Feb 042011
 

(==>audio< ==)

Poniewaz minelo wiele tygodni, przyszedl czas na kolejny felietonik piatkowy. Od razu wyjasniam, ilosc minionych tygodni nie byla jedynym ani najwazniejszym powodem dla ktorego ten czas przyszedl. Bez wchodzenia w szczegoly dodam, ze zaistnialy ku temu inne wazne powody, ktore mozna by nazwac czynnikami wewnetrznymi, zewnetrznymi i naciskami ze strony sluchaczy. Wplywu zadnego z tych powodow nie bede precyzowac, jedynie dodam, ze na podjecie trudnej decyzji o przedstawieniu Panstwu dzisiejszego monologu zawazylo rowniez to, ze coraz czesciej zdarza mi sie konstatowac, iz obecny stan swiata wskazuje na to, ze stoi on na glowie. Wszedzie i coraz czesciej widze symptomy tego – badz co badz chorobowego stanu. Nie bede dzisiaj monologowac z Panstwem o wielkiej polityce, czy to ogolnoswiatowej, czy to – uchowaj mnie Panie Boze o wydarzaniach nad Wisla. Zamiast tego zastanowimy sie wspolnie komu w ogole wolno zajmowac sie polityka, ktore tematy polityczne wolno podejmowac a przede wszystkim nad tym jakie poglady sa dopuszczalne. Ktore z nich trzeba popierac a ktore ganic lub nawet karac za ich gloszenie. Karac, na przyklad bijac – przepraszam za wyrazenie – po mordach, jak sugeruje Daniel Olbrychski. Analizy naszej nie bedziemy dokonywac w prozni, lecz dokonamy jej czytajac z jednej gazety dwa artykuly redakcyjne, ktore z braku lepszego slowa w dalszej czesci monologu nazywac bede wstepniakami. Nie powiem o jaka gazete chodzi bo to nie jest istotne. A jesli przypadkowo wymknie mi sie ta informacja to prosze ja natychmiast zignorowac. Nie bedzie bowiem miala ona zadnego znaczenia. Podobne poglady do tych ktore zacytujemy mozna wyczytac w wielu gazetach, tygodnikach lub uslyszec a nawet zobaczyc w innych publikatorach. Przy tym od razu podkreslam – i to bardzo gruba kreska, ze nie chodzi mi o sama gazete a jedynie o jej redaktora naczelnego.
Ja wiem, redaktorzy naczelni w takich przypadkach oburzaja sie i twierdza “gazeta to ja, kto mnie cos zarzuci ten bedzie mial do czynienia z.…” i tu nastepuje wyliczanie wszystkich tych, za ktorych plecami chca sie ukryc aby uniknac odpowiedzialnosci za swoje prywatne slowa. I wygodne to i…. niemoralne .
My sie jednak nie damy zastraszyc bo z niejednego pieca chleb jedlismy i wiemy, ze redaktorzy i gazeta to sa dwie rozne sprawy. Redaktorzy sie zmieniaja a gazeta pozostaje. Pisze to z czystego wyrachowania, nie mam bowiem zamiaru narazic sie ani gazecie ani jej wlascicielowi a jednoczesnie chce kategorycznie nie zgodzic sie z tym co wypisuje redaktor naczelny. Zdaje sobie sprawe, ze moje slowa beda przez redaktora potraktowane jako godzace nie tylko w jego wstepniak ale rowniez we wszystkie swietosci, organizacje, polska i miedzynarodowa racje stanu a takze beda nazwane belkotnikiem nie zaslugujacym na uwage, a jego autorka, czyli ja skazana na wieczne potepienie oraz pozbawienie praw publicznych. Do takiego przekonania dochodze bazujac na zapisach pluskwy przezornie umieszczonej przed laty w gazecie o ktorej mowa. Panstwo moze nie wiecie, ale ja w tej gazecie stawialam swoje pierwsze dzienikarskie kroki. Niestety tam popelnilam rowniez swoj najwiekszy blad. Blad, ktory do dzisiaj msci sie nie tylko na gazecie ale rowniez na mnie. Powiem w skrocie, bylam jedna z osob ktore czynnie walczyly o wprowadzenie tam zwiazkow zawodowych. Jesli ktos pomysli w tym miejscu, ze szlachetnie uczynilam to bardzo sie myli. Zwiazki zawodowe maja swoje miejsce np.w fabryce, jednak w gazecie moga one stanowic sposob na to, zeby redaktorzy uzyskali swojego rodzaju bezkarnosc i bata na pracodawce. Kazdy wie czym jest union card, jesli nie wie lub nie pamieta to przypomne powiedzenie z czasow PRLu: czy sie stoi, czy sie lezy … itd. Teraz to wiem. Wtedy bylam mloda i naiwna, nie wiedzialam. Wszystkich ktorzy z tego powodu ucierpieli, serdecznie w tym miejscu przepraszam. Ani mi przez mysl wtedy nie przeszlo, ze szczytne idealy moga prowadzic do wynaturzen. No coz, stalo sie.
