Jul 302010
 

Minely dwa tygodnie, lato w pelni a ja nie patrzac na kanikule postanowilam z Panstwem powaznie porozmawiac. Jak postanowilam, tak i czynie. Powodem ku temu jest fakt, ze napisala do mnie list pani Krystyna. Zamiast tlumaczyc dlaczego list ten wstrzasnal mna na tyle aby go Panstwu przeczytac a przeczytawszy opatrzec komentarzem, poprostu list wezme i przeczytam. Pani Krystyna pisze:
==>na pierwszej stronie pisze< == ==> na drugiej stronie pisze< == Pani Krystyno, jesli mysli pani, ze bede kwestionowala fakty z zyciorysu prezydenta-elekta, ktore pani przytacza, to od razu mowie: nie bede. Z tego co pani pisze jasno wynika, ze pan prezydent-elekt jest dobrym mezem swojej zony.Jednak mezem stanu Kaczynski jest lepszym. Z pozostalych wiadomosci ktorymi pani sie ze mna dzieli nie wyciagne zadnych wnioskow, i w ogole pozostawie je w spokoju. Wprost przeciwnie, gdyby to bylo moim celem przypomnialabym o wielu innych wydarzeniach w zyciu pana elekta. Poniewaz jednak nie o nim dzisiaj chcialam z Panstwem rozmawiac, wiec nie zamierzam rowniez wyjasniac jak to bylo z tym tytulem hrabiowskim herbu Korczak. Nie bede dodawala nawet, ze swoja kariere polityczna rozpoczal byly marszalek w czasie rozruchow marcowych w 1968 roku. Mowie nawet, bo nalezaloby, jako ze jest to fakt niezwykle godny uwagi i rozwazenia. Pamietacie Panstwo, w tamtych bojach marcowych hartowala sie elita dzierzaca ideologiczna wladze Platformy, wczesniej Unii, a jeszcze wczesniej ta sama elita przy Okraglym Stole przyjmowala wladze do potrzymania. Do potrzymania , zanim oddajacy ja pouprzataja co najwieksze smiecie w swoich szeregach. Kogo trzeba odsuna od polityki, wysla za granice w charakterze represjonowanego legendarnego dzialacza opozycji albo zwyczajnie – zagonia do buzinesu. A potem powroca do wladzy, zeby juz wespol z elita stworzyc zespol a raczej system Itd. Sama pani wie co bylo dalej.
Nie wspomne tez o dzialalnosci fundacji Pro Civili, ktora zajmowala sie – jak sama nazwa wskazuje – pomaganiem w przejsciu do cywila bojowcow WSI.
Nie bede tez opowiadac fascynujacej historii 200 tysiacy marek na koncie w banku Palucha, no moze dodam, ze w tamtych czasach to bylo duzo wiecej niz teraz. Nie powiem o glosowaniu przeciw rozwiazaniu wsi, przepraszam WSI. Nie bede tez, uchowaj mnie Panie Boze – jeszcze tego klopotu mi brakuje – spekulowac kto z ludzi zblizonych do WSI wiedzial i ile wiedzial o handlu bronia z arabskimi terrorystami czy z rosyjska mafia. Nie bede zadawala zadnych pytan, chociaz inni zadaja ich po piedziesiat , a jesli ktos nie wierzy moze sie o tym przekonac podazajac za linkiem, ktory znajduje sie w internetowej wersji tego monologu. No moze zadam jedno pytanie, na ktore z pewnoscia pani natychmiast poda odpowiedz, a inni beda sie tylko dziwowac. Pytanie brzmi: ktora panna we wsi najpiekniejsza? Przepraszam, znowu sie przejezyczalam, mialo byc w WSI.
To sa wszystko sprawy o ktorych mozna by dlugo rozmawiac, ale czy warto? Przeciez te i setki innych ciekawostek – jesli ktos chce to bez trudu znajdzie w internecie. Jesli chce, bo jesli nie to nawet jesli kto inny mu je pod oczy podsunie to on bedzie na nie patrzyl jak krowa na malowane wrota i z niesmakiem wzrok odwracal, muczac przy tym. Zatem jak juz powiedzialam, ja nie o tych sprawach dzisiaj bede mowic. Przeciez nie zyciorys prezydenta-elekta, nie jego kwalifikacje do pelnienia obowiazkow prezydenta, ani nawet brak tych kawalifikacji nie stanowily powodow, dla ktorych przeczytalam Panstwu list pani Krystyny. Zrobilam to z powodu ostatniego zdania-zapytania, w ktorym – przypomne – pani Krystyna rezolutnie mnie sie zapytowywuje tak: “I za co pani tak nienawidzi tego czlowieka?”.
