FELIETONIK PIATKOWY 12/30/05

FELIETONIK PIATKOWY 12/30/05

I znow minal rok. Minal rok i jak kazdy przed nim- byl on przelomowy.
Jak sie nad tym zastanowic- to nie tylko lata sa przelomowe. Przelomowy jest kazdy miesiac, kazdy dzien. Ba zeby tylko – kazda chwila jest przelomowa, chociaz tego nie widac zaganianym-bezmyslnie-na codzien okiem: kazda chwila przelamuje jak kromke chleba czas, na ten co juz byl i ten ktorego jeszcze nie znamy.
Wlasciwiej byloby powiedziec, ze dzieli chleb na ten ktory juz zjedlismy i ten ktory nam jeszcze pozostal do konsumcji.
Utarlo sie narzekac, ze nie wiadomo co nam przyniesie nadchodzacy rok czy lata – a przeciez kazdy widzi jak jest, i moze przepowiedziec co z tego wyniknie. Tyle, ze nie kazdy jednakowo-trafne wnioski potrafi wyciagnac. I tak – jeden goral, najczesciej ze wzgorz Golan, jak wiesc niesie – kazdy okruszek informacji potrafi zamienic na dolary, a drugi- ten spod samiuskich Tater – mruczy po fakcie, ze to prorok musial byc co mu przepowiadal, ze rzyc sobie stlucze jezeli galazi co na niej siedzi nie przestanie pilowac. Pomiedzy tymi dwoma, kazdy inny goral -a takze ceper- sobie miejsce znajdzie.
Ten co przyznaje ze smutkiem, iz nie byl tak madry przed faktem jak jego zona po, i ten- co zarowno przed szkoda jak i po szkodzie swoje wie i przy nim obstaje chociaz kazdy mu odradza.

Jak z tego nie jasno wynika, lepiej nie obiecywac sobie zbyt wiele po przyszlosci- jesli sie nie chce poczuc oszukanym. Jeszcze dosadniej ujmuja te mysl wszech-wiedzacy buddysci stwierdzajac, ze duzo latwiej jest ograniczac swoje zachcianki, niz zarabiac tyle zeby moc je spelnic. Tu od razu zastrzegam sie, ze nie jestem pewna czy to buddysci tak mowili i natychmiast ustapie kazdemu kto by chcial w tym miejscu podejrzewac mnie o brak chrzescijanskich wzorcow, holdowanie obcym idealom a nawet sprzymierzanie sie ze zlym. Pojde nawet dalej – taka jestem ugodowa – i jesli ktos sie bedzie upieral, ze to Salomon tak mowil, rowniez przyznam mu racje bez wahania.
Oczywiscie zaraz znajda sie inni i beda mi wytykac semickie pochodzenie tego krola i zapyto-wywac czy my juz naprawde nie mamy wlasnych, sarmackich i nieskazonych obcymi nalecialosciami krolow ?!
Oczywiscie ze beda, co kolwiek bym nie powiedziala, zaraz sie znajdzie ktos kto z tego niepochlebny dla mnie wyciagnie wniosek.
Zeby tylko wyciagnal ten wniosek i dla siebie zachowal to by bylo pol biedy, ale gdziez tam! Zaraz musi swoje odkrycie przy-ozdobic daleko idacymi inferencjami i opowiedziec wszystkim, ktorych zna. A jesli nie zna- to zadzwoni do radia, napisze do gazety lub zwyzywa w internecie jak nie przymierzajac sfrustrowany adolescent.
Zreszta ten sam od lat. Lub jeden z paru jego kolegow. Tyle razy sie z nimi spotkalam, ze znam juz na pamiec ich dane osobowe i przymiotniki ktorymi mnie okreslaja.
Tak, tak – mam niezmienne od lat wierne mi stadko opluwaczy, ktorzy gdziekolwiek by nie zobaczyli okazje, zaraz zaczynaja swoja litanie – najpierw oczywiscie nastepuje wyliczenie kogo i na ile okradlam, potem kogo oklamalam, komu ublizylam i wreszcie komu zwyczajnie wchodze w droge samym swoim istnieniem.
Jak juz powiedzialam, kazdy element tego stadka jest mi dobrze znany – jesli juz nie dokladniej, to przynajmniej z imienia i nazwiska. I czasami, chociaz staram sie spotkania z nimi oko w oko ograniczac – to do tego spotkania dochodzi. Nie bede opisywala jakie dolegiwosci fizyczne chca we mnie dojsc do glosu, kiedy w takich momentach owa czy ow element-stada klania mi sie nisko i takzwanie- pada do nozek z calym szacunkiem. Czasem nawet prosi o udzielenie wywiadu. A niekiedy sam udziela wywiadu, zwlaszcza po opuszczeniu Chicago. Udziela, a ja potem musze sie tlumaczyc, ze naprawde nie mam nic wspolnego z jego pospiesznym opuszczeniem Polonii. Juz bardziej nalezoloby winic starzejace sie powaby ktorych nawet kochajacy inaczej nie potrafia nie dostrzec. Jak mowi stare przyslowie : gdzie brak etyki, tam i estetyka sie nie pozywi.
Natura ludzka jest nie latwa do ogarniecia a tym bardziej do opisania. Przynajmniej nie da sie sie tego zrobic w sposob kulturalny, dlatego przejde nad tym watkiem do porzadku dziennego i bede kontynuowala swoj piatkowy felietonik.
A tak kontynuujac, zastanawiam sie czy miedzy innymi nie spowodu rozwydrzonych reakcji tego stadka, tak rzadko ostatnio monolo-gowalam z Panstwem w te piatkowe wieczory.
Hm, chyba dokonalam kolejnego aktu samopoznania. Zawsze dotad wydawalo mi sie, i nie krylam tego przed Panstwem – ze moja slowno-piatkowa wstrzemiezliwosc w ostatnich miesiacach bierze sie z zupelnie innego powodu. Zjawisko monologow publicznych czy to w mowie gadanej czy pisanej rozplenilo sie ostatnimi czasy do granic wprost astronomicznych. Kazdy kto moze, to zaraz musi tlumaczyc jak to naprawde jest, dlaczego tak jest- i co bedzie dalej.
Zjawisko to jest tak nagminne- i trafia pod strzechy z taka czestotliwoscia, ze wlasciwie nikt juz nie jest w stanie sie rozeznac kto, co, a przedewszystkim po co- mowi.
Kiedy zdalam sobie z tego sprawe, z niesmakiem przeszla mi ochota do moich piatkowych felietonikow. Ot, jeszcze od czasu do czasu zostalam zmuszona do odezwania sie w obronie wlasnej przed idotycznymi opiniami, publicznie przedstawionymi jako fakty przez ktorys z elementow stada. Ale nie wiele po za tym mowilam. Ograniczalam sie do wesolego podziwu- przy przy-sluchiwaniu sie tupetowi z jakim ten, ow i owa potrafi dookola Macieju tlumaczyc, ze czarne to biale, a biale gorsze niz czerwone itd.
Wesolosc moja- z czasem gdzies sie podziala. Zaczelam bowiem zauwazac, ze coraz wiecej ludzi ktorych zawsze uwazalam za zdrowo myslacych- zaczyna powtarzac jak dorastajace dzieci za pania matka ze czarne to … itd.
Niby od lat kazdy zna odkrycie Goebelsa, ze klamstwo powtorzone wystarczajaco duzo razy zaczyna funkcjonowac jak prawda. Jednak, kiedy zauwazy sie na wlasnym podworku jego prawdziwosc, robi ono duzo wieksze wrazenie.
Nie do pomyslenia bylo jeszcze kilka lat temu, zeby w Chicago ktos stawial w rownym rzedzie z papiezem Janem Pawlem Drugim, Lecha Walese. A jednak wystarczylo, zeby jakas pani i pan w imieniu mlodziezy wykrzykiwali jednym tchem hasla ‘Niech zyje Lech Walesa’, ‘Niech zyje Jan Pawej II-gi’ – najpierw na Daley Plaza, potem w jakims radio, potem w gazecie –i po jakims czasie ta niedorzeczna mysl, o rownosci papieza i Walesy- zakielkowala w niektorych, nie-nawyklych do samodzielnego myslenia umyslach.
Zakielkowala i niedlugo – jesli kazdy kto wie jak jest naprawde, bedzie milczal – zakwitnie Bog wie jakim kwiatkiem. Juz chocby z tego przykladu wynika, ze glupocie- chocby nie wiem jak niedorzeczna by ona nie byla- nalezy dawac odparcie.
Tu znowu przychodzi mi na mysl odowiedni cytat – nie wiem czyj – ktory mowi, ze jesli dobrzy ludzie milcza- to zlo rosnie w sile. Nie zebym zaraz robila z siebie jakas ostoje dobra – ale gdzie jest zlo ,widze bardzo szybko. Wielu widzi, tyle ze zanim zdecyduja sie o tym powiedziec, zlo staje sie tak silne, ze jedyne co mozna zrobic to zgrzytac zebami i pokladac nadzieje w Opatrznosci Bozej.
Wielu wiedzialo- od pierwszego dnia w ktorym obecna administracja ropoczela przygotowania do wojny irackiej, co sie za tym kryje i jakie beda konsekwencje. Ci co wtedy odwazyli sie mowic inaczej, przy milczacym applauzie wiekszosci- zostali okrzyknieci zdrajcami lub jeszcze gorzej. Teraz, kiedy wczesniejsze matactwa, klamstwa a takze beznadziejnosc obecnej sytuacji widziec moze kazdy, w calej okazalosci – wydawalo by sie, ze wreszcie kazdy wstanie i nazwie rzecz po imieniu. Ale gdziez tam, strach przed wladza jest duzo bardziej paralizujacy niz troska o prawde. Z drugiej strony- w dalszym ciagu sa ludzie, jest ich wielu i nie zawsze sa to oplacani propagandysci – ktorzy mimo ponurej rzeczywistosci bijacej jaskrawo w oczy – twierdza, ze przeciez sukcesy naszych pocznynan sa niewatpliwe i tylko ktos kto jest wrogiem Ameryki tego nie widzi.
I tu opowiadaja o budzacej sie demokracji w Iraku, a jako dowod przytaczaja ostatnie wybory. Oczywiscie nie powiedza- ze, po pierwsze wybory tak naprawde wygral Iran i jesli ktokolwiek bedzie chcial respektowac wole nowych wladz, to nasze wojska bardzo szybko wyjada z Bagdadu bez osiagniecia zadnego ze strategicznych celow. Bo chyba nikt przy zdrowych zmyslach nie powie, ze dla odsuniecia Sadama od wladzy poswiecilismy zycie przeszlo 2000 naszych zolnierzy, stracili miliardy dolarow i zabili kilkadziesiat – nawet nikt nie dba ile- tysiecy Irakijczykow.
Rowniez nie zauwazaja oni w swojej hurra-patritycznym zaslepieniu, iz walczac o demokracje na drugim koncu swiata, tracimy ja u siebie.
Niby wlasnie po to, zeby Irakijczycy ja mieli, my musimy zrezygnowac ze swojej wolnosci. I jak tu nie zostac cynikiem. Oczywiscie zaraz ktos z wychowanych na Rushu Limbough i O’Raily’m powie, ze to nie tak, ze tu chodzi o poswiecenia w walce z teroryzmem. I jak tu takiemu wytlumaczyc, ze teroryzm to nie jest jakis wrog, ktorego mozna zwyciezyc. Teroryzm – jak slusznie powiedzial Brzezinski – to taktyka rozmaitych wrogow, ktorzy nie wiele maja wspolnego ze soba- ale nie widza innego sposobu do walki z nasza ingerencja w ich sprawy. Walczyc z terroryzmem – mowil Brzezinski – to tak jak walczyc z blitz-kriegiem. Ale dla demagoga- jasnosc wyslawiania-sie, podobnie jak prawda, to najwieksi wrogowie. Logicznie biorac, nawet na chlopski rozum nie bylo powodu do rozpoczecia wojny w Iraku, tak jak nie ma powodu do pozostawania tam. Oczywiscie Rush Limbough i jego wyznawcy natychmiast powiedza, ze wycofanie sie z Iraku teraz-to przegrana w wojnie z terroryzmem. Pomijajac juz wspomniana wyzej absurdalnosc tego stwierdzenia, trzeba zauwazyc ze 95% powstancow irackich, to sa Irakijczycy a nie zadna Al-Kaida czy inne zagraniczni bojowkarze. Owszem- po odejsciu naszych zolnierzy beda dalej bic sie miedzy soba – ale robia to przeciez juz dzisiaj. Jak za Sadama sunnici wyrzynali innych, tak teraz- demokratycznie wybrana wiekszosc rozprawia sie z sunnitami.
Oczywiscie budowa wolnosci, demokracj itd- to nie jedyny nasz sukces w Iraku. Wystarczy otworzyc Fox News lub posluchac podobnie-wiarygodnego-zrodla-informacji, a uslyszymy o odbudowywanych szkolach, szpitalach, drogach, kanalizacji, przemysle.
Pomijajac juz doniesienia BBC o tym ze 60% Irakijczykow twierdzi, ze za Saddama byl wyzszy poziom zycia, chcialoby sie zapytac– na mocy ktorej poprawki do Konstytucji Irakijczycy maja przewage nad Amerykanami? Tak, tak zgadliscie Panstwo – mowie o ofiarach huraganu w Luizjanie. Po tylu miesiacach niewiele odbudowano Nowym Orleanie, niewiele sie w dalszym ciagu nie buduje. Za wielkimi slowami prezydanta o pokazaniu swiatu jak Amerykanie sa w stanie odbudowac miasto zniszczone tragedia – nie poszly w slad zadne czyny. Cisza. Zas media zachwycone odbudowa Iraku -nie maja nawet czasu, zeby wspomniec- ze ofiary huraganu sa wyrzucane na bruk z tymczasowych miejsc zamieszkania. Z braku funduszow.
A’propos funduszow – niby ida na wojne w Iraku ale wlasciwie, co sie z nimi dzieje?
Co chwile slyszymy o niedostatecznym wyposazeniu naszej armii, a brakach postepu w szkoleniu armii irackiej o smiechu wartych – wspomnianych wyzej sukcesach w odbudowie szkol i szpitali. Jednak fundusze plyna coraz wieksza rzeka.
Czy gdziekolwiek po za kieszeniami akcjonariuszy Haliburtonu, kampani ktorej szefem do objecia swej obecnej fuchy byl Dick Chayny – widac slad tych pieniedzy?
Mimo to zbyt wielu w dalszym ciagu wierzy we wszystko co im pan prezydent mowi, i co jeszcze ladniej powtarzaja jego demagogiczne tuby.

Ludzie potrzebuja wiary; wystarczy, zeby odpowiednio posplatac- przy pomocy pokretnej argumentacji- swoje sprawy ze szlachetnymi idealami, zeby wywolac strach o wolnosc do wyznawania wlasnej religii, o losy narodu– a ludzie beda gotowi za to umierac. I pojda zabijac innych.
Uczucia religine i patriotyzm, chociaz dawno uznane za martwe przez prorokow nowego porzadku we swiecie, w dalszym ciagu rzadza emocjami ludzi. Kiedy zreczny kuglarz potrafi odpowiednio ludziom zamieszac w glowie- dochodzi do wielkich tragedii.
Nieraz juz tak bylo. Znowu bedzie. Bedzie coraz latwiej.
Wbrew powszechnie gloszonemu postepowi w rozwoju czlowieczenstwa, jest na odwrot. Zatracamy moralnosc. Jak slusznie ktos zauwazyl przede mna – mozna miec zdrowe spoleczenstwo chrzescijanskie, zdrowe spoleczenstwo muzulmanskie, zdrowe spoleczenstwo buddyjskie – ale spoleczenstwo sekularne, bez Boga- nie moze byc zdrowe. Bedzie pograzac sie w dekadencji i zepsuciu.
Materializm nie prowadzi do szczescia. Zycie jest krotkie, rodzimy sie bez niczego, nie zabieramy tez nic ze soba. Gonitwa za rzeczami, to marny sposob na spedzenie krotkiego czasu miedzy urodzeniem i smiercia. Wiedza o tym, jest wbudowana w nasze geny i stanowi czesc naszej ludzkiej kondycji.
Dlatego, nawet jesli czlowiek utracil, lub odebrano mu, wiare w ktorej zyl od pokolen – to w dalszym ciagu potrzebuje w cos wierzyc, z czyms po za soba sie utozsamiac.
A im mniej wiary-prawdziwej, tym wieksze zapotrzebowanie na prorokow falszywych. Potrzebujemy wierzyc w cos lepszego, wiekszego od nas. Ono nadaje sens naszemu zyciu. Nawet lezac w rynsztoku zwracamy sie ku niebu, wygladamy gwiazd.
Ktorych gwiazd? Moze Oriona lub Wenus? A moze zaczynamy martwic sie zyciem milosnym Angeliny i Brada Pitta- bardziej niz swoim wlasnym?
W koncu to wielkie gwiazdy. Gorzej byloby gdyby ktos spedzal mniej czasu myslac o wlasnym zyciu niz o zyciu tzw polonijnych gwiazd.
Neh, tak nisko chyba nikt nie upadl. No chyba, ze na Expatpolu.
Dalszy ciag pozostawiam kazdemu ze sluchaczy– do indywidualnej refleksji.
Jednoczesnie zycze Panstwu wspanialego Sylwestra, wielu szczytnych postanowien noworocznych i wszystkiego najlepszego w nastepnym roku.
Z swojej strony uprzedzam, ze jednym z moich noworocznych postanowien jest czestsze niz dotychczas monologowanie z Panstwem w piatkowe wieczory.

Comments are closed.

CSS