Mamy gazete z redaktorami nalezacymi do zwiazkow zawodowych i ta przynaleznosc stanowi gwarancje, ze bez wzgledu na to czy gazeta sie sprzeda, bez wzgledu na to co w niej napisza to i tak nikt im nie podskoczy.
Zdaje sobie sprawe czym grozi wkladanie palca miedzy drzwi, jednak wiem, ze duzo wieksze niebezpieczenstwo czyha na mnie i na innych wlascicieli programow radiowych nadawanych ze stacji WPNA w przypadku gdybym glosu nie zabrala.
Juz po pierwszym wstepniaku z 21. stycznia, otrzymalam wiele tzw sygnalow i slow nacisku aby nie popuscic i dac odpor. Jednak nie dalam sie podejsc i fakt pojawienia sie artykulu zignorowalam. Z wielu powodow. Po pierwsze pobieznie przejrzawszy jego tresc doszlam do wniosku, iz co prawda chodzi o kogos ze stacji WPNA, to jednak w zadnym wypadku nie o mnie. Po co wiec mam sie narazac na krytyke w postaci bycia nazwana autorka belkotnika? Albo nawet demagogicznego belkotnika, ktory sieje nienawisc? Nie daj Boze nawet – zwierzeca- nienawisc? Czyz nie lepiej poczekac na jakiegos bardziej odpornego prowodyra, ktory wyrwie sie z szeregu radiowcow zdruzgotanych miazdzacymi slowami krytyki? Tak sobie wtedy pomyslalam, chociaz wiedzialam, ze nie tego Panstwo ode mnie oczekiwaliscie. Jednak ostatnio – wielu z Panstwa juz to zauwazylo – moja imperatywnosc troche jakby oslabla powodujac, ze czesto poprzestaje na krytyce milczacej i nadstawianiu drugiego policzka. Wlasciwie juz dawno powinnam wytlumaczyc sie przed Panstwem, opowiedziec o swoich klopotach, chocby po to aby nie narazac sie na nowe zarzuty. Mysle, ze teraz jest odpowiednia ku temu pora.
Kazdy z Panstwa, kto kiedykolwiek mial podobne problemy zrozumie i moj stan i moja niechec do dzielenia sie publicznie swoimi przezyciami. Otoz kilka miesiecy temu zachorowala nasza suczka Myszka. Wbrew wszelkim nadziejom okazalo sie, ze choroba ta jest najpowazniejsza z powaznych i nieuleczalna. Wszyscy staramy sie dzielnie – najbardziej sama Myszka – znosic ta tragedie. Jednak roznie to bywa, raz jest lepiej raz gorzej, a zyc jakos trzeba i udawac ze nic sie nie dzieje. Tyle wyjasnienia, szczegolnie dla tych z Panstwa, ktorzy nieraz gniewnie atakuja mnie za opieszalosc i mniej energiczne niz wczesniej traktowanie Panstwa problemow czy prosb. Z powyzszego powodu tez ostatnio nie zawsze reaguje na zaczepki. Tym bardziej, iz doszlam do wniosku, ze zaczepki na ogol mijaja same jesli je ignorowac.
Niestety sprawa wstepniaka z 21. stycznia nie minela a naciski ze strony sluchaczy podwoily sie po kolejnym artykule naczelnego. Mimo, ze w dalszym ciagu uwazam, ze oskarzenia pana Domaradzkiego skierowane sa glownie pod czyim innym adresem , to jednak niektorzy sluchaczo-czytelnicy twierdza, iz gniew redaktorski spada rowniez na moja glowe.
Zatem, na wypadek gdyby tak bylo, tzn gdyby moja skromna osoba znajdowala sie wsrod enigmatycznego grona siewcow niesprycyzowanej do konca nienawisci i takiejze samej niesubordynacji wobec wladz waszyngtonsko-warszawskich – na takij sluczaj zmuszona jestem do tego co wlasnie rozpoczynam. A jesli jest inaczej, jesli pelne swietego oburzenia slowa redaktora nie maja ze mna nic wspolnego no to coz. Tym wieksza chwala dla mnie, ze bez zadnego powodu podjelam walke o pryncypia. Logicznie biorac, w obu przypadkach prawo moralne jest po mojej stronie. Na wstepie chce zauwazyc, ze cala ta nagonka na radiowcow z WPNA, i tylko z WPNA, przypomina mi do zludzenia wyzwiska polskich tuzow medialnych pod adresem Jaroslawa Kaczynskiego i PiS.
Chociaz nikt nigdy nie sprecyzowal co prezes PiSu takiego strasznego powiedzial, to jednak kazde jego odezwanie sie w pewnych kregach interpretowane jest jako wybuch nienawisci. A kiedy milczy to jest rowniez zle, moze nawet gorzej. Bo jesli milczy to z pewnoscia cos nienawistnego knuje. Bog jedyny wie co. Jednoczesnie dziennikarze i najwyzsze osoby w panstwie bez cienia krytyki sluchaja jak ich koledzy opowiadaja o wyrzynaniu watahy, o patroszeniu prezesa, czy tez o tym jak prezes Kaczynski powinien skonczyc. Wprost przeciwnie, te slowa traktowane sa jako wyraz programowej i przyslowiowej juz “polityki milosci” Platformy Obywatelskiej. Nie koniec na tym. Kiedy jedyny przypadek morderstwa z powodow politycznych w ostatnich latach w Polsce mial miejsce gdy czlonek PO napadl na placowke PiSu, to te media i ci politycy wskazuja na…. Jaroslawa Kaczynskiego jako tego ktory winien jest mordu.
Juz mowilam na wstepie, swiat stoi na glowie.
Zanim przejde do meritum, jeszcze jedna drobna uwaga. Otoz sadze, ze tak samo jak poszczegolne audycje nadawane ze stacji WPNA posiadaja tzw “disclaimer”, ktory stwierdza, ze ani PNA ani stacja WPNA nie ponosza odpowiedzialnosci za poglady wypowiadane w programie, to taki sam “disclaimer” powinien znajdowac sie we wstepie do wstepniakow Domaradzkiego. Albo tuz po nich. Nie sadze bowiem, ze PNA, KPA czy Dziennik Zwiazkowyy podpisuja sie pod jego pogladami. Pogladami, ktore w sumie nawoluja do lamania prawa polskiego i do sprzeniewierzania sie konstytucji amerykanskiej.
Prosze tylko pomyslec. Konstytucja kraju w ktorym mieszkamy gwarantuje nam prawo do wypowiadania wlasnych pogladow. Prawo polskie stanowi, ze obywatele Polski zamieszkali za granicami kraju maja prawo do uczestniczenia w procesie wyborczym. Obu tych praw odmawia nam, chicagowskim Polonusom, pan Domaradzki. No bo czym w gruncie rzeczy jest odmawianie nam prawa do dyskusji na tematy polityczne?
Jesli natomiast pan Domaradzki posiada jakies dowody na to, ze rzeczywiscie w ktoryms programow ma miejsce sianie nienawisci i nawolywanie do czynow naruszajacych prawo to jest jeszcze gorzej. Dla niego. Powinien byl w takim przypadku juz dawno zglosic ow fakt odpowiednim wladzom a nie snuc mgliste aluzje. Nie zrobil tego. Zatail ten fakt przed wladzami. A wiadomo, ze ukrywanie przestepstwa jest przestepstwem. Nie sadze, ze wladze PNA lub gazety chcialyby sie podpisac pod takimi kuriozalnymi pogladami naczelnego. Zreszta pod niektorymi innymi tez. Podejrzewam, ze prawdopodobnie zadna z tych osobowosci prawnych, tzn ani PNA ani gazeta nie zdaja sobie sprawy z samowolki redaktora naczelnego. Mozliwym jest tez, ze zdaja sobie sprawe ale sa bezsilne. O tym, ze swiat stoi na glowie i o roli zwiazkow zawodowych juz mowilam.
A teraz postaram sie przyblizyc Panstwu tresc kampani pana Domaradzkiego. Bo to jest jakas kampania. Gdyby chodzilo o jednorazowy wyglup to na jednym razie sprawa by sie zakonczyla. Co najwyzej mozna bylo oczekiwac przeprosin i obiecanie poprawy.
Nic takiego nie nastapilo, wprost przeciwnie nastapila eskalacja zarzutow i pomowien.
Nie pozostaje mi nic innego niz ustosunkowac sie publicznie do tych zarzutow i tych pomowien. Zeby nie byc goloslowna jak autor wstepniaka i nie mowic samymi ogolnikami, posluze sie cytatami. W dniu 21. stycznia czytalismy:
“Czytelnik czy Słuchacz ma, oczywiście, niezbywalne prawo do śledzenia tego, co się w Polsce dzieje, jak również do wyciągania własnych wniosków. Również dziennikarze polonijnych mediów mają prawo do posiadania własnych poglądów politycznych. Nie zwalnia ich to jednak od obowiązku neutralnego przekazywania wiadomości z kraju, komentarze zostawiając kolegom z drugiej strony Oceanu.“
Tyle cytat, a teraz moj komentarz. Najsampierw przyznaje, ze to byl ten moment w ktorym nabralam przekonania, iz nie chodzi o mnie.
W moim programie wiadomosci z kraju pochodza z Radio Maryja. Chyba nikt nie bedzie upieral sie, ze ta katolicka rozglosnia zamiast przekazywac rzetelne informacje, szerzy nienawisc. Jesli zas bedzie sie upieral, no to jestesmy u zrodla problemu i dalsza rozmowa nie mialaby celu. Zas jedyny staly komentator Otwartego Mikrofonu, pan Jan Sordyl ze wzgledu na miejsce swego zamieszkania jest, cytuje “kolega z drugiej strony Oceanu”. Podkresliwszy w sprawie formalnej te dwa punkty, pozostaje mi jedynie dodac, ze mimo iz spelniam wymagania stawiane przez pana Domaradzkiego, to z cala stanowczoscia nie zgadzam sie z przeslaniem zawartym w jego wypowiedzi. Na codzien namawiam sluchaczy do samodzielnego myslenia i do glosnego artykulowania swoich przemyslen niezaleznie od tego gdzie i co slysza. Prawo do posiadania i gloszenia wlasnych pogladow nalezy do niezbywalnych praw czlowieka. O prawo to ludzie walczyli i za nie umierali. Nie tylko w odleglej historii ale i dzisiaj. Ba, nie tylko ludzie sami o nie walczyli ale zdarzaly sie i to calkiem niedawno przypadki, ze jesli jakis narod nie chcial samodzielnie korzystac z tego prawa to inny narod go do tego zmuszal. Wysylal dywizje na drugi koniec swiata i armatami naklanial do tego, zeby nie sluchac jednego mully czy abdullaha ale tego co mowia w roznych innych miejscach. Nie bede tu rozwijac tego obszernego watku, wspomne jedynie o Afganistanie i Iraku.
