Mar 032017
 

Felietonik Piatkowy (audio) ===> tutaj.

Minęły dnie i noce. Wiele ich minęło od czasu mojego ostatniego piątkowego monologowania. Jak zwykle wiele ku temu było powodów. Nie warto ich tu wyliczać, ani tym bardziej nie ma potrzeby, żeby tłumaczyć cóż to takiego się stało, że właśnie dzisiaj przerwałam wielomiesięczną abstynencje i będę Państwu mówić co mi ślina na język przyniesie. Zamiast jednego czy drugiego od razu przejdę do rzeczy i zacznę zupełnie przypadkowo byle gdzie czyli od sytuacji w polskim teatrze. Nie tylko w Teatrze Powszechnym w Warszawie a ogólnie, w polskim teatrze. Nie pamiętam, czy już państwu opowiadałam o tym jak to nie mogąc czasami usnąć słucham polskojęzycznego radia. Tego z Polski. Ponieważ za dnia czytam wiele polskich gazet, tych normalnych a głownie tych internetowych, więc w nocy słucham tego czego w żadnej szanującej się gazecie bym nie wyczytała, tzn. słucham TOK FM u. Głównie po to, żeby zrozumieć czym są karmione lemingi i cala reszta, która coraz rzadziej, ale jednak nie patrząc na mróz i lód wychodzi na ulice, żeby wykrzyczeć swoje racje. Tak różne od racji normalnego Polaka, że nie da się tego zjawiska pojąć bez zrozumienia kto i czym ich karmi. Karmi ich głownie gazeta Michnikowa, tygodnik Polityka, lisi-week i wspomniane wyżej radio TOK FM. Radio to, jeśli ktoś jeszcze nie wie, to przypomnę. Jest ono dzieckiem tygodnika Polityka I podupadającej gwałtownie na zdrowiu Gazety Wyborczej. Po co ja o tym mowie, przecież zaczęłam o teatrze? Ano jest powód, to co za chwile powiem, będzie właśnie pochodziło z fal po dwakroć już wspomnianego radia. Otóż w radiu tym można usłyszeć wiele rzeczy. Można usłyszeć, jak miota się w swoich porannych programach Wielowiejska, co chwile z nerwowym chichotem zaklinając się, że to jest straszne co ten PiS wyprawia. I ze ona nie rozumie, że można aż tak. Można usłyszeć jak Żakowski do spółki ze swą trzodą – Lisem, Władyka I Wolkiem podtrzymują się nawzajem na upadającym duchu i zawstydzając słuchaczy napominają ich, żeby również tego ducha nie tracili, bo zwycięstwo jest tuz, tuz. Trzeba tylko rękę wyciągnąć a będzie, jak było. Jest tamże cala ferajna odwiecznych myślicieli, żeby nie powiedzieć mędrców, nie precyzując bron boże, o jakich mędrców chodzi, a z których wymiennie tylko Passenta I Osiatyńskiego, bo pozostałych nazwisk nie zapamiętałam. Zaiste mędrcami być musza, bo nie tylko zwracają się do siebie per ‘rączki całuje panie profesorze’, ale również same mądre rzeczy opowiadają, przeklinając przy tym czasy które nadeszły i zachwycając się tymi które odeszły. Półtora roku temu odeszły, dwadzieścia piec lat a czasami słychać nutkę żalu za czasami, które odeszły ze śmiercią mędrca wszech czasów o którym w szkołach dziatwa się uczyła, iż on żył, on żyje i że on wiecznie będzie z nimi żył. No i którego nasza nieodżałowanej pamięci – tak o niej mędrcy owi mówią – noblistka wieszczyła, że będzie Adamem czasów które nadchodzą i wielbić go będą potomni na najdalszych, jeszcze nie odkrytych planetach. Eskalacja tęsknoty za czasami minionymi przekroczyła w tych dniach granice nie tylko absurdu, ale nawet dobrego smaku. Nie dalej jak wczoraj sędzina Gersdorf oznajmiła, ze PiS, cofa nas do czasu zaborów. Mam nadzieje, ze ktoś z nich zapędzi się tak daleko i oznajmi wszem i wobec, ze przezywamy obecnie zloty okres w dziejach, jak za czasów Jagiellonów. Założę się, ze zrobi to mistrz intelektu i ciętego słowa, czyli Petru.

Oczywiście, można tez usłyszeć co i raz na falach ichniego radia, śmietankę polskich polityków, wśród których prym wiodą trzej muszkieterowie opozycji parlamentarnej: Schetyna, Petru i ten trzeci, którego nazwiska teraz nie pomne. Czasem tez, wystąpi ten poza parlamentarny opozycjonista z końską kitką, a nawet koń, który mówi – obaj nazywają siebie obrońcami demokracji liberalnej, ale na mój rozum temu pierwszemu bliżej do demokracji libertyńskiej niż liberalnej. Świadczą o tym niepopłacone alimenty, faktury bez pokrycia a od kilku dni też kłopoty z powodu jakichś zbiorek publicznych na swoje nie zaspokojone potrzeby organizowane. Zbiorki się nie udały, pieniędzy nie zebrano a niesmak tylko się pogłębił. Ten drugi, koń, który mówi i skacze, coraz mniej skacze a nawet jeśli skacze, to na osobności i już bez radości. Niestety, to nie koniec listy gości radia o którym tu mówimy – występują tam czasem również przedstawiciele partii, władze trzymającej. Kilku z nich, tych samych i na zmianę wchodzą do tej wylęgarni wszelkiej wszeteczności antypolskiej i zapewne myślą, że robią dobra robotę próbując tłumaczyć niewiernym, co Kaczyński miał na myśli, kiedy sejm, rząd lub prezydent podejmowali kolejne decyzje.
Nie wiem co naprawdę nimi kieruje, tzw. parcie na sitko, czy może rzeczywiście wierzą w swoja misyjna działalność, jak wierzyli misjonarze głosząc Ewangelie ludożercom. Jak pamiętamy, ludożercy misjonarzy wysłuchali, ale potem i tak ich zjedli. Misjonarze przynajmniej do świętości w ten sposób czasami dochodzili, ci jednak co najwyżej do śmieszności dojdą.
Ale znowu zboczyłam ze ścieżki, na która wstąpiłam chcąc sytuacje w polskim teatrze zaadresować. Powtórzę to jeszcze raz. Zboczyłam i dodam, że nie bez kozery użyłam tego słowa, chociaż to nie ja zboczyłam a on, teatr, był zboczył. O tym po raz pierwszy dowiedziałam się z radia – przepraszam za natrętnie powtarzane wyrażenie – TOK FM. Teatr zboczył już dawno i pozostaje tak zboczony od lat kilku, o czym z duma, lecz innymi słowami opowiadali kiedyś panowie z audycji ‘Lepiej późno niż wcale’. Państwo mają prawo nie wiedzieć, więc będę tłumaczyła rzeczy elementarne – nazwa audycji wzięła się stad, iż jej autorzy, uważają, że lepiej późno niż wcale wyjść z szafy, i nie kryć się więcej ze swoja orientacja. Co tam kryć się! Po wyjściu z szafy należy – pouczają adeptów kaminautu, autorzy programu – należy walczyć zaciekle, w twarz niezboczonym niczym pieść zaciśnięta, swoje zboczenie wciskać. I w takiej to audycji kiedyś usłyszałam, opinie do powtórzenia której od dłuższego już czasu szłam, szlam i dojść nie mogłam, aż wreszcie doszłam. To co tam usłyszałam, to ni mniej, ni więcej tylko stwierdzenie, że ze wszystkich areałów kultury w Polsce, jedynie teatr przerobił dogłębnie i za swój priorytet przyjął temat homoseksualizmu. To samo, bardziej bezceremonialnie powiedziała aktorka Szczepkowska stwierdzając, że teatr polski opanowany jest w zupełności przez homo-lobby. Skoro wiadomość o tym fakcie pochodzi z dwóch niezależnych źródeł, musi być uznana za prawdziwą. Czy teraz można dziwić się jeszcze, temu co się dzieje w polskich teatrach? Teatrach, gdzie, cytuje ‘rządzi homo-lobby’? Nie trzeba! Powiem więcej, nie wolno się dziwić temu co wyprawiają tzw. aktorzy teatralni na deskach wyheblowanych przez homo-lobby! Nie zachęcam nikogo do oglądania fragmentów spektaklu ‘Klątwa’. Czy to YouTube czy tym bardziej, uchowaj mnie Panie Boże – w całości na żywo. Bo ciekawość ciekawością, jednak należy pamiętać ze taka ciekawość to pierwszy stopień do piekła. Piekło jest tu zupełnie na miejscu, gdyż chodzi o ciekawość praktyk uprawianych przez ludzi opętanych silami nieczystymi. Mowie siły nieczyste, bo oglądając fragmenty w Internecie, trudno mi było oprzeć się wrażeniu, że mamy do czynienia z opętaniem w jego klinicznej postaci. To nie jest żadna gra aktorska, to jest histeria grupy ludzi, w których jak to się popularnie mówi ‘wszedł diabeł’. Bez egzorcysty lepiej się tam nie zbliżać. Wkoło tego teatru ludzie powinni się modlić o przepędzenie sil nieczystych a przynajmniej, żeby pozostały one tam, w teatrze, zamiast jak jakaś zaraza, roznieść się po świecie. I na tym trzeba poprzestać.
