Jun 072014
 

IMG_1437

Dzisiejszy Felietonik ===> tutaj.(audio)

Minęły trzy dni a zanim skończę ten mój cotygodniowy wysiłek – minie ich siedem. Być tez może, ze minie ich więcej, bo w tym tygodniu – już to wiem – nic się nie wydarzy w porównaniu z tym, co się będzie działo, kiedy Polacy świętować będą 25 lat post=komunizmu. Czyli za tydzień. Chociaż to nie do końca tak, ze nic się nie dzieje. Dzieją się dzieje, tyle ze nieoficjalnie, poza kurtyna lub w kuluarach. Nagłaśnianie tych wydarzeń niczemu nie służy i tylko niepotrzebnie przysporzyłoby reklamy przedsięwzięciom, których reklamować nie chcemy. Czyli byłoby laniem wody na młyn odwetowców, którzy z rozmaitych powodów i za duże pieniądze chcą zmienić krajobraz medialny polonijnego Chicago.
Poniedziałek – Maj 26.
Dzisiaj przenosimy się do Polski, bo wiele jest ku temu powodów.
W zasadzie powinnam poczekać do jutra, bo jest święto i kobieta pracująca powinna odpoczywać lub spać. W żadnym wypadku nie pracować. Ani w ogródku ani w kuchni. Niech pies lapie muchy w kuchni, niech ogródki zarastają chwastem, a ja zamiast plewić ziele albo z psem się użerać usiądę sobie przed komputerem i sprawdzę pobieżnie, co tam panie po wyborach. Powiedziałam pobieżnie, bo o szczegółach – choćbym nie chciała – i tak dowiem się od państwa po w poł do szóstej wieczorem.
Albo jeszcze wcześniej droga elektroniczna od moich stałych informatorów. Otwieram pocztę i rzeczywiście maili pełno, a co drugi to bardziej radosny. Okazuje się, ze w końcu wygraliśmy. A już zaczynałam ulegać piso-sceptykom, którzy od jakiegoś czasu próbują mnie przekonać, ze PiS nigdy nie wygra. Mówią mi, spodobało się PiSowi w opozycji i tam postanowił pozostać. Żeby potwierdzić wyborcze doniesienia emalii, również pobieżnie poczytam teraz, co na rozmaitych stronach piszą w tym samym temacie. Czytam, czytam i czytam i oczy przecieram. Co się okazuje? Okazuje się, ze PiS jednak nie wygrał a tylko o mało, co i by wygrał. Dziwi natomiast – co widać już na pierwszy rzut oka, ze Platforma stawała na głowie i długo zwlekała z tym, aby ogłosić swoje zwycięstwo. Dziwi, bo przecież i tak te wysiłki nie zmienia ilości posłów, których wyśle do Brukseli.

Wtorek – Maj 27.
Już mnie nie dziwi upór Platformy, żeby unieważnić tych kilka tysięcy pisowskich krzyżyków. W dzisiejszym Wall Street Journal napisali dużymi literami: Poland’s Ruling Party Wins EU Vote. Prawdopodobnie takie same tytuły rozbrzmiały w całej Europie a już z pewnością w Germanii. Co napiszą w tamtejszych zeitungach jest dla premiera najważniejsze. Pani Kanclerz innej prasy z pewnością nie czyta, a już z cala pewnością nie czyta tej polskiej prasy, która nie jest w niemieckich rękach. No, bo gdyby nawet chciała to długo by musiała szukać.
Rodzi się pytanie, dlaczego panu premierowi zależy na tym żeby pani kanclerz dowiedziała się o jego zwycięstwie? I od razu nasuwa się odpowiedz: A no, dlatego, iż obawia się utraty jej zaufania. Utraty zaufania w jego zdolności do przekuwania słów w czyny. Jej słów w swoje czyny. Samo to, ze stara się w lot odczytywać pani kanclerz zamiary, artykułować je bez błędu i bez zająknięcia – nie wystarczy. Potrzeba żeby wszyscy Polacy jak jedna rodzina podzielali te zamiary i uznawali za swoje. I tak, pani kanclerz powiedziała w ubiegłym tygodniu, ze niech tam kto inny robi co chce w sprawie Ukrainy, Niemcy będą stały na straży przyjaźni z Putinem a już na pewno na straży gazociągu przeciągniętego po dnie Bałtyku. Kiedy tylko pani kanclerz odsłoniła swoje dysydenckie względem zjednoczonej Europy zamiary to pan premier natychmiast przestał używać ostrych i niegrzecznych słów na określenie rosyjskiej polityki zagranicznej. Nie koniec na tym, również zdał sobie publicznie sprawę z tego jak niedojrzałym i niewyparzonym pomysłem była jego propozycja w sprawie solidarności energetycznej. No i oczywiście nie zapomniał poinformować społeczeństwa, ze widzi demokratyczne elementy w postepowaniu Putina.

Środa – Maj 28.
Wrzawa wkoło wyników niedzielnego glosowania nie milknie. Poseł Macierewicz, w przeciwieństwie do premiera Tuska nie rozumie niuansów polityki międzynarodowej i domaga się, żeby przeliczone glosy przeliczyć raz jeszcze. Co prawda Wall Street Jurnall i inne międzynarodowe publikatory nawet w przypadku odkrycia masowych przekrętów w niedzielnych wyborach, temat przemilcza. Dla nich sprawa jest zamknięta. Wiadomość o wydarzeniach z przed tygodnia już nie jest wiadomością. Zycie idzie naprzód i trzeba w pisaniu dotrzymywać mu kroku. Chyba ze chodzi o tematy wiecznie żywe. Tu, – chociaż nie mam czasu na dygresje – przypomniało mi się jak w dawnych czasach skandowano na zebraniach aktywu robotniczego: Stalin żył, Stalin żyje, Stalin wiecznie będzie żył. No, ale to inny temat i ta uwaga na marginesie miała tylko pomoc w zrozumieniu tego, czym są sprawy wiecznie żywe. Jak właśnie Stalin, który chociaż umarł to za kilka tygodni na nabrzeżach Normandii znowu będzie żył.
Z drugiej strony – wracając do przeliczania głosów – tak naprawdę nie rozumiem, o co posłowi Macierewiczowi chodzi. Czegokolwiek by nie odkrył, nie zmieni to w żaden sposób stanu świadomości społecznej. Kto już wiedział, ze platforma – mówiąc delikatnie – gra znaczonymi kartami to dalej będzie o tym wiedział.
Kto w to nie wierzył to nawet gdyby mu na sile otworzyć oczy i tak prędzej uwierzy, ze to jakieś pisiory specjalnie oszukiwali na swoja niekorzyść niż ze ktoś z Platformy stracił kryształową uczciwość. A reszta, która dotychczas wykazywała zupełną obojętność wobec zachowania polityków, wzruszy ramionami i dalej pójdzie swoja droga. Ta trzecia grupa, większa od obu pozostałych to są ci, którzy nie poszli do glosowania. Ani do tego ani do poprzednich.
Żeby nie być bezpodstawnie posadzona o brak obiektywizmu, dodam od razu, chociaż tylko na marginesie – iż znane mi są również wśród sympatyków PiS podobne przypadki szeroko zamkniętych oczu.
Wybory na Ukrainie skończyły się wbrew moim obawom prawie bezkrwawo. Wygrał oligarcha, który będzie wyciągał ręce na wschód i na zachód. Rodzi się naturalne w takich przypadkach pytanie: czy okaże się być spokojnym cielęciem, które dwie krowy potrafi wyssać, czy tez osiołkiem, któremu w dwu żłobach dano. Owies i siano.
Pesymiści – jak to pesymiści – zaczynają podejrzewać, ze ani jedno ani drugie a tylko nowa grupa oligarchów się dobrała do żłobu a ludziom na Ukrainie będzie tak samo jak dotąd. I będzie tak do czasu, kiedy następny oligarcha lub kandydat na takowego dojdzie do wniosku, ze dosyć tego i sam zaciągnie pożyczkę pod zorganizowanie następnego majdanu.
Biorąc pod uwagę niezadowolenie społeczne z pewnością uda mu się, bo i chętnych do sfinansowania kolejnych rewolucji tez nie brakuje. Jak to mawiają spekulanci giełdowi, największe pieniądze robi się wtedy, kiedy ulicami płynie krew. Jeszcze inni specjaliści mówią, ze sprawa była z góry ukartowana w celu przekazania Krymu Rosji, co i nastąpiło a teraz trzeba tylko cierpliwie czekać żeby zobaczyć, co jeszcze zostało ukartowane. Ja osobiście mam podzielone zdanie a mówiąc bardziej szczerze zupełnie straciłam orientacje w tych rozgrywkach. Być może, jeśli zobaczę uśmiech na twarzy Putina kiedy będzie podawał rękę nowemu prezydentowi to mi się trochę przejaśni. A propos nowego prezydenta, czy to tylko moje wrażenie czy tez rzeczywiście mówi on lepiej i chętniej po angielsku niż we własnym języku? Hospody pomyłuj!
Czwartek Maj 29.
Satanista Nergal po wyrzuceniu z Rosji, w drodze do Polski zatrzymał się na Białorusi. Mówi, ze będzie śpiewał. Jednak należy domniemywać, ze teraz będzie śpiewał cienko i pozostanie tam dopóty dopóki nie dowie się, o co tak naprawdę chodzi z tym nowym procesem jemu w Polsce wytoczonym. Przecież już wszystko zostało przyklepane, wyrok uniewinniający zapadł a tu taki siupriz. Osobiście przewiduje, ze poprosi Łukaszenkę o azyl polityczny, bo jego sprawy nie maja się za dobrze.
Kto wie czy po takim zastrzyku eurosceptyków, jaki dostała Bruksela cos się nie zmieni i czy odmieńce wszelkiego autoramentu i maści nie utraca swojego raju w Europie. W końcu urzędnicy euro związku niczego tak się nie boja jak tego, ze mogą potracić swoje intratne stołki. Zasady zasadami, ale jak im zjednoczeni podatnicy Europy przestana płacić za ich idiotyczne eksperymenty to szybko porzuca rozmaite agendy liberastów i będą szukać schronienia w kościołach. A wtedy miej panie Boze w opiece wszelkiej maści satanistów, genderowców, wielbicieli wielorybów oraz zagrożonych wymarciem muszek rozwielitek. Kto wie, może nawet wędzona kiełbasę uda się uratować? No, bo jak się raz wahadło zatrzyma i zacznie ruch w druga stronę to wiele może się zmienić. A chyba wreszcie doszliśmy do punktu, ze wahadło już dalej na lewo nie pójdzie.
Piątek – Maj 30.
Europa dalej na czele wiadomości światowych. Już chyba wszyscy – za wyjątkiem szefa polskiego MSZu – zrozumieli jak należy interpretować wyniki wyborów i ze należy szybko cos zrobić, aby przypodobać się tym których jeszcze tydzień temu nazywano ksenofobami, homofobami, zaplutymi karzełkami z ciemnogrodu. I nie tylko o Polsce tu mowa, a może nawet o Polsce w najmniejszym stopniu. Polska ma teraz inne sprawy na głowie, z którymi musi się uporać.
Przede wszystkim musi pogodzić obchody z okazji zwycięstwa nad komunizmem z przywracaniem do łask, co większych prominentów tamtej epoki. Jeśli by ktoś ogłosił konkurs na największy idiotyzm powiedziany przy okazji szukania kompromisu w tej sprawie to z pewnością wygrałby Olbrychski, który dal glos i obwieścił ze gdyby błogosławiony Jerzy Popieluszko dożył do pogrzebu Jaruzelskiego to z pewnością byłby jednym z koncelebrantów mszy pogrzebowej.
Nie daleko z tylu pozostałby jakiś polityk platformy – nie pomne nazwiska – który chwaląc wolność wywalczona przy okrągłym stole użyl, jako przykładu trzy miliony młodych ludzi którym w ostatnich latach pozwolono uciec z Polski za chlebem. Cos w tym jest, dawniej musieliby wegetować na bezrobociu albo tez tworzyć nowa solidarność. A tak proszę, skorzystali z wolności i nomenklatura problemu nie ma. Wprost przeciwnie – jeszcze jeden sukces sobie odhaczyła.
No i proszę, piątek popołudnie, dokładniej już jest za piec piata, pora program zaczynać a mój felietonik nie jest gotowy. Ze tak będzie od samego początku podejrzewałam – prorok ze mnie czy co? Chyba spróbuje zagrać w totolotka.
Minął weekend. Poniecham na chwile tradycyjnego od dwóch tygodni sposobu spisania piątkowego monologu i zamiast dzień po dniu, opowiem o niektórych myślach, które mi chodzą po głowie. Już widzę, iż nawet małego ułamka tego, co chciałabym powiedzieć nie uda mi się zmieścić w kilku minutach, które mi pozostały. Nic to, będziemy wracać do wydarzeń mijającego tygodnia przez długi czas.
Wydarzyło się wiele ważnych i jeszcze więcej nie ważnych, ale głośnych wydarzeń. Oddzielić ziarno od plew to główne zadanie ambitnego obserwatora, za jakiego siebie uważam. Bez wątpienia ważna była wizyta prezydenta Obamy w Polsce, jakikolwiek można by mieć stosunek do niego – jest on prezydentem jedynego mocarstwa na świecie. Ważnym jest to, co powiedział o roli Polski w wyzwoleniu i demokratyzacji wschodniej Europy. Jakoś tak się w ostatnich latach utarło w świadomości powszechnej, ze upadek imperium sowieckiego rozpoczął się od upadku muru berlińskiego. Podobnie jak to, ze druga wojna światowa rozpoczęła się w czterdziestym pierwszym roku. I to, ze Polacy z bliżej nieokreślonymi nazistami zgotowali Żydom holocaust. I wiele innych bzdur, które wprowadza do podręczników historii zjednoczona Europa na wyraźne zamówienie swoich liderów. Dlatego ważnym jest prezydent USA podkreślił kilka razy, iż wszystko zaczęło się w Polsce. I ze powiedział to w Warszawie a Berlin w ogóle pominął w swojej podroży do Normandii.
Pomysł żeby przyjąć 4 czerwca, rocznice wyborów do sejmu kontraktowego za dzień, w którym Polska będzie celebrować odzyskanie wolności jest również ważny, bo znamienny.
Jest wiele innych dat w historii ostatnich dziesięcioleci, które można było wybrać. Wybrano jednak dzień, w którym na mocy porozumienia zawartego przy okrągłym stole odbyły się wybory do zakontraktowanego sejmu. Sejm założycielski – można by powiedzieć, owijając w bawełnę to, co się naprawdę wtedy stało. W tym dniu do władzy doszła postkomuna i już jej nie oddala. Były jeszcze próby odkręcenia, zakończyły się ostatecznie dokładnie trzy lata później. Potem już prawie tylko było z górki. Teraz obchodzimy – oni obchodzą wielki jubileusz. Bez jubilata. O solidarności wszyscy celebrujący solidarnie zapomnieli.
Na szczęście poza Polska nie wielu rozumie niuanse polskiej rzeczywistości. Tym brakiem zrozumienia tez należy tłumaczyć wiele ze stwierdzeń Obamy, które jak zgrzyt żelaza po szkle zabrzmiały w uszach Polaków. Należy mu je wybaczyć ze względu na wszystko inne, co o nas powiedział.
Teraz po 25 latach można sobie tylko pomarzyć, ze los na nowo rozda karty. Zresztą jakby to mogło się wydarzyć? Przekreślić wszystko, co w tym czasie zbudowano i zaczynać na nowo? Przecież jest lepiej.
Cytuje – nie pamiętam za kim – „Przez te wszystkie lata wyładniały miasta i wsie, poprawiła się infrastruktura. Trzeba docenić możliwość zabrania dziecka do aquaparku, obejrzenia meczu na porządnym stadionie, kupienia dobrego samochodu na kredyt. Cieszyc się, że w granicach Unii Europejskiej można poruszać się bez paszportu. Skala zmian na lepsze, które przyniosła transformacja jest ogromna,  tego nie można zanegować” – koniec cytatu.
Z drugiej strony – cytuje znowu, dalej nie wiem kogo –
„Pogłębia się rozwarstwienie polskiego społeczeństwa, zwłaszcza pod względem majątkowym. Nastąpił upadek publicznej służby zdrowia. Nie widać żadnych perspektyw na godziwe emerytury dla obecnych płatników systemu. Bez legalnej pracy pozostaje w kraju jedna czwarta młodych Polaków, a ponad dwa miliony przebywa na emigracji gdzie służy za tanią siłę roboczą. Polskie sądy nie zajmują się wymierzaniem sprawiedliwości, prokuratura nie jest zaś w stanie doprowadzić do skazania nawet przestępców formatu bossów mafii pruszkowskiej. Dług publiczny zbliża się do astronomicznej sumy biliona złotych, a w tym samym czasie rozpasanie klasy rządzącej przybiera coraz bezczelniejsze rozmiary. W kwestii ideologicznej nastąpiła natomiast zupełna relatywizacja poprzedniego ustroju. Tutaj najłatwiej zauważyć więzy łączące IIIRP ze swoją poprzedniczką. Na piedestał wynoszone są postacie, które dopuszczały się zbrodni i przez dziesięciolecia ciemiężyły naród, a pamięć o ofiarach próbuje się zrównywać z pamięcią o oprawcach. Fałszuje się historię, tak by pasowała do obecnej narracji.”
Koniec cytatu. Tak rożnie widza polska rzeczywistość ludzie po dwu stronach wielkiego podziału: oni i my. Hurra optymiście przypisującego wszelkie pozytywne zmiany Platformie można powiedzieć: To, co się stało jest głownie zasługą skoku cywilizacyjnego, który wreszcie dotarł w najodleglejsze zakątki świata. Smartfony i telewizje kablowa można znaleźć nie tylko w Polsce, ale i na Białorusi czy w jakimś bantustanie w dżungli. Tak samo autostrady i dostęp do kredytu. Pesymiście można powiedzieć, ze wiele z tych negatywnych zjawisk to rzecz powszednia w dzisiejszym świecie. Nawet w Ameryce wiele z nich można odnaleźć. Może skala tych zjawisk jest rożna w różnych miejscach, ale wszędzie gdzie są ludzie jest tak, ze jednym jest lepiej drugim gorzej. Czy jest się wiec z czegoś aż tak cieszyć jak się cieszą polskie media w tych dniach lub aż tak rozpaczać jak rozpaczają głównie ci, co sami woleliby znaleźć się w tej chwili po drugiej stronie barykady? Jakby się potoczyły losy Polaków, gdyby 25 lat temu nie dogadano się z komuna? Inni by zostali wybrańcami losu, a dzisiejsi krezusi może by nawet przebywali w więzieniach. Zostawmy wiec na chwile wzajemne oskarżanie się, kłótnie a nawet drobne złośliwostki i spróbujmy popatrzeć ponad podziałami na to, co się stało w tym tygodniu w Polsce.

Ironia losu dotknęła PiS, bo to właśnie ta partia od lat zabiegała o względy Amerykanów, próbowała ich przekonać ze Polacy są w stanie reprezentować interesy amerykańskie w tej części świata lepiej niż ktokolwiek inny. Prezydent Lech Kaczyński miał kiedyś wyrazić się, ze nie ma nic przeciwko temu, aby zostać Sharonem Europy. Trzeba było aż ukraińskich wydarzeń, żeby animatorzy światowej polityki w Washingtonie zrozumieli, ze więzy łączące Rosje i Niemcy są silniejsze niż wszelkie idealistyczne nadzieje, jakie pokładali oni w Unii Europejskiej. Wizja prezydenta Lecha Kaczyńskiego o roli, którą może i powinna odegrać Polska ożyła w przemówieniu prezydenta Stanów Zjednoczonych. Większość Polaków została przyjemnie podbudowana jego słowami, wielu poza Polska te słowa zdziwiły, jeśli nie zdumiały. Na skutek zmian w geopolitycznej mapie świata które nastąpiły w ostatnich miesiącach, przed polska stanęła wielka szansa, może większą niż jesteśmy w stanie sobie wyobrazić. Dokładnie taka, o jakiej marzył nasz poprzedni prezydent. Jak już powiedziałam – nieodgadniona ironia losu sprawiła, ze to nie jego partii przyjdzie wprowadzać ja w życie. Czy obecni przywódcy staną na wysokości zadania, zrozumia historyczne znaczenie tej chwili i wykorzystają ja w interesie Polaków? Nie przeciwko Niemcom czy Rosjanom, ale przede wszystkim we własnym interesie. W dzisiejszym świecie nie ma krajów naszego pokroju niepodlegających czyimś wpływom.
Jak dotąd w Polsce mieliśmy dwa obozy, dwa ośrodki władzy nawzajem idące sobie na rękę. Prezydencki obóz reprezentujący wpływy rosyjskie i premierowski realizujący interesy Niemiec. W słowach Obamy można było zobaczyć trzecia opcje. Bedzie wielka strata dla naszego kraju, jeśli obecni przywódcy Polski nie skorzystają z niej, nie staną na wysokości zadania. Wobec takiego zaniechania zbladłyby wszystkie ich dotychczasowe winy, którymi – może słusznie, może trochę na wyrost ich się obarcza. To będzie prawdziwy test tego, jakimi są Polakami i ile prawdy jest w zarzucanych im zdradach interesów Polski.
Zdaje sobie sprawę, ze być może zbyt optymistycznie wczytowywyje się w słowa Obamy. Jednak czy było to tylko czcze gadanie i okolicznościowe frazesy – tak niespotykane ze strony prezydenta USA – dowiemy się szybko. Tak szybko jak szybko Ukraińcy zorientowali się, na jaka pomoc ze strony Niemiec mogą naprawdę liczyć. I jak szybko zorientowali się Amerykanie ze Unia Europejska pod przywództwem Niemiec i Francji ma nie do końca takie same cele w polityce wobec Rosji. Zobaczymy, czy za pierwszym miliardem pójdą następne i to nie tylko na cele wojskowe. Nawet, jeśli konflikt z Rosja w sprawie Ukrainy zostanie zażegnany to wszystko wskazuje na to, iż Amerykanie zrozumieli wreszcie ze potrzebują w tej części świata bardziej oddanego sojusznika, który stanie na czele interesów państw środkowej Europy.
Zdolnego przeciwstawić się tak Rosji jak i zaprzyjaźnionym z nią Niemcom. Takiego, jakim chciał zrobić z Polski prezydent Lech Kaczyński. Chciałabym, żeby Amerykanie zainwestowali w nas tak jak kiedyś zainwestowali w Izrael. Tak mi się marzy i mam nadzieje, ze nie jest to tylko takie tam babskie gadanie. I marzy mi się tez, ze PiS się otrząśnie ze swojego letargu czy tez zmęczenia sukcesem w ostatnich wyborach. Czy cokolwiek to jest. Bo czas leci i nikt nie śpi a już na pewno nie marnują czasu ministrowie spraw zagranicznych Niemiec, Rosji i Polski, którzy spotkali się właśnie w Kłajpedzie. Chyba dla podsumowania wizyty prezydenta Obama w Polsce, bo tak nagle, po cichu i tylko małym drukiem komunikat MSZu o tym doniósł. Nawet Twitter Sikorskiego tym się nie pochwalił wiec cos najwyższej wagi musiało być tam omawiane. Zawsze podejrzewałam ministra o pielęgnowanie kontaktów nawiązanych podczas pobytu w Afganistanie i chyba nie pomyliłam się.
Niestety czas mi się kończy i ani tej sprawy ani spotkania w Normandii ani tylu innych spraw, które na to zasługiwały nie udało mi się poruszyć. Nic to – jak mówił pan Michał – za tydzień tez jest piątek. A wcześniej poniedziałek i już zapraszam państwa do podzielenia się ze mną i innymi słuchaczami swoimi przemyśleniami.

 Posted by at 11:14 am

Sorry, the comment form is closed at this time.