Tego prawa nam, Polonusom z Chicago, odmawia pan Domaradzki. Tym samym staje on na drodze nie tylko prawom obowiazujacym w naszym kraju, Ameryce, ale rowniez na drodze calej postepowej ludzkosci.
Wszelkie zas opowiadanie o sianiu nienawisci – jesli nie sa poparte udokumentowanymi przykladami, miedzy bajki trzeba wlozyc lub co najwyzej potraktowac jak owa gomulkowska wode na mlynie odwetowcow
Zanim poniesie mnie wena tworcza nie wiele majaca wspolnego z rzeczowa dyskusja, wroce szybko na ziemie, to znaczy przytocze kolejny cytat z artykulu redakcyjnego opublikowanego w dniu 21 stycznia 2011. Oto on, rzeczony cytat:
“O tym kto rządzi w Rzeczypospolitej decydują wyborcy w kraju. Oni wybrali swoich przedstawicieli i oni będą ich rozliczać, gdy przyjdzie pora ponownie oddać głos. Dopóki nie odbiorą tą drogą swego mandatu zaufania, przedstawiciele ci są legalną władzą, której – dla dobra Polski – należy się szacunek i posłuszeństwo.
Przeciwko rządzącym może występować równie legalnie zasiadająca w Sejmie czy radzie gminnej opozycja. Jej przedstawiciele są władni zgłaszać własne projekty ustaw, poprawki i sprzeciwiać się posunięciom rządzących na legalnej, zgodnej z prawem drodze.”
Z cala odpowiedzialnoscia za zrozumienie slowa napisanego, musialam w tym momencie przerwac cytowanie aby gwaltownie nie zgodzic sie z tym co przeczytalam. Gwaltownosc moja bierze sie stad, ze w tak krotkim cytacie jest wiecej powodow do protestu niz liter. No bo po pierwsze – my Polonusy rowniez jestesmy wyborcami. Kto sie z tym nie zgadza to nawoluje do lamania prawa obowiazujacego w Rzeczpospolitej Polskiej, ktore gloszac komu przysluguje miano wyborcy, nic nie mowi o tym, ze istnieja jacys wyborcy drugiej kategorii. Wyborcy, ktorzy moga glosowac ale nie wolno im o tym na kogo glosowac dyskutowac. Po drugie, z cytatu tego jednoznacznie wynika, ze wszelka opozycja pozaparlamentarna i pozagminna, ktora ma nie tylko prawo ale i obowiazek sledzic i krytykowac poczynania rzadzacych – jest nielegalna. Owszem niejednemu w historii marzylo sie, zeby opozycje zdelegalizowac, zeby tych ktorzy krytykuja wladze pozamykac w Konzentrazions Lagern albo w lagrach. Jednak, chyba ze jestesmy glusi i slepi i “nie znamy sie na kolorach” to wiemy czym to sie konczy. Chwali sie natomiast autorowi podkreslenie roli urzedu gminy w krytykowaniu np polityki zagranicznej panstwa. Drobne zaniedbanie pomijajace jak wazna w tym jest rola soltysa jest chyba tylko przeoczeniem.
Ustep o szacunku i posluszenstwie wobec przedstawicieli wladzy jest tak komiczny, ze cala tragedia w nim zawarta jest znana tylko niektorym. Tylko tym ktorzy nie raz nie dwa a tysiace razy musieli skladac odwolanie od jakiegos zarzadzenia w trakcie czego doprowadzani do szewskiej pasji wielokrotnie wyrazili sie o przedstawicielu wladzy w sposob wskazujacy na brak szacunku, graniczacy ze zwyczajnym nieposluszenstwem. Tu musze melancholijnie wspomniec, ze chociaz nieraz przychodzilo mi nie zgadzac sie z Wojtkiem Bialasiewiczem, to azali z tesknota wspominam jego zdolnosci do koherentnego wypowiadania tego co sobie byl umyslil.
Dobrze mowi przyslowie ludowe, ktorzy nakazuje rozwage w krytykowaniu tego co jest, gdyz to co przyjdzie moze byc jeszcze gorsze.
No ale ja dzisiaj nie o madrosci zawartej w przyslowiach ludowych a o madrosci zawartej we wstepniaku z 21. stycznia roku biezacego. Dlatego, zacytuje kolejny jej przyklad:

“Każdy, kto choć trochę zna sytuację w Polsce w 20 lat po obaleniu komunizmu, jak kiepski żart potraktuje komentarz z pewnego programu radiowego, który śmiertelnie poważnie zapowiadał wielką polską falę imigrancką w USA, bo „Tusk i Komorowski rządzą terrorem”. Trzeba tu dodać, że program ten nadawany jest ze stacji WPNA 1490 AM, co miałoby sugerować, że największa organizacja polonijna popiera takie stanowisko i jest za obaleniem legalnej władzy w kraju.”

Tu poraz kolejny zaniechalam natychmiastowego reagowania na artkul z 21 stycznia, bo znalazlam namacalny dowod, iz to nie ja jestem przedmiotem gniewu redaktora naczelnego. Znajomi poinformowali mnie, ze to pewien profesor wypowiadajacy sie cyklicznie w ktoryms z programow uzyl podobnej metafory. Zreszta, uderzmy sie w piersi – gdziez tej metaforze do nawolywania do dorzynania watahy lub wystrzelania i patroszenia przeciwnikow politycznych. Zas troska o to, ze najwieksza organizacja polonijna moglaby byc posadzona, iz jest za obaleniem legalnie obranej wladzy ma sie tak do stwierdzenia profesorskiego jak piernik do kubla z pomyjami.
Bo po pierwsze, na poczatku kazdego z programow radiowych – juz to mowilam – nasze wladze odcinaja sie od nas, a po drugie – zlituj sie Pan panie Domaradzki, dopowiedz co tam jeszcze bylo powiedziane, bo nikt mi nie potrafil wytlumaczyc jak Pan do tego doszedl, ze ktos nawoluje do gwaltu. Owszem, rozumiem ze istnieje bezposrednie powiazanie miedzy nawolywaniem do wyrzynania watahy i mordem dokonanym przez czlonka PO w Lodzi, ale tutaj? Nie strzelamy czasem z armaty do komara? A propos komara, przypomnialo mi sie znowu co powiedzial Olbrychski w wywiadzie dla Rzeczpospolitej. Powiedzial on, ze za niektore poglady w sprawie katastrofy pod Smolenskiem nalezy poprostu bic publicznie po mordzie. Przepraszam, zapedzilam sie i nie zdazylam w pore przeprosic za wyrazenie. Czynie to teraz, chociaz sam Olbrychski nigdy nie przeprosil.
Czy to co Pan, panie Domaradzki mowi jest tylko wskazowka jak nalezy wprowadzac w zycie zalecenie Olbrychskiego?
Ale to tylko taka tam dywagacja, polecam caly wywiad z Olbrychskim w Rzeczpospolitej, szczegolnie tym ktorzy w dalszym ciagu nie wierza ze swiat na glowie staje. A ja wracam do kolejnego cytatu:

“W demokratycznym państwie prawa żaden rokosz nie jest możliwy, z czego zdawać sobie winni sprawę nawet najbardziej zagorzali opozycjoniści – nawet ci, którzy liczą na poparcie „milionowej” Polonii. Tej samej Polonii, która jest zdolna oddać w wyborach raptem kilka tysięcy głosów. W tym sensie podburzanie Słuchaczy i Czytelników po tej stronie Atlantyku wygląda na próbę nakłonienia chicagowskiej mrówki, by podjęła walkę ze słoniem z warszawskiego zoo.”
No, no – widze tu niesmiale nawiazanie do chicagowskiego zwierzynca, ktory Niesiolowski nazywal malpiarnia. Dobra szkola. Ale nie to jest tu wazne, kazdy ma takie porownania, jakich mistrzow wyznaje. Natomiast Pan, panie Domaradzki, chociaz zupelnie nie wiem jakie Pan nauki pobieral, to jednak w czasie lekcji historii zes Pan z pewnoscia na wagary chodzil. O panstwach demokracji ludowej nigdy Pan nie slyszal? A o innych, ktore tez uwazaly siebie za panstwa demokracji i prawa, a ktore rokosze z rozkosza zmiotly? Jesli nie – w koncu nie kazdy musi pasjonowac sie historia – to moze niech Pan poczyta gazete, ktorej Pan naczelniczy. Wlasnie pisza tam o Egipcie.
Jesli zas chodzi o tych kilka tysiecy sposrod milionowej Polonii to juz sama nie wiem co myslec? Ten milion uprawnionych do glosowania to Pan sam wymyslil, czy ktos wczesniej wydumal? Pan chyba nalezy do tego legendarnego legionu, ktory sam sie obiecuje wyzwolic bo uwaza, ze ci co nie poszli do wyborow to sa jego legionu, legionisci. I jeszcze, czy naprawde uwaza Pan, ze ci ktorzy poszli do glosowania i zaglosowali na PiS stanowia czesc jakiegos spisku planujacego rokosz?
A teraz zaiste perla, no brylant wprost. Prosze posluchac:

“Polonijne media winny zajmować się tym, co dzieje się na naszym podwórku, a w sprawach krajowych ograniczyć się do przekazywania rzetelnych wiadomości agencyjnych. W przeciwnym wypadku narażają się tylko na śmieszność, wystawiając naszej społeczności wątpliwą opinię w Ojczyźnie. Nie tędy droga, Panie i Panowie, nie tędy droga!”

Nie bede komentowac, nie tylko dlatego, ze pusty smiech mnie ogarnal w podziece za wskazanie ktoredy droga. Tzn, nie tedy. Przy okazji, czy moje wiadomosci pochodzace z Radia Maryja zaliczylby Pan do rzetelnych wiadomosci agencyjnych? I Na marginesie, chcialam przypomniec historie sprzed kilku dni wskazujaca na to, ze nawet tzw rzetelne agencje moga sknocic wiadomosc tak, iz nie mozna poznac, czy to z glupoty czy ze zlej woli. Chodzi o pytanie, ktore zadal reporter Tomasz Siemienski rzecznikowi Departamentu Stanu w czasie konferencji prasowej. Nie tyle o pytanie a o odpowiedz rzecznika. PAP i czolowe dzienniki w kraju napisaly, ze rzecznik powiedzial: ”Smolensk to nie nasza sprawa”. Tymczasem rzecznik stwierdzil, ze jesli Polacy poprosza Ameryke o pomoc to tej pomocy Amerykanie udziela, jednak nikt o taka pomoc sie nie zwracal.
Czy w dalszym ciagu trzeba miec zaufanie do wszystkich wiadomosci ktore przekazuja tzw rzetelne agencje? Czy moze jednak pod grozba wyklecia przez pana Domaradzkiego nalezy szukac i porownywac rozne zrodla informacji?
W tym momencie, czyli skonczywszy z pierwszym Pana wstepniakiem – tym sprzed dwoch tygodni – w dalszym ciagu nie wiedzialam: Pan to wszystko tak z niewiedzy czy ze zlej woli pisal?
Kontynuuje wiec analize, ktorej sie podjelam i zaczynam obszernie cytowac ze wstepniaka datowanego 28ym stycznia:

“Nie mam zamiaru polemizować z żadnym z ugrupowań politycznych RP. Nie jestem ani za PO, ani za PiS, mam nadzieję, że nie będę musiał tego w nieskończoność powtarzać. Pragnę podkreślić jedno: wiodące organizacje polonijne, czyli Związek Narodowy Polski i Kongres Polonii Amerykańskiej, jeśli mają wypełniać swą rolę służebną wobec nas, muszą być postrzegane jako przyjazne zarówno w Waszyngtonie, jak i w Warszawie, a to można osiągnąć tylko dobrym współżyciem z Białym Domem i Pałacem Prezydenckim. Nie da się tego osiągnąć w sytuacji, gdy polonijne media – powtarzam: nadające ze stacji WPNA – sieją nienawiść dla bliżej nie znanego mi powodu, chyba że powodem tym jest pozyskanie klientów w opacznie zrozumiałym założeniu, że cała Polonia uznaje tylko jedną opcję polityczną, co nie jest do końca prawdą, czego dowodem te telefony do redakcji, w których padały słowa podzięki i zachęty.”
Dlugi cytat byl, mocne wrazenie robi i warto bylo wysluchac do konca. Skoro Pan sam nie wie po ktorej jest stronie, to ja tez nie bede w tej sprawie wyrokowac. Jednak swoje zdanie w temacie mam — od czasu kiedy opublikowal Pan wyniki sondazu przed wyborami. No i jeszcze to zdjecie niby “swietej pamieci” Jaroslawa Kaczynskiego. Nie bede sie jednak upierac. Nie moja to sprawa, a co mysla Pana czytelnicy to juz miedzy Wami. Jednak to, ze tyle mowi Pan o nienawisci, z pewnoscia swiadczy iz jest Pan znawca zagadnienia, tak w mediach jak i w polityce. Ze tez nigdy nie wspomnial Pan dorzynania watahy czy chocby patroszenia prezesa? Nigdy tez nie stanal Pan w obronie rzadu Jaroslawa Kaczynskiego kiedy byl napastowany przez media tak w kraju jak i w Chicago.
A tutaj, w cytowanych wstepniakach z faktu, ze moze ktos wyrazil sie bez nalezytego szacunku lub dzialal w stanie wskazujacym na brak posluszenstwa, wyciaga Pan tak daleko idace wnioski. Nienawisc to bardzo mocne slowo. Posadzajac kogos o to uczucie mozna autentycznej nienawisci sie nabawic. Mowia, zeby nie wywolywac wilka z lasu bo moze zjesc. Nie bede dalej tego watku kontynuowac, a co ludzie mowia, Pan sam wie. Przeciez do Pana tez pisza listy, nie tylko do mnie. A w nich czasem glupoty wypisuja, ale tylko czasem.
Jesli mowia ciagle i prawie tak samo to cos w tym na ogol jest, prawda? O tym czy PNA lub KPA powinny obawiac sie tego co ludzie mowia w radiu juz pisalam, ale powtorze: jesli czyichs pogladow moga sie one wstydzic przed Warszawa lub Waszyngtonem to panskich. To Pan nakazuje lamac konstytucje. To Pan chce nas pozbawic praw, ktore nadala nam Rzeczpospolita i ktore gwarantuje nam amerykanska konstytucja. No moze posrednio, ale jednak Pan to sugeruje. I jeszcze ta nienawisc, ktorej ani powodu Pan nie zna ani czym sie ona charakteryzuje nie ujawnia. Moglby Pan byc mniej goloslowny. Bo tak to ktos pomysli, ze Pan sugeruje iz jesli ktos stwierdza ze jest przedmiotem ataku nienawisci, to to stwierdzenie jest przejawem nienawisci jeszcze wiekszej. Powtarzanie dlugo i uparcie, ze oni, tzn my siejemy nienawisc nie spowoduje, ze ludzie w koncu uwierza. Nie te czasy, a teorie o powtarzaniu i Goebelsie znaja juz nawet dzieci. I odporne sa. A jesli ktos mimo to uparcie powtarza jakis zarzut bez umotywowania go, to tylko powoduje, ze rodzi sie pytanie: o co w tym wszystkim chodzi? Sponsorow brakuje? Ludzie gazety nie kupuja?
Zacytuje Pana wczesniejsze slowa: nie tedy droga. Moglabym powtorzyc – jak Pan – jeszcze raz, nie tedy droga, ale czasu szkoda. Juz raczej gratuluje Panu slow poparcia
i zachety ze strony czytelnikow. Nie, ja zupelnie powaznie. Naprawde gratuluje, byloby smutne gdyby jedynie Pan sam wierzyl w to co Pan pisze. I acha, czy Pan nie czyta wlasnej gazety? Tam tez mozna znalezc bardzo ostre oskarzenia pod adresem rzadu w Warszawie. Nie tylko za antypolska wyprzedaz mienia narodowego. Panskim redaktorom wolno a nam radiowcom nie? Skonfundowal mnie Pan tym, ale tylko na chwile.
Bo oto kolejny cytat, ktory wiele wyjasni:
“Umiemy natomiast doskonale warcholić, rozrabiać (głównie na własnym podwórku), a przede wszystkim stawać „okoniem” każdej władzy, którą – naszym zdaniem – wybrali „obcy”, „wrogowie”, „zdrajcy narodu”. Bo my wiemy. Wiemy kto i dlaczego „zamordował” prezydenta Lecha Kaczyńskiego, kto rozkłada polską gospodarkę, kto steruje „polskojęzycznymi” mediami. A wiemy to wszystko słuchając wymienionych na wstępie „publikatorów”, nie rozumiejąc, że nie są one bezstronne.
Że ich partykularnym interesem nie jest rzetelny przekaz informacji, a szczucie i psucie, bo w ten sposób zdobywają podatnych na taki język słuchaczy, a tym samym również reklamodawców. Chcą zarobić na naiwności odbiorców i tyle.”
No i jestesmy w domu, moje skonfundowanie minelo a wczesniejsze podejrzenie zaczelo sie krystalizowac. Chodzi o reklamy. Ludzie od dawna mowili, ja zas myslalam ze to tylko plotka. Teraz widac, ze chyba nie jest wesolo. Chyba calkiem smutno musi byc, zeby posuwac sie do oczerniania przed sponsorami innych mediow. Moze sponsorzy stamtad odejda a do mnie przyjda? Tak Pan rozumowal panie Domaradzki piszac te paszkwilanckie wstepniaki? Wyrugowac z rynku wszystkich innych ktorzy utrzymuja sie z reklam, a z koniecznosci sponsorzy przyjda do Pana?
Nie jest to jedyna refleksja, ktora nasunela mi sie w tym miejscu, oj nie. Kilka zdan, a tyle mysli, wspomnien sie budzi. Pamieta Pan date 1. pazdziernika 2010 roku? Piatek, wydanie lykendowe. Napewno Pan pamieta, przeciez Pan grzmial wtedy rownie ostro i bez owijania w bawelne. Grzmial Pan o chamstwie Polonusow, o ich pieniactwie, o panskim wstydzie przed calym swiatem. Nie bede wiecej cytowac, po co ludzi denerwowac. A jesli ktos chce to w internecie znajdzie. Pisal Pan wtedy o jakims “polskim” biznesmanie, ktory narozrabial w samolocie niczym piany zajac.
Mial Pan racje, to bylo gorszace widowisko. Tyle, ze to nie byl Polak. Nawet nie powiem kim on byl bo zaraz nazwie mnie Pan antysemitka. Owszem, ktos widzial pozniej jakies sprostowanie z Pana strony. Przyznal Pan, ze to nie byl Polak, ale wyzwisk pod adresem Polonusow Pan nie odwolal. Wprost przeciwnie, stwierdzil Pan, ze fakt iz to nie byl Polak nie zmienia faktu, ze warcholstwo, chamstwo itd.
Temat nieprzyjemny, przyznaje. Niejeden z Polonusow jeszcze na to wspomnienie blednie, wiec po co jatrzyc. Tylko tak wspomnialam bo mi sie przypomnialo kiedy przeczytalam panskie slowa o tym, ze umiemy tylko warcholic, rozrabiac. Nie lubi Pan nas Polonusow, panie Domaradzki. Oj nie. Do tego smutnego faktu jeszcze powroce.

W miedzyczasie ciagle dreczy mnie pytanie: dlaczego Pan to wszystko robi? Jeden z mozliwych motywow juz sie pojawil, walka o reklamy. Ale wciaz mam wrazenie, ze to nie wszystko. Moze ostatni cytat rzuci decydujace swiatlo? Oto on:
“Mnie, naczelnemu największej polskiej gazety w Ameryce, jest z nimi nie po drodze. Będę trzymał się swego kursu, bo uważam, że to, co nas prowadzi naprzód, to dialog a nie negacja, to rozmowa a nie zaprzeczanie wszystkiemu w czambuł, to – w końcu – podejmowanie odważnych inicjatyw w Ameryce w miejsce zajmowania się sprawami polskimi, które są nam tak odległe.”
Jak wszystko co Pan napisal wczesniej, nie jest to zbyt jasne i powtarza sie. Tym niemniej – przyznaje – pojawily sie nowe, wazne akcenty. I nowe znaki zapytania. Chce Pan dialogu – jak to pogodzic z posluszenstwem, ktorego wczesniej Pan sie domagal? Z kim Pan chce rozmawiac? Z chamami i warcholami? Nie chce Pan potepiania w czambul – nie za bardzo rozumiem, kto Pana w ten czambul potepil? Moze potrzeba widzenia tylu wrogow dookola nie tkwi na zewnatrz Pana?
Chce Pan podejmowac odwazne inicjatywy w Ameryce – czy ktos Panu tego zabrania? Moze sponsorzy i czytelnicy? Z pewnoscia nie my, radiowcy ze stacji WPNA. No i jeszcze jeden nowy akcent, chociaz uwazny czytelnik z pewnoscia wychwycil byl go juz wczesniej. Chce nam Pan pogrozic, bo nie idziemy ta sama co Pan droga. Podkresla Pan jak wazne funkcje Pan pelni, dajac do zrozumienia ile Pan moze. Jeszcze krok a zaczal by Pan zadac dla siebie posluszenstwa i szacunku. Sprawy polskie sa panu odlegle – to wiele tlumaczy, moze wszystko. Przyznaje, zaskoczyl mnie Pan zupelnie tym wyznaniem. Jak Pan to ladnie wczesniej siebie okreslil? Naczelny największej polskiej gazety w Ameryce. I sprawy polskie sa Panu odlegle?! A nie mowilam, ze swiat staje na glowie? Jeszcze krok a przyznalby Pan niczym Donald Tusk, ze np polskosc to nienormalnosc.
Obawial sie Pan wprost tak powiedziec, ale niepotrzebnie – skoro premier, ktorego darzy Pan szacunkiem i ktorego nam rowniez nakazuje Pan szanowac i byc mu poslusznym – skoro on mogl, to Pan tez moze. Zreszta nic straconego. Jeszcze niejeden wstepniak przed Panem, jeszcze zdazy Pan wiele nam nagadac.
Obiecalam, ze wroce do sprawy tego, iz Pan nas nie lubi. Przynajmniej nie wszystkich z nas Pan lubi. Nie tych ktorzy glosowali na PiS, nie tych dla ktorych wladza to nie pomazancy bozy. Nie tych ktorzy chcieliby aby wladza im sluzyla a nie oni wladzy. To kogo Pan lubi?
Gdybym poszla Pana sladem to bym sobie dopiero teraz uzyla, to bym pospekulowa, insynuacje posnula. Ale po co? W ogole po co ja zareagowalam na Pana aroganckie – w dalszym ciagu nie wiadomo czy z niewiedzy czy z wyrachowania czy jeszcze innego powodu – slowa? Przeciz i tak mam wiele swoich klopotow. Sama nie wiem po co. Moze dlatego, ze do dzis pamietam slowa niemieckiego pastora Martina Niemöller’a. Poniewaz nabralam przekonania, ze nauki pobieralismy w zupelnie roznych szkolach wiec podejrzewam, ze moze Pan tych slow nie znac. Dlatego przytocze je.
“Kiedy przyszli po Żydów, nie protestowałem. Nie byłem przecież Żydem.
Kiedy przyszli po komunistów, nie protestowałem. Nie byłem przecież komunistą.
Kiedy przyszli po socjaldemokratów, nie protestowałem. Nie byłem przecież socjaldemokratą.
Kiedy przyszli po związkowców, nie protestowałem. Nie byłem przecież związkowcem.
Kiedy przyszli po mnie, nikt nie protestował. Nikogo już nie było.”

To sa wciaz bardzo aktualne slowa. W swiecie w ktorym stanie na glowie zaczyna byc norma wciaz ktos po kogos idzie. Po kogo Pan idzie panie Domaradzki? Kto Pana wyslal? Czy w ogole ktos czy tez jest to panska prywatna krucjata? Czy kiedys poznamy prawde czy tez do konca zdani bedziemy na enigmatyczne wyzwiska o rzekomym sianiu nienawisci? Tak czy inaczej pytac bedziemy. Pytac wciaz.
Nie tylko dlatego, ze kto pyta nie bladzi ale przede wszystkim dlatego, ze prawa do tego aby poznac prawde nikt nam nie zabierze, panie Domaradzki.

 Posted by at 8:26 pm