Początkowo wydawało mi się, że siły trzymające władze robią olbrzymi błąd nie zakazując natychmiastowego zaprzestania satanistycznych orgii. Ze bladzi, nie zamykając aktorów, reżysera a przynajmniej dyrektora teatru. Teraz nie tyle, że złagodniałam w swojej ocenie tego co tam się wyprawia, ale doszłam do wniosku, że poza modlitwami o których wyżej wspomniałam, należy opętanych satanistów udających aktorów, pozostawić samym sobie. Za to trzeba dotrzeć do wszystkich Polaków z opowieścią o tym, o bluźnierstwach, o nawolywaniu do morderstwa, o haniebnych praktykach publicznie praktykowanych, na które tylko zboczony lub chory człowiek potrafi się zdobyć. No i jeszcze trzeba powtarzać na okrągło, że to Hanka Gronkiewicz Waltz dala pieniądze na ten satanistyczny pokaz, i mówić kto jeszcze z platformy lub nowoczesnej zachwycał się tym pokazem poza Schering-Wielgus. Trzeba tych ludzi zapamiętać, i nie pozwolić, żeby wyborcy o nich do czasu wyborów zapomnieli, i żeby pamiętali które to partie oni reprezentują. A wtedy PiS już nie musi wiele się wysilać, bo i tak będzie miał zapewniona władze przez lat 30 bez mała. Na tyle przynajmniej wycenił długość panowania PiSu sam Giertych, kiedy na falach TOK FM u z przerażeniem dywagował jakie szkody siłom totalnej opozycji wyrządził przybłęda z Bałkanów. I tu się po raz pierwszy z Giertychem zgadzam. Wyrządził on, ten bałkaniec, niepowetowane szkody partiom, z których wywodzą się obrońcy seansów satanistycznych, udających sztukę. A wywodzą się oni – powtórzę gwoli zapamiętania – z Platformy i z Nowoczesnej. Bo trzeba o tym pamiętać. Dla wyborców niech to będzie papierek lakmusowy, który już się zabarwił. Każdy porządny człowiek miał już czas, żeby się od tych antypolskich i antykatolickich wybryków odciąć. Jeśli tego nie zrobił, jeśli nie potępił swoich partyjnych kolegów, to znaczy ze jest po tej samej stronie. Po stronie zła.
Powie ktoś, pani to tak się uwzięła na ta opozycje i jak papuga powtarza choćby nawet nie to samo, to jednak zawsze widzi pani zło tylko po jednej stronie. No to może gwoli zadania kłamu tym wszystkim którzy tak twierdza przejadę się trochę – a co mi tam – i po naszej opcji. Robiłam to już nie raz, jednak chyba trochę za subtelnie, bo nikt jakoś nie zauważył. Wiec dzisiaj, może jeszcze nie prosto z mostu, ale już nie tak subtelnie postaram się powiedzieć kilka słów o tym co złego się dzieje po naszej stronie. W końcu jesteśmy między swoimi, a tych kilku kodziarzy, którzy mnie słuchają w Chicago, liczy się jak i ten cały ich KOD w Polsce. Zresztą, powiem państwu szczerze, patrząc na ta nasza opozycje, nawet z jej ulicą i zagranicą i wszystkimi Sorosami, dochodzę do wniosku, że niewiele już oni zdziałają.
