July 15, 2011 at 10:43 pm
· Filed under Felietoniki Piatkowe
Minely tygodnie, wiele z nich minelo. Czy raczej wiele ich minelo. Niby to samo, a jednak subtelna roznica jest. Nie bede nawet probowala rozwodzic sie nad tym w czym tkwi roznica, bo juz widze co by bylo gdybym jednak. Bylby margines na marginesie i kolejny margines z wieloma odsylaczami jesli juz nie do pekatych woluminow na polkach bibliotecznych to przynajmniej do rozmaitych stron wikipedii. A przeciez tak nalezaloby robic zawsze kiedy chcemy cos precyzyjnie powiedziec. Inaczej ryzykujemy, ze znowu ktos nas zle zrozumie, a zrozumiawszy zle czyli na opak, natychmiast … ale o tym potem, jesli starczy czasu.

Teraz tylko powiem, ze nawet tlumaczac dlaczego nie zamierzam tlumaczyc juz sie uwiklalam tak, ze nie wiem jak ten watek sensownie zakonczyc i przejsc od razu do rzeczy. Bowiem sprawa nie jest blaha, czesto chcac cos innym przekazac, uzywamy skrotow myslowych – prosze nie mylic z mysloksztaltami, ktorych unieszkodliwianie, jak sie dowiadzialam z listu sluchaczki, stanowi calkiem intratny buzines dla specjalistow od mysloksztaltow i ich radiowych propagatorow. Zeby nie bylo watpliwosci, moja zlosliwosc byla zamierzona – i nie jest przejawem zlego humoru, wrodzonej zlosliwosci lub innymi efemerycznymi idiosynkrazjami a jedynie swiadczy, ze ciagle do swietosci mi daleko, gdyz nie potrafie nadstawiac drugiego policzka. Powiem wiecej, oddaje z nawiazka, aczkolwiek nie wymieniam nazwiska.
Wytlumaczywszy swoj sprzeciw przeciw merkantylnemu zabijaniu mysloksztaltow – w koncu Bog je po cos stworzyl, czyz nie? – wracam do skrotow myslowych, ktorych to uzywamy bez opamietania nawet nie zastanowiwszy sie co z tego wynika. Co innego, kiedy uzywamy ich swiadomie. Wtedy nie tylko wiecej mozemy powiedziec ale czasami nawet wogole cos mozemy dzieki nim powiedziec. Taki poeta na ten przyklad. Gdyby nie owe skroty, jego wiersze bylyby – nie ujmujac niczego Czestochowie – niczym wiecej niz rymami czestochowskimi. A on sam poeta z glowa nie ta. Aha, zanim zapomne, czy wiecie juz panstwo, ze mysloksztalty moga byc przechowywane w saszetkach a umiejetnie uzyte pozwalaja pozbyc sie cholesterolu, swierzbu, zawrotow glowy i kaca. Oczywiscie kluczem jest tu “umiejentnie uzyte”. Jesli ktos uzyje mysloksztalta w sposob nieumiejentny to moze nabawic sie takich klopotow, ze nawet zaden Mongolczyk nie pomoze. Dalszy ciag / Read the rest »
Permalink
May 6, 2011 at 5:45 pm
· Filed under Felietoniki Piatkowe
(==>audio< ==)Minely swieta. Minal pierwszy maj, trzeci maj – tylko kilka tygodni a tyle wydarzen. Od razu zapowiem, ze ani slowa nie powiem dzisiaj o beatyfikacji polskiego papieza. Nie przystoi mieszac tematu tak podnioslego z przyziemnymi sprawami polityczno-obyczajowymi. To powiedziawszy przyznam, ze nie mialam nawet czasu zeby usiasc i podumac. Bo tylko usiasc to czas mialam – jak kazdy kto w tych dniach nie odstepowal telewizora. Nawet ci, ktorzy na codzien – tak jak ja – od najgorszych wymyslaja gadajacym glowom ktore zapelniaja ekran w przerwach miedzy reklamami.
A skoro nie mialam czasu, zeby wlasnym rozumem sie posluzywszy zrozumiec cos z tego co sie dookola wyczynia to o czym mi mowic w ten piatkowy wieczor? Hm, moglabym, wzorem wielu wspomnianych wyzej gadajacych glow, wybrac sobie pierwszy lepszy temat a potem gadac i gadac byle co. Gadac co mi slina na jezyk przyniesie baczac jedynie by sie nie przejezyczyc niechcacy lub w sposob zamierzony. Chocby tak jak dziennikarz z Fox’u, ktory w niedziele wieczorem, potem sie poprawiwszy, najpierw wyrazil swa radosc z powodu smierci Obamy. Moglabym tak wlasnie dlugo i o niczym opowiadac siejac spustoszenie w glowach sluchaczy lub przynajmniej pograzajac te glowy w odmetach zametu. Dalszy ciag / Read the rest »
Permalink
April 1, 2011 at 3:50 pm
· Filed under Felietoniki Piatkowe
Dzisiaj nietypowy felietonik, dlatego nawet o przemijaniu tygodni nie wspomne tylko od razu przejde do rzeczy i wyjasnie, ze dzisiaj bedzie o tym co mowia inni. Nie tyle zreszta mowia, a co pisza. Jeszcze dokladniej – napisali a teraz chca opublikowac w formie ksiazki. Niejeden ze sluchaczy slusznie zachnie sie w tym miejscu. Kto dzisiaj czyta ksiazki! Do dobrego wrecz tonu nalezy, na pytanie co ostatnio czytales, