
A teraz przyszla wreszcie pora zeby zamknac ten przydlugi margines, bo jakkolwiek na to nie patrzec byl to tylko margines w moim dzisiejszym monologu. Niestety, czasem nie da sie marginesu uniknac. Co ja mowie!? Jakie niestety?! Chwala marginesom za to, ze w ogole sa. Bez nich zycie byloby nudne i puste. Wielu cale zycie tam, czyli na marginesie spedzilo. Wpadli na chwile zeby popatrzec, spodobalo im sie, zapomnieli czego chcieli wczesniej i tak juz pozostali – na marginesie. I dobrze, bo gdyby nie tyle miejsca na marginesach to mielibysmy tylko generalow i zadnego zolnierza, same gwiazdy i ani jednego statysty, tylko nagrodzonych noblem profesorow i zadnych wyrobnikow odwalajacych za nich robote, same neurotyczne bulimiczki i zadnej zdrowej kobiety, samych swietych i ani jednego grzesznika. Itd. Chyba sie zapetlilam, i wyszlo na to, ze dalej tkwie na marginesie i nie potrafie przyzwoicie zamknac nawiasu. A to tylko dlatego, ze zapomnialam o czym to ja … o juz wiem! Zanim wpakowalam sie na ten margines mowilam o przemijaniu. O tym, ze przemijanie – czy kto chce czy nie – jest naszym udzialem. To zreszta tez nie bylo glownym tematem, ktory zamierzalam dzisiaj poruszyc. Dlatego tylko – z braku czasu, ktory wlasnie przeminal – zasygnalizuje jedynie problem ten a zostawiajac go tak nie w pore, przypomne co na ten temat mowil poeta. A mowil on:

Fraszki to wszytko, cokolwiek myślemy,
Fraszki to wszytko, cokolwiek czyniemy;
Nie masz na świecie żadnej pewnej rzeczy,
Próżno tu człowiek ma co mieć na pieczy.
Zacność, uroda, moc, pieniądze, sława,
Wszystko to minie jako polna trawa;
Naśmiawszy się nam i naszym porządkom,
Wemkną nas w mieszek, jako czynią łątkom.

Nie bez kozery, posluzylam sie w tym miejscu poezja. Oj nie! Powiem wiecej, uczynilam to z calym rozmyslem. Raz, aby oczyscic nieco aure, przyhamowac przed gwaltowna zmiana tematu i dwa zeby przygotowac sie do zadeklamowania innych wierszykow. Juz nie o przemijaniu, ale o czasch, ktore na szczescie minely. Dopoki trwaly obawialismy sie, ze nigdy nie przemina. O czasach, ktore jedni do dzisiaj przeklinaja a inni hymny radosne pisali. Jeszcze inni i pisali wierszyki i przeklinaja te czasy. Bo czasy przeminely sierotow z nich czyniac. A oni, sieroty osierocone wieszczyli bohaterom tamtych czasow nie konczaca sie swietlana przyszlosc i teraz nawet jesli nie glupio im to smutno nad wyraz. Do dzisiaj nie wyparli sie tego zauroczenia. Wiecie Panstwo o kim mowie? Nie? A to tak latwo zgadnac. Najpierw swiat sie zachwycil Noblem, a teraz cala Polska na czele z Gazeta Wyborcza z powodu orderu. Wszystko mozna zbrukac, i Nobla i order, czyz nie? Teraz juz kazdy wie, mowie o samej Wislawie Szymborskiej, falszywym swiadku tamtych ponurych czasow.
Widziala na opak i tak tez opisywala. Przepowiadala, ze przemijanie jest obce wiecznie zywym ideom Lenina i Stalina. Przepowiadala Leninowi, ze jego grob wienczony bedzie kwiatami z innych planet. I co? I nic. Kwiatow z obcych planet ani sladu. Za to – wciaz pamietamy – ze jej slowa slawily tych co najlepszym z Polakow kule w tyl glowy pakowali. Ktos powie, przeciez to tylko slowa, ona byla mloda i niczemu nie winna. Jednak slowa sa mocniejsze od kul w tyl glowy bo ze zbrodni cnote uczynic potrafia a bohaterow w pospolitych bandytow w pamieci narodu przemienic.
Szymborska jest autorka nie tylko zgrabnych wierszykow o milosci lub plomiennych manifestacji o nienawisci, chociaz – te dwa motywy – milosc i nienawisc – przewijaly sie w jej tworczosci od samego zarania. Na poczatku byla to milosc do wodzow rewolucji oraz nienawisc do ich wrogow. Potem bylo roznie, czasem nawet o sumieniu czlowieczym napisala. Na przyklad, mowila, ze nie ma nic bardziej zwierzecego na naszej planecie niz czyste sumienie. Malpy lepiej rozumiala, z yetim rozmawiala. Malpom z obrazu filozofie dorabiala. Czasem kwiatek przez otwarte okno jej sie zamarzyl niczym imie czyjes. Moze Wolodii? Nie wydajac wyroku skazujacego jej poezje na miernosc nie moge przestac tak jakos pochopnie, nie dokonczywszy rozpoczetego tematu. Dlatego powiem Panstwu, ze kiedy uslyszalam o odznaczeniu falszywego swiadka najnowszej historii Polski pomyslalam sobie od razu, ze przeciez my tez moglibysmy, gdybysmy tylko zechcieli przylaczyc sie do powszechnej radosci wywolanej prezydenckim uczynkiem.
Pomyslalam sobie jak by to bylo pieknie, gdyby wlaczywszy sie w powszechny zachwyt chociaz przez jeden wieczor kapac sie mozna by bylo w blasku jej tworczosci. Gdyby tak zorganizowac poetycki wieczor przy swiecach? Co tam wieczor, co tam swiece, co ja mowie! Stac nas na wiecej. Urzadzmy recital z cala pompa ku czci jej poezji z tamtych lat. Poezji, ktorej nigdy nie zaparla sie i za ktora w gruncie rzeczy – teraz juz jestem tego pewna – dostala najpierw Nobla a teraz zbrukany przez prezydenta order. Kazdy kto sledzi historie literackich nagrod Nobla w ostatnich latach wie jaka literatura jest nagradzana. Kazdy kto sledzi czyny i slowa biorace swoj poczatek w palacu namiestnikowskim, wie czego jeszcze mozna sie spodziewac. Nie bez kozery inny mowil poeta: WSI spokojna, WSI wesola – kto zrozumiec ciebie zdola. Czy jakos tak.
Pomysl zorganizowania polonijnego recitalu ma sens, szczegolnie w naszych ciezkich czasach. W czasach kiedy nalezy z kazdym groszem sie liczyc. Zrealizowanie mojego pomyslu nie bedzie wiele kosztowalo. Ot, wynajecie sali plus skromne honorarium dla polonijnych artystow, ktorzy podejma sie wydeklamowania wierszykow. Mowie skromne honorarium, bo wiem, ze nasi artysci nie sa rozpieszczeni. Wystepuja to tu, to tam – czasem nawet byle gdzie i za pol darmo. Moze o naszym wysilku zbiorowym poinformuja inne media. Kto wie, moze nawet Gazeta Wyborcza – wijac sie w paroksyzmach – dokona recenzji? Jestem pewna ze hucpa ta zacieszy sie ogromnym wzieciem.
Odwazne i bezkompromisowe slowa poetki jeszcze dzis trafiaja nas niczym pociski z kalasznikowa. Podejrzewam, ze uczniowie polonijnych szkol sobotnich osiagneli by wiecej korzysci ze spotkania z prawda historyczna niz ze slubow panienskich. Nie to zebym cos miala przeciw slubom panienskim, gdziezbym smiala. W koncu kto z nas nie byl kiedys panna lub nie skladal pannie slubow. Jednak jakas gradacja wartosci wpajanych mlodziezy powinna byc utrzymana. Tak mysle. Zreszta, nie bede sie upierac. Niech beda i sluby i noblistka.
A teraz zeby nie byc goloslowna, zadeklamuje wierszyk Wislawy Szymborskiej. Lub chociaz jego fragment. Moze znajdzie sie ktos kto napisze muzyke do tych slow? A kto inny zaspiewa? Moze nawet by sztuke teatralna na tej osnowie wystawic? Eh, ile to mozna wymyslec kiedy czlowiek zaczyna marzyc. Jednak nigdy nie dorownam poetce. Trzeba niebywalego talentu, zeby tyle czuc myslac na przyklad o wstepujacym do partii. Nie tylko czuc, czuc kazdy potrafi. Zeby tak pieknie o tym co sie czuje opowiedziec. Jest tam nie tylko o wstepujacym do partii. Jest o przyszlosci, o czuwaniu, o tym co najpiekniejsze, o wrzacej milosci, o planach nieuleklych i trosce bezsennej. O tym co najpiekniejsze. I w ogole. Wogole to prosze posluchac:

Pytania brzmią ostro,
ale tak właśnie trzeba,
bo wybrałeś życie komunisty
i przyszłość czeka
twoich zwycięstw.
Jeśli jak kamień w wodzie
będzie twe czuwanie,
gdy oczy zamiast widzieć
będą tylko patrzeć,
gdy wrząca miłość
w chłodne zamieni się sprzyjanie,
jeśli stopa przywyknie do drogi najgładszej.
Partia. Należeć do niej,
z nią działać, z nią marzyć
z nią w planach nieulękłych,
z nią w trosce bezsennej –
wierz mi, to najpiękniejsze,
co się może zdarzyć,
w czasie naszej młodości
– gwiazdy dwuramiennej.

Dobrze, doobrze byc poeta. Lepiej niz cysarzem samem ! Tyle mozna nagadac i nikt zlego slowa nie powie. Gdzie tam? Nawet nagrode Nobla dadza, film nakreca, mlodziez naucza zeby dumna byla. No i jeszcze medal zbrukaja i wrecza. Ejze! Czy przeze mnie zazdrosc przemawia? Zazdrosc o te medale, mlodziezy zachwyt? Albo moze swoim odwiecznym zwyczajem wlasnie nienawisc posialam? Sama juz nie wiem. A co tam, skoro sama nie wiem to jeszcze raz oddam glos poetce. Ona wie, ze to slusznie, ze to lepiej tak. Wiedziala w dniu w ktorym zmarl jeden z dwu najwiekszych zbrodniarzy z ktorym Polakom przyszlo sie spotkac. Poki my zyjemy – nie pojdzie w zapomnienie, zadne z tych slow.

TEN DZIEŃ
Jeszcze dzwonek, ostry dzwonek w uszach brzmi.
Kto u progu? Z jaką wieścią, i tak wcześnie?
Nie chcę wiedzieć. Może ciągle jestem we śnie.
Nie podejdę, nie otworzę drzwi.

Czy to ranek za oknami, mroźna skra
tak oślepia, że dokoła patrzę łzami?
Czy to zegar tak zadudnił sekundami.
Czy to moje własne serce werbel gra?

Póki nikt z was nie wypowie pierwszych słów,
brak pewności jest nadzieją, towarzysze…
Milczę. Wiedzą, że to czego nie chcę słyszeć –
muszę czytać z pochylonych głów.

Jaki rozkaz przekazuje nam
na sztandarach rewolucji profil czwarty?
– Pod sztandarem rewolucji wzmacniać warty!
Wzmocnić warty u wszystkich bram!

Oto Partia – ludzkości wzrok.
Oto Partia: siła ludów i sumienie.
Nic nie pójdzie z jego życia w zapomnienie.
Jego Partia rozgarnia mrok.

Niewzruszony drukarski znak
drżenia ręki mej piszącej nie przekaże,
nie wykrzywi go ból, łza nie zmaże.
A to słusznie. A to nawet lepiej tak.”

Powie ktos, po co ja tak ludzi drecze? Niech przestane, bo sluchac hadko. A nie slusznie powie, bo to nie tak. Bo ja tylko mysle, ze moj pomysl, choc i szlachetny to jeszcze przedwczesny. Trzeba pozwolic zeby jeszcze czas jakis przeminal, poczekac az wierszyki dojrzeja a patyna czasu na nich zazieleni sie jak kwiaty z innych planet i wierszyki – niezaleznie od tego co ja o nich sadze – w postaci klasyki pospadaja pod strzechy. Wtedy bedzie czas. A teraz co najwyzej jest czas zeby przypomniec jeszcze jeden z nich. Ten poswiecony byl nie wodzom rewolucji a premierowi Olszewskiemu i ministrowi Macierewiczowi.

NIENAWIŚĆ
Spójrzcie, jak wciąż sprawna,
Jak dobrze się trzyma
w naszym stuleciu nienawiść.
Jak lekko bierze wysokie przeszkody.
Jakie to łatwe dla niej – skoczyć, dopaść.
Nie jest jak inne uczucia.
Starsza i młodsza od nich równocześnie.
Sama rodzi przyczyny, które ją budzą do życia.
Jeśli zasypia, to nigdy snem wiecznym.
Religia nie religia –
byle przyklęknąć na starcie.
Ojczyzna nie ojczyzna –
byle się zerwać do biegu.
Niezła i sprawiedliwość na początek.
Potem już pędzi sama.
Nienawiść. Nienawiść.
Twarz jej wykrzywia grymas
ekstazy miłosnej.
Ach, te inne uczucia –
cherlawe i ślamazarne.
Od kiedy to braterstwo
może liczyć na tłumy?
Współczucie czy kiedykolwiek
pierwsze dobiło do mety?
Porywa tylko ona, która swoje wie.
Zdolna, pojętna, bardzo pracowita.
Czy trzeba mówić ile ułożyła pieśni.
Ile stronic historii ponumerowała.
Ila dywanów z ludzi porozpościerała
na ilu placach, stadionach.
Nie okłamujmy się:
potrafi tworzyć piękno.
Wspaniałe są jej łuny czarną nocą.
Świetne kłęby wybuchów o różanym świcie.
Trudno odmówić patosu ruinom
i rubasznego humoru
krzepko sterczącej nad nimi kolumnie.
Jest mistrzynią kontrastu
między łoskotem a ciszą,
między czerwoną krwią a białym śniegiem.
A nade wszystko nigdy jej nie nudzi
motyw schludnego oprawcy
nad splugawioną ofiarą.
Do nowych zadań w każdej chwili gotowa.
Jeżeli musi poczekać, poczeka.
Mówią, że ślepa. Ślepa?
Ma bystre oczy snajpera
i śmiało patrzy w przyszłość
– ona jedna.

I w ten oto sposob, nawet nie zdazywszy zamknac kolejnego nawiasu – bo ta cala poezja tez byla na marginesie – niczym spod deszczu wpadlismy w sam srodek dzisiejszego tematu. Dzisiejszym tematem, wreszcie trzeba to zdradzic jest ni mniej ni wiecej tylko Ona, nienawisc sama. Ona jedna. Pomijajac wszystko co moglam byla dotychczas powiedziec o autorce, zaprzeczyc sie nie da, iz poetka jest. No bo wiersze pisze to poetka jest. Tak jak kiedy ktos stoly buduje to stolarzem jest, kiedy lyzwy to lyzwiarzem, a kiedy artykuly pisze to historykiem. Oops, zapedzilam sie. Az poza nawias poprzedniego marginesu mnie zarzucilo. A to nie tak mialo byc, chcialam tylko powiedziec, ze skoro poetka ona jest, to wrazliwa musi byc wrazliwoscia nieprzecietna. Krzywde ludzka rozpoznawac w kazdej chwili w mig potrafi. A nienawisc – najwieksza z krzywd, jaka moze nas spotkac od innych ludzi – rozpoznawszy natychmiast napietnowac slowem gromkim i wlasciwym powinna byla by.
Z drugiej strony, nigdy tyle slow nienawisci nie bylo powiedziane ostatnio co wsrod czlonkow komitetu poparcia przyszlego prezydenta. W czasie kiedy jeszcze kandydatem byl i pozniej kiedy prezydentem sie ostal. To czlonkowie komitetu mowili o dorzynaniu watachy i wszystkie inne slowa nienawistne, ktorych nie bede przytaczac bo obawiam sie ze pan Domaradzki znowu pomysli, ze ja sugeruje iz to on je powiedzial. Anyway, do tegoz komitetu przynalezala noblistka. Przynalezala i jednym slowem nie wspomniala, ze rozsiewania nienawisci na tych zebraniach komitetowych byla swiadkiem. To jaki stad wniosek? Najprosciej byloby powiedziec, ze zadna z niej poetka. I ze jako nie poetka, zadnej wrazliwosci nie musi posiadac a jako osoba bez wrazliwosci – usprawiedliwiona jest i czepiac sie jej wiecej juz nie trzeba. Co stwierdziwszy mozna by caly temat ni w piec ni w dziesiec bez zadnej konkluzji zakonczyc. Tego jednak uczynic sie nie godzi. Po pierwsze tyle czasu juz w ten temat zainwestowalismy, zaden short sale nam sie nie oplaci. Po drugie, odebralismy jej wiele przymiotow poetce wielkiej przynaleznych, niech wiec chociaz wrazliwosc przy niej zostanie. Nie mozemy przeciez tak poprostu powiedziec, ze poetka nie jest jest bo zadnego atrybutu takowej nie posiada. Tego byloby juz za wiele. Nie tylko komitetowi nobelskiemu bym sie narazila ale rowiez samemu prezydentowi! Tak nie mozna. Ludzie, ktorzy wiedza co mozna a co nie mozna w stosunku do wladzy, wiedza ze tak absolutnie nie mozna. Co nam pozostaje? Pozostaje stwierdzic, ze poetka mimo iz wrazliwa jest to ani u Palikota, ani u Niesiolowskiego ani u zadnego innego posrod wspol-czlonkow komitetu siania nienawisci nie doostrzegla. Inaczej mowiac, wedlug niej – nienawisci tam nikt nie przejawial. Poniewaz jednak kazdy kto w sklad komitetu nie wchodzil, kazdy z ktorym rozmawialam, lub ktorego wypowiedzi czytalam nienawisc ta widzial – to co z tego wynika? To co wynika troche skomplikowanym jest. Dlatego zanim wlasnymi slowami o tym opowiem, posluze sie pewna analogia. Opowiem o antysemityzmie. Kazdy wie, ze antysemityzm jest specjalna, kiedys mowiono najbardziej zbrodnicza posrod innych form nienawisci.
Dzis juz mozna bez emocji o tym rozmawiac, bez strachu ze samo poruszenie takiego tematu okrzykniete zostanie zologicznym antysemityzmem. Powiem wiecej, mowienie o tym jest juz passe, chociaz Gazeta wyborcza w dalszym ciagu o tym nie wie. Co sie stalo, ze dzisiaj mozna mowic a kiedys dwa razy pomyslec nalezalo? Przedewszystkim napisana zostala praca naukowa, ktora jednoznacznie stwierdzila iz to co okreslane jest mianem antysemickich wybrykow, czasami jest tylko stwierdzeniem faktow. Poza tym w ostatnich latach tylu znakomitym Amerykanom latke antysemity przypieto iz trudno ja dluzej traktowc jak oznake banity lub tredowatego. Poczawszy od Cartera, przez Brzezinskiego, autorow wspomnianych powyzej pracy naukowej az do prezydenta Obamy – kazdy z nich byl kiedys nazywany antysemita. Do swiadomosci powszechnej przedostal sie w koncu fakt, ze antysemita nie ten jest ktory nie lubi Zydow ale ten, ktorego Zydzi za antysemite uwazaja. Jak juz wspomnialam, antysemityzm jest tylko szczegolnym rodzajem nienawisci – dawniej byl to najbardziej zabojczy jej przypadek, taki po ktorym trudno bylo sie pozbierac, istny pocalunek smierci spoleczne – jak poetycko nazywal te przypadlosc pan Krawiec. Jednak ostatnio coraz czesciej slyszy sie o sianiu blizej niesprecyzowanej nienawisci niz tego jej konkretnego przykladu. Przynajmniej ja osobiscie czesciej slysze teraz zarzut, ze rozsiewam nienawisc niz ze jestem antysemitka. Widocznie ci ktorzy tak mnie nazywaja, doszli do wniosku ze nie nazywajac konkretnie mojego przestepstwa trudniej bedzie mi sie bronic przed tym o co mnie oskarzaja.
Celowo posluzylam sie komitetem poparcia dla pokazania przykladu zjawiska, ktore czlowiek o przecietnej wrazliwosci odbiera jako sianie nienawisci. Duzo czesciej o sianie nienawisci posadza sie druga strone spektrum politycznego. Podam teraz panstwu taki przyklad. Zupelnie swiezy, jeszcze cieply mozna powiedziec. Otoz kilka dni temu prezes PiSu, Jaroslaw Kaczynski zamiescil wpis na najbardziej popularnym blogowisku w Polsce czyli w salonie24. Jak nalezalo sie spodziewac zainteresowaniem jego artykulem osiagnelo wprost astronomiczne rozmiary.
Setki tysiecy blogowiczow zapoznalo sie z artykulem, a tysiace pokusilo sie wdac w dyskusje z prezesem i zamiescilo swoj glos pod glosem prezesa. Znakomita czesc z tych wpisow to rzeczowe proby dyskusji, jednak znalezli sie tacy ktorzy napisali mniej wiecej tak: Panie prezesie, dlaczego pan znowu jatrzy i sieje nienawisc. Artykul przesa nie porusza zadnych personalnych spraw i dotyczy spraw gospodarczych. W jaki sposob ktos mogl sie doszukac w nim siania nienawisci? Bardzo prosto, autorzy wcale nie kryja jak do tego doszli. Twierdza, ze skoro prezes podaje inna propozycje rozwiazan gospodarczych niz obecnie przyjeta przez rzad, oznacza to, iz osmiela sie krytykowac rzad a z tego wynika, ze nawoluje do obalenia tegoz rzadu czyli w oczywisty sposob rozsiewa nienawisc. Jestem przekonana, ze autorzy podobnych wpisow pod artykulem prezesa PiS i wielu innych sposrod czytajacych tak naprawde mysli. Wierza gleboko, ba wiedza, ze Kaczynski przedstawiajac swoje poglady gospodarcze sieje nienawisc. Nie wiem czy gdzie indziej na swiecie mozliwa i akceptowana jest podobna pokretna logika w dyskursie publicznym, jednak w Polsce gdzie przez ostatnie lata wciska sie ludziom polityke milosci premiera Tuska, widac wszystko jest mozliwe.
Czytajac polskie – polonijne zreszta tez – gazety czesto mozna spotkac sie z tego rodzaju logika. Zdrowo myslacemu czlowiekowi rece opadaja i czasami naprawde odechciewa sie podejmowac jakakolwiek dyskusje. Ale dyskutowac musimy jesli nie chcemy dopuscic do tego, ze ktoregos dnia bedziemy w stanie rozmawiac tylko tak jak to czynia w Libii. I rozmawiac bedziemy, chociazby czasami wydawaloby sie, ze mowimy do sciany odbijajacej bez zrozumienia nasze slowa.
Zeby dyskusja mogla w koncu do czegos doprowadzic, musimy wczesniej porozmawiac o niektorych prawach rzadzacych ta dyskusja. Musimy obnazyc socjotechniczne mechanizmy, ktore ze zlej woli lub z glupoty uzywa ktorakolwiek ze stron.
Uzywanie straszaka nienawisci, ktore juz we wstepie ma wykluczyc ktoregos z dyskutantow jest prymitywnym, chociaz czesto uzywanym socjotechnicznym zabiegiem. Pokazanie tego, bylo glownym moim dzisiejszym zadaniem i teraz przyszla pora na konkluzje. Chyba kazdy juz widzi jaka ona jest. Jesli ktos mowi do mnie: rozsiewasz nienawisc, to tak naprawde mowi on : nienawidze cie, jest mi nienawistna twoja osoba, twoje postepowanie, wszystko co robisz i nawet to czego nie robisz. Tak jak bylo w szczegolnym przypadku nienawisci, w przypadku z antysemityzmem.
Do tego wniosku doszlam i tego bede sie trzymac, bo inaczej przyszlo by mi zwatpic nie tylko w rodakow ale w cala rase ludzka. No bo jak moglabym sobie poradzic z faktem ze cokolwiek bym nie robila, na przyklad popierala akcje pisania listow czy to w sprawie Smolenska czy to w sprawie wyboru krolowej balu – zawsze znajdzie sie ktos kto nazwie moja dzialanosc sianiem nienawisci. Oczywiscie wielu wiecej sie znajdzie takich w przypadku Smolenska niz w przypadku krolowej balu. Wcale nie zmyslam, kiedy zachecalam Panstwa do glosowania internetowego na Polke, zadzwonila do mnie pani, ktora miala meza latynosa i zarzucila mi rasizm i szerzeni nienawisci. Bo mowilam – jak mi tlumaczyla – o naszej polskiej dumie narodowej.
Jak wiec sie dziwic, ze kiedy wysylamy listy, ktore w gruncie rzeczy podwazaja werdykt wydany przez MAK i zaakceptowany przez Sikorskiego Tuska i Komorowskiego – to znajda sie ludzie autentycznie przekonani, ze siejemy nienawisc? Nie pomaga zadne tlumaczenie, ze my tylko chcemy wiedziec jak to bylo naprawde? Ze nikogo nie chcemy wieszac i ze przeciez ich idole nie maja zadnego powodu do obawy jesli jest tak jak mowia, ze jest. Kazda taka proba nawiazania dyskusji z przeciwnikami wysylania listow, w ktoryms momencie spotyka sie z agresywna, wulgarna replika. Lub tez zmiana tematu. Przestaja walczyc z tym co robimy lecz ze zdwojona energia upieraja sie, ze samym swoim istnieniem rozsiewamy nienawisc. Rece naprawde moga opasc i wszystkiego moze sie odechciec. Czy o to wlasnie chodzi? Zeby zniechecic ludzi do jakiejkolwiek dzialalnosci spolecznej?
Czasami trudno jest znalezc inne wytlumaczenie. I tyle na dzisiaj, nie bedzie optymistycznego zakonczenia. Nie potrafilam go znalezc, moze za tydzien bedzie lepiej.

 Posted by at 6:28 pm