Jeśli zaś PiS poniesie klęskę w nadchodzących wyborach, czy to samorządowych czy do parlamentu europejskiego, czy nawet do naszego własnego parlamentu, to będzie to tylko zasługa tych co w jego szeregach ciężko pracują, żeby społeczeństwo zrazić do siebie. Jeśli tak się stanie, jeśli PiS przegra to dlatego, że ludzie idąc do wyborów nie tyle będą głosowali za kim innym, co przeciw PiSowi. I dlatego – powiem, parafrazując Gomułkę – ‘należy mówić o wszelkich bolączkach w naszej partii’. Trzeba mówić, póki nie jest za późno. Zanim posunę się dalej w swoich rozważaniach, gwoli sprawiedliwości musze dodać, że jeśli PiS błądzi czasami, to nie jest to tylko wina PiSu. Słusznie powiedział prezes Kaczyński, że w braku opozycji, on sam musi pełnić role jednoosobowej opozycji w państwie polskim. O tym, że mimo tak wielu opozycjonistów, Polska nie ma innej opozycji, mówiłam już Państwu wielokrotnie. Bo ta, tzw. totalna opozycja nie jest żadną opozycją, żaden z niej pożytek, a raczej taki sam jak pożytek z człowieka, który nic innego nie robi po za tym, że stoi bezczynnie i wszystko co kto inny robi kwituje niezmiennie jednym okrzykiem: NIE!
A czasem, jak Schetyna – dodaje ‘hańba’, lub nawet ‘haniebna hańba’. Kiedy ostatni raz słuchałam prezesa PO w TOK FM, naliczyłam ze w pięciu zdaniach użyl słowa hańba w różnych jego postaciach bez mała piętnaście razy! Rozumiem, że już słów mu brakuje, ale żeby aż tak? Coś w tym musi być.
Totalna opozycja nie wnosi niczego do życia w Polsce, gdyż jej z uporem idioty powtarzanie owego NIE, nie ma żadnej wartości dla procesu politycznego w państwie. Nawet będąc największym przeciwnikiem rządów PiS, każdy przyzna, ze przecież choćby od czasu do czasu coś im dobrego wyjdzie. Ale jeśli opozycja, tak dobre jak i złe posunięcia rządu czy prezydenta komentuje tym samym słowem NIE, to kiedy ten wilk jest prawdziwy, a kiedy na niby? Żaden pożytek z takiego opozycjonisty, który nie wie co to kompromis, na którym przecież opiera się cala polityka w cywilizowanym świecie. Dlatego racje ma Kaczyński oznajmiając ze jest jedyną opozycją, jako że tylko on potrafi sensownie wytknąć błędy rządowi czy pojedynczym ministrom.
A niestety ministrowie są tylko ludźmi, widząc ze ci, którzy mieli być opozycją nie spełniają swej roli, czują się coraz bardziej panami na włościach, którymi przyszło im zarządzać. Zaczynają się oswajać z myślą, że wszystko im wolno. Zapominają, że w kolejnych wyborach, ich arogancja może wykroczyć poza granice wyrozumiałości tzw. suwerena.
A ze w tej chwili nie widać na horyzoncie żadnego przeciwnika? Nie szkodzi, zawsze jakiś Kukiz za piec dwunasta się pojawi. Pojawi się, i jeśli potrzeba odsunięcia od władzy PiS będzie wystarczająco silna, to ten ktoś nowy, kto wypunktuje ich wszystkie błędy, zyska sobie poparcie szerokich rzeszy społecznych. Nie pomogą im wtedy ani 500+ ani żadne inne pożyteczne ustawy, które rząd partii trzymającej władze ustanowił. Nie ma nic gorszego od arogancji władzy, gdyż może ona przesłonić wszelkie tej władzy osiągniecia. Jak dotąd, Jarosław Kaczyński okazywał się być genialnym strategiem politycznym, ale czy zdoła się sprzeciwić wyrastającym we własnej partii książątkom udzielnym? Tym którzy już dzisiaj ignorują zdrowy rozsadek i autorytet prezesa. A co będzie, jeśli władza do końca ich zdeprawuje? Jeśli zechcą zostać celebrytami i zamiast pracować będą brylować na salonach? Rozpędziłam się chyba nad miarę. Może dlatego że wszystko ostatnio jakoś w czarnych kolorach widzę.
Może nie jest aż tak źle. Jest jeszcze młody Morawiecki, jest też wielu innych ideowych ludzi w PiSie, którzy z pewnością będą próbowali dołączyć do konstruktywnej opozycji prezesa i przeciwstawić się niebezpiecznym tendencjom weteranów wojny wyborczej, którzy zamiast realizować program naprawy państwa, koncentrują się głownie na odcinaniu kuponów od zwycięstwa w minionych wyborach.