Pani Krystyno, nawet nie podejrzewa pani jak duza radosc sprawila mi tym pytaniem, a co za tym idzie daniem mi pretekstu aby na nie odpowiedziec. Juz od dawno sprawa ta nurtowala mnie, lecz skoro nikt mnie nie zapytal wprost to jakos nie wypadalo tak samej z siebie odpowiadc. Ale teraz juz mogac, wyjasniam, ze bezwiednie utrafila pani w samo sedno bardzo ciekawego zjawiska.
Zjawiska, z ktorym chyba kazdy sie spotkal, potem wzruszal ramionami i zazenowanyalbo przechodzil na druga strone ulicy albo wracal do domu. Jak wyjasnie za chwile, czynil tak niepotrzebnie i niesluszne, bo chociaz jest to sprawa nieprzyjemna, to jednak jesli nie zaczniemy stawiac jej czola, nazywac po imieniu to z czasem wszyscy zejdziemy na psy. Tu, poraz kolejny przypomne, ze schodzenie na psy nie ma nic wspolnego z psami i dlatego powiedziawszy tak nie musze przepraszac psow czy w inny sposob usprawiedliwiac siebie. Kazdy kto zna kogos co zszedl na psy, wie co to znaczy, a pozostali rowniez z czasem sie dowiedza.
Przyznaje, nie jestem pierwsza, od czasu do czasu zdarzalo sie, ze ktos nazwal zjawisko o ktorym mowilam odpowiednim slowem, czy nawet calym zdaniem ale natychmiast zostal okrzekniety siewca nienawisci, po czym dawal sobie spokoj. Bo przeciez nikt nie lubi siac nienawisci ani wykluwac inne destrukcyjne emocje. Jeslibysmy jednak wszyscy zaczeli systematycznie, tzn za kazdym razem kiedy nas to spotka mowili “stop, to nie tak”, to i oni i my zobaczylibysmy ilu nas a ilu ich i bylby spokoj. A tak to co? Wykorzystujac nasza niechec do skakania im do oczu, wodza nas za nos tak dlugo dopoki im nie uwierzymy, ze faktycznie siejemy nienawisc i dlatego lepiej bedzie jesli w ogole przestaniemy sie odzywac.
Teraz do rzeczy. Pani Krystyno, sama pani wie, ze nigdy w swoich wypowiedziach – na antenie czy poza nia – nie powiedzialam nic co by swiadczylo, ze palam nienawiscia do prezydenta elekta. Nie przypominam sobie rowniez, zeby ktorys z nawet najbardziej krewkich sluchaczy palal taka niezdrowa emocja na antenie Otwartego Mikrofonu. Owszem, krytykowalismy go nieraz, a to za jego niezdarne wypowiedzi podczas kampani wyborczej, a to za jego powiazania z szara strefa polskiej polityki, a to za postepowanie ludzi ktorymi sie otacza. Jednak, pani Krystyno, na milosc boska! Krytyka w polityce jest nie tylko prawem ale i obowiazkiem swiadomego obywatela.

Daje mozliwosc krytykowanemu lub jego obroncom sprostowania nieprawdziwych opini, przedstawienia wlasnych racji i pozwala poglebic znajomosc zagadnienia tak tym, ktorzy sa za i jak i tym ktorzy sa przeciw. Tym ktorzy sa jednoczesnie za i przeciw – jak pokazuje historia nie daje nic, poza miejscem w dowcipach.
Zanim zaglebimy sie w samo zjawisko o ktorym mowimy, powinnismy wyjasnic czym jest nienawisc. W przeciwnym przypadku bedzie tak, jakby jedni mowili o wsi, a drudzy o WSI. Niby tak samo wyglada a przeciez … zreszta kazdy wie co mam na mysli. Lepiej od razu przejde do obiecanej definicji. Polska Wikipedia mowi tak:
Nienawiść to bardzo silne uczucie niechęci wobec kogoś lub czegoś, często połączone z pragnieniem, by obiekt nienawiści spotkało coś złego. Nienawiść bywa przeciwstawiana miłości i opisywana jako męczące uczucie, następujące w wyniku bólu związanego z uczuciem zranienia, zemsty, wrogości i oszukania. Często powstaje z krzywdy zadanej przez innego człowieka. Nienawiść przybiera czasem postać obsesyjną: chęć zemsty jest tak silna, iż osoba nią zawładnięta nie jest w stanie przestać o niej myśleć; wówczas nienawiść jest głównym motywem jej działań i bardzo silnym bodźcem wpływającym na percepcję rzeczywistości. Nienawiść jest w chrześcijaństwie grzechem ciężkim.