Miałam zamiar zakończyć dzisiejszy monolog kilkoma, najbardziej jaskrawymi przykładami na poparcie tego co dotychczas powiedziałam, jednak chyba zabrakło mi odwagi. Bo co jeśli się mylę, może zjawiska o których mowie są czymś normalnym w państwie, gdzie opozycja porzuciła swoje obywatelskie obowiązki, i zamiast konstruktywnie wytykać rządzącym ich błędy, zamiast walczyć o dobro kraju cały czas kombinuje, jakby tu w Polsce wywołać jakaś kolorową rewolucję, wyprowadzić niestabilne elementy na ulice, i do pomocy ulicy zaprosić zagranice?
Głupcy, powinni już zrozumieć, że ludzie nie wyjdą na ulice, żeby bronić ich utraconego koryta, Zaś zagranica już się pogodziła z tym, że jej jedynym partnerem w Polsce jest legalnie wybrany rząd. A oni, totalna opozycja, już tak daleko zabrnęłi w zaułek nienawiści, że nawet gdyby im się nagle oczy otwarły, nie potrafią przyznać się do błędu. Brnąć będą do samego końca po drodze, która donikąd ich prowadzi.
Żeby rozładować trochę tą ponurą atmosferę, w której się pogrążyłam opowiem państwu dowcip. Czy wiecie państwo, dlaczego my tu w Ameryce nie mieliśmy żadnej kolorowej rewolucji, żadnej próby majdanu? I dlaczego nic podobnego się tu nie zdarzy? Nie wiecie państwo? A to takie proste: Dlatego że u nas nie ma amerykańskiej ambasady.
Po zastanowieniu się musze przyznać: głupi to dowcip i zupełnie nie na miejscu. Chociaż nie mamy błękitnej, pomarańczowej, arabskiej ani majdanowej rewolucji to mamy wielu kolorowych rozgniewanych ludzi na ulicach. No i mamy tez swoje rozhisteryzowane parasolki. I wcale nie wiemy czym to się skończy.
Skoro już tak nikomu dzisiaj nie odpuszczam, to może na koniec przejadę się trochę po Polonii, tej tzw. patriotycznej Polonii, bo tej drugiej, nieraz się już ode mnie oberwało. Co było w tej materii do powiedzenia, już powiedziałam a na wyrost nawet kodziarzy okładać nie uchodzi.
Z grubsza mówiąc, to co widzimy tutaj, w pewnym sensie podobne jest do tego co jest w Polsce. Tyle, że skala nie ta, no i przede wszystkim nie mamy swojego Kaczyńskiego, zatem również nie mamy opozycji. I z tego powodu hulaj dusza piekła nie ma. Nasi polonijni patrioci, jak jeden mąż i żona w czasie wyborów się zjednoczyli. No prawie, bo już wtedy można było zauważyć zapowiedz przyszłych tzn. obecnych konfliktów na lonie tzw. polonijnej prawicy w Chicago. O ile wtedy zdarzały się pojedyncze przypadki wojny podjazdowej między zwolennikami, żeby nie powiedzieć wyznawcami poszczególnych kandydatów, to teraz te konflikty nabrały mocy i przybrały formę nowo powstałych organizacji zajętych głownie … zwalczaniem się nawzajem. Ostatni raz, kiedy można było zobaczyć zjednoczoną prawice chicagowską, był spęd kodziarzy pod Water Tower Place. Byli tam wszyscy, łącznie z tymi, którzy na co dzień widząc się, przechodzą na druga stronę ulicy. Jak z tego widać, na gwałt potrzebujemy wspólnego wroga, a tego obecnie ze świecą szukać. Bo jak się tylko jakiś pojawi, to zaraz sam się tak ośmiesza, że nasi zamiast zwierać szeregi do wspólnej walki, żarty sobie z niego, tego wroga stroją. A wspólny śmiech niestety nie łączy tak, jak wspólne zgrzytanie zębami. Dlatego dzielimy się na kilkuosobowe organizacje i … zgrzytamy zębami, na siebie nawzajem. I czekamy, każdy w swoim gronie na to, kogo władza w Polsce najbardziej wyróżni lub przytuli. A to medalem za zasługi, a to słowem pochlebnym, a to wreszcie może i jakimiś pieniędzmi. Jak dotąd, ci co po wyborach poszli w Polsce generały, ci, w których wierzyliśmy a nawet przeciw sobie wyznawaliśmy, nie kwapią się, żeby sobie o nas przypomnieć. Żadnych wyborów na horyzoncie nie widać to po co się mają wysilać albo chociaż pamiętać.
Chciałoby się krzyknąć: Ludzie, po co wam to? Wybory się skończyły! Wygraliście! Walczyliście o pryncypia, a nie o posady dla siebie w polskim parlamencie. Czy też o stanowiska w spółkach skarbu państwa. Czy też o jakąkolwiek finansową renumerację. Nawet nie o medale czy listy pochwalne.
Zycie idzie dalej, niesie ze sobą nowe wyzwania i nowe problemy. Trzeba się z nimi zmierzyć a nie wciąż przezywać walkę, która się skończyła.
Pomyślawszy nad tym przez chwile musze przyznać, że nic w tym wszystkim zdrożnego. Ot tam, takie przejawy naszego polonijnego folkloru. Jakie ja mam prawo, żeby się wymądrzać? Żadnego. Jedynie mam nadzieje, że kiedy zajdzie potrzeba, kiedy pojawi się wspólna sprawa, wspólne zagrożenie – to znowu się złączymy. Albo i nie. Może się przecież zdarzyć, że od teraz każdy będzie chciał się jednoczyć pod warunkiem, że pod jego przywództwem. Znamy z historii tego przykłady, oj znamy. Anyway jak będzie tak będzie, póki co nie jest tak źle, żeby trzeba wytaczać ciężkie armaty lub chociaż ręce załamywać. Co prawda, słuchacze – jak to oni maja we zwyczaju, donoszą mi, że niekiedy granice śmieszności przekraczane zostają i niektórzy wchodzą na teren grząski, moralnie niepewny. Jak zwykle tam – na ten grząski grunt – trafić można najczęściej z powodu pieniądza. Łatwy grosz nie śmierdzi. Tak mówili starożytni.
Nam ten pieniądz, który możemy wyrwać od polskiego rządu, tylko nie śmierdzi. Gdzie indziej zaś, mógłby być wydany z ogromnym pożytkiem. Naprawdę go potrzebują Polacy na Ukrainie, Białorusi, na Litwie, czy choćby po to aby sprowadzić rodaków z Kazachstanu. My sobie poradzimy, czyż nie? Zwłaszcza, kiedy tutaj jest wydawany na to co inni i tak za darmo od lat robili i dalej będą robić. Będą robić z poczucia obowiązku, bezinteresownym patriotyzmem zwanym.
Przecież w końcu nawet jeśli trzeba zapłacić, to czyż Polonusi nie raz już pokazali, że potrafią zebrać na opłacenie artysty, który, jak to artysta, musi żyć i za jedno mu wszelkie patriotyczne powody. Ma zagrać kawałek, zapłaci ktoś – zagra. Ma powiedzieć wierszyk – wynagrodzony odpowiednio – powie. Nawet jeśli go mierzi co mówi. Pamietacie państwo artystow, którzy z takim samym zapałem pod Water Tower z kodziarzami stali, jak i potem na imprezach patriotycznych zupelnie innej opcji, na scenie grali i śpiewali.
Nie sadze, że ci pierwsi im płacili, drudzy na pewno. Takoż samo z organizatorami. Owszem zdarza się, że bezinteresownie dają upust swoim patriotycznym powołaniom, ale nie za często. Jak się raz człowiek rzutki lub przedsiębiorczy przekona, że przy obecnej władzy, na patriotyzmie można zarobić, to jego rzutkość i przedsiębiorczość w dwójnasób się uwidoczni. Zaprosi do udziału tez kolegę i jeszcze paru i całkiem nieźle z tego wyżyje. Tak tutaj, jak i w Polsce. A ludzie widzą. I co? Ano nic, jako to ludzie, zgrzytają zębami. Potem odwrócą się plecami. Tacy z nich niewdzięcznicy, nie rozumieją ze w tym świecie, jeśli czegoś nie da się na walutę wymienić, to ono nie może być wiele warte.
No i na tym zaprzestane. Bo może nie jest aż tak źle. Kto to wie? Może te wszystkie przepychanki i malutkie przekręciki o niczym nie świadczą. Są tylko wytworem plotek przez zawistników uparcie rozsiewanych. A pod spodem, w samym swoim jądrze, Polonia jaką była, taką i pozostanie. Zwartą, silną i zawsze gotową pomagać sobie nawzajem i wszystkim potrzebującym. Albo i nie. To tyle na dzisiaj.

 Posted by at 9:21 pm

Sorry, the comment form is closed at this time.