Sprawdzilam rowniez w slowniku psychologicznym, okazalo sie ze Wikipedia zywcem z tamtad wziela swoja definicje. Za wyjatkiem ostatniego zdania, domyslam sie ze uczucia religijne – chociaz pdstawowe dla psychiki czlowieka – leza poza polem zainteresowania psychologii. Z drugie strony, moze to i dobrze. Az strach pomyslec co by Freud, gdyby mu pozwolic powiedzial o religii. Ze to jakies opium dla ludu czy co?
Probowalam jeszcze w innych miejscach, ale w zasadzie wszyscy mowia podobnie a jedno zrodlo powiedzialo wprost, ze nienawisc jest tym co czuje czlowiek nienawidzacy.

Gdzie indziej wyczytalam, ze nienawisc jest przeciwienstwem milosci.
Wypadalo by wiec moze zaczac od zdefiniowania tego ostatniego, ale kazdy wie, ze probujac naukowo okreslic czym jest milosc bardzo szybko, zeszlibysmy na manowce, a niektorzy to nawet nie powiem gdzie. Pozostaje nam trzymac sie ubogiej ale jednak jakiejs konkretnej definicji nienawisci, ktora podaje Wikipedia. Na marginesie dodam dwa wlasne skojarzenia, jedno zapamietne z dziecinstwa i drugie sprzed paru lat. Pierwszy raz o nienawisci uslyszalam w szkole. Chodzilo o nienawisc klasowa. Jak juz troche podroslam to zrozumialam, ze nie chodzilo o klasy w mojej szkole, ale o burzujo i proletariat. To mi tez niewiele mowilo, bo u nas w Rabce nie bylo ani jednych ani drugich, ot sami normalni ludzie. Potem o nienawisci slyszalam jeszcze wiele razy, a ostani raz z ust prezydenta Busha. Mowil, ze oni nienawidza naszego sposobu zycia za to, ze my chcemy im zabrac rope. Czy jakos tak. Anyway, mam nadzieje, ze teraz kazdy juz mniej wiecej rozumie to samo pod slowem nienawisc. I to jest najwazniejsze.
Wracam wiec do meritum czyli listu pani Krystyny, w ktorym przypominam, pani Krystyna pyta mnie, cytuje: “dlaczeg pani nienawidzi prezydenta-elekta?”. Chociaz zdaje sobie sprawe, ze to nieladnie odpowiadac pytaniem na pytanie, jednak dobre wychowanie na bok i zapytam przewrotnie: Pani Krystyno, skad przyszlo pani na mysl to straszne podejrzenie? Powiedzialam, ze pytam przewrotnie bo tak jest w istocie. Przewrotnosc moja na tym polega, ze pytam chociaz znam odpowiedz. Posluzyla sie pani swiadomie, chociaz majac nadzieje, ze sie w tym nie polapie, bardzo popularnym w niektorych srodowiskach chwytem. Zagrania tego typu maja powalic pytanego zanim ten zdazy usta otworzyc. Cos jak wtedy kiedy pytamy kogos o to czy przestal maltretowac zone. I zadamy zwiezlej odpowidzi: tak lub nie. W przypadku pani pytania, daje sie ono sprowadzic do podobnie trywialnego schematu: jesli mnie nie kochasz to znaczy, ze mnie nienawidzisz. A przeciez w relacjach miedzyludzkich istnieje nie tylko milosc i nienawisc. Mozna kogos lubic tylko troche, mozna jeszcze mniej. Mozna kogos nie lubic w ogole, albo go z pasja nie cierpiec.
Mozna – i to zdarza sie najczesciej – byc wobec blizniego swojego zupelnie obojetnym, nie dbac o niego w zaden sposob. Kazdy wie, nie jest to relacja symetryczna, tzn. my mozemy kogos bardzo lubic a on na nasz widok uciekac. I na odwrot. Moze sie zdarzyc, ze osoba A kocha osobe B, a osoba B nawet tego nie podejrzewa bo osoba A jest jej zupelnie nieznana. Z czasem osoba A zaczyna nienawidziec osobe B, a osoba B …, itd. Kto chodzi do kina wie jak wiele scenariuszy mozna napisac na podstawie tego co dwie osoby maja do siebie. A co dopiero, kiedy ni z tad ni z owad pojawia sie ktos trzeci? Zreszta, nie trzeba az kina. Hm, chyba swoim starym zwyczajem zapomnialam o czym mowilam i z tematu zboczylam. A propos zboczylam. Przypomnialo mi sie wlasnie, ze ow szantaz slowno-emocjonalny o ktorym mowie z powodzeniem stosowany jest przez tzw gejow-aktywistow.
Gejowie – aktywisci to jedna z najbardziej halasliwych grup, ktore czesto, ba, wlasciwie bez przerwy tak wlasnie broni sie przed domniemanym zagrozeniem. Znakomita wiekszosc ludzi, nie sklamie przy tym mowiac ze wszyscy ktorych znam, maja zupelnie obojetny stosunek do tego zboczenia. Niech im tam – mowia, takimi ich Bog stworzyl no to niech tam sobie alternatywnie zalatwiaja swoje potrzeby. Nic nam do tego. Ale gejom-aktywistom to nie wystarcza. Juz samo okreslenie ich preferencji zboczeniem przyprawia ich o paroksyzm wyzwisk, a pierwsze z nich to zarzut nienawisci. Jednak prosze pomyslec, jaka w tym nienawisc? Przeciez dopiero w 1973 r. Amerykańskie Towarzystwo Psychiatryczne wykreśliło homoseksualizm z listy schorzeń psychicznych, a w 1991 roku uczyniła to Światowa Organizacja Zdrowia. Warto moze pogrzebac po internecie i sprawdzic ilu ludzi z owego stowarzyszenia podjelo taka decyzje oraz jaka byla ich samych orientacja. Moze nie byli zbyt obiektywni w swoim wyroku. Kto wie czy kiedy uscisk poprawnosci politycznej zelzy, nowa komisja, wyloniona z tego samego stowarzyszenia orzeknie, ze to co przez cale tysiaclecia uwazano za odchylenie od normy, faktycznie norma nie jest? Zreszta, podejrzewam, ze byloby duzo lepiej z ta akceptacja gdyby geje-aktywisci nie upierali sie aby swoje stadla nazywac malzenstwami albo pogodzili sie z tym, ze mamusia jest kobieta a tatus meszczyzna. Co bardziej aktywni z tych aktywistow domagaj sie, zebysmy poznali – ze wszystkimi szczegolami – ich alternatywne pozycie, a potem nie tylko zaakceptowali ale i pokochali. Zeby nasze dzieci uczyly sie w szkole tej akceptacji i milosci. Ba! – zeby same eksperymentowaly na tym polu. A jesli ktos mysli inaczej, chcialby publicznej dyskusji nad tym, to zaraz chwytaja sie wytrychu ktorym posluzyla sie pani Krystyna w liscie do mnie. Pol biedy jesli skonczy sie na tym, ze powie nam jeden z drugim zaprzaniec: Ty nienawistniku, dlaczego mnie nienawidzisz, ty brzydalu, ty okropny typie, ty, ty…. heteryku monogamiczny?! Na ogol posuwaja sie duzo dalej. Czy taktyka ta odnosi sukcesy? Oczywiscie, ze odnosi! Gdyby nie odnosila nie stosowano by jej tak powszechnie wszedzie tam gdzie zdrowy rozsadek mowi co innego niz polityczna poprawnosc.
Ile razy slyszymy o zbrodniczej nienawisci, kiedy probujemy stanac we wlasnej obronie? Ile razy slyszelismy o przepojonej nienawiscia ksenofobi ludzi, ktorych wina jest obrona patriotyzmu, wiary i wartosci ktore przez setki lat, mimo najciezszych prob nie pozwlily zaginac temu co nazywa sie polskoscia? Ile razy zwyczajne domaganie sie rozbliczenia zbrodniarzy kwitowano posadzeniem o nienawisc? Pamietacie Panstwo nasza noblistke i jej wierszyk, ktorym skwitowala probe ujawnienia agentow w 1994 roku? Nic dziwnego, ze po takim praniu mozgow dzis do dobrego tonu nalezy wypierac sie imponderabiliow narodowych, pytac cynicznie “co to jest ten wasz patriotyzm?”, “co to jest ta wasza polskosc?”
I zarzekac sie, ze bez rozliczenia przeszlosci, bez tych obciazen jest latwiej i lepiej. Ze bez tych przezytkow nie trzeba sie bedzie wstydzic w eleganckim swiecie. Moze latwiej, to fakt – ale czy lepiej? I czy nie beda musialy sie zamiast nich wstydzic ich pozne wnuki? Historia szybko da odpowiedz tym, ktorzy wystraszeni wrzaskami demagogicznych aktywistow bez wachania wyrzekaja sie wlasnych korzeni. To majace zastraszyc, upokarzajace klasyfikowanie ludzi ktorzy sa innego zdania jest tylko mala czescia wielkiego arsenalu technik, ktorymi posluguja sie specjalisci od inzynierii spolecznej.
Kilka miesiecy temu – ile wrzasku podnoszono z powodu, jak to mowiono – nekrofili tych ktorzy powazyli by sie mowic o tragedii smolenskiej w czasie kampani prezydenckiej. Taktyka okazala sie skuteczna, odniesli zwyciestwo. Nikt sie nie powazyl nawet wspomniec publicznie o prezydencie, ktorego smierc zjednoczyla milionowa rzesze Polakow w patriotycznym zrywie. Wyrzeczono sie tej wielkiej sily z powodu wrzaskow o nekrofili w wykonaniu kilku zagorzalych aktywistow. Moim zdaniem to byl jeden z glownych powodow dla ktorych wybory zostaly przegrane. Ci sami ludzie, ktorzy z taka zapalczywoscia przestrzegali zwolennikow Kaczynskiego przed nekrofililia, sami na kilka dni przed wyboramy odgrzebali samobojczynie Blide i zrobili z niej symbol okropnosci, ktore niosla ze soba IV Rzeczpospolita. Prawie nikt nie zauwazyl cynicznosci tego postepku, nikt im tego nie wytknal. A ci, ktorzy probuja teraz o tym mowic posadza sie … o co? No wlasnie, o to ze sieja nienawisc. Gdyby sytuacja nie byla az tak tragiczna, mozna by sie smiac, cynicznie i ponuro. Nie wiem czy bardziej z hucpy jednych czy strachliwosci drugich.
Ilez to refleksji moze wywolac jeden list, a wlasciwie jedno zdanie z listu? I za to chcialam pani podziekowac, pani Krystyno. Chcialam przy okazji podziekowac innym moim korespondentom, chociaz nie zawsze reaguje na Panstwa listy, jednak czytam je dokladnie. Jednoczesnie chcialam kolejny raz przypomniec nielicznym uczestnikom forum przy mojej stronie internetowej, ze celem forum jest wymiana informacji miedzy soba lub dzieleniem sie ta informacja z przypadkowymi czytelnikami. Dopuszczalne sa tam klotnie we wlasnym gronie; jednak wydaje mi sie, ze jest troche bezprzedmiotowym klocenie sie na forum z ludzmi ktorzy tam nie bywaja. W szczegolnosci nie rozumiem zamieszczanej tam krytyki pod moim adresem. Nie dlatego, ze ja to forum oplacam albo dlatego, ze nie lubie krytyki. Po prostu wolalabym miec mozliwosc na krytyke odpowiedziec. Prosze zadzwonic w poniedzialek czy w srode i porozmawiac ze mna na antenie. Takie narzekanie sobie na boku niczemu nie sluzy i moze stanowic co najwyzej wode na mlyn.
Chyba, ze te niepochlebne pod moim adresem wpisy, pisze ktos, kto dzwoniac do programu ma zupelnie inne poglady tam, na forum, niz na antenie.
Tak sugerowal sluchacz, ktory poinformowal mnie o ostatnich wydarzeniach na forum. Gdyby ow sluchacz mial racje, bylaby to juz zupelnie inna para kaloszy i sama jeszcze nie wiem jak powinnam zareagowac. Moze bede musiala poszperac na strychu i odnalezc od lat nieuzywana maszynke , ktora pozwala z brzmienia glosu odczytac adres IP, numer peselu i inne dane osobowe? Kiedy juz bede w posiadaniu tych informacji, pomysle co z nimi zrobic. Moze uda sie znalezc jakis kompromis. A poki co zegnam sie z Panstwem do niedzieli. Dobranoc.

 Posted by at 5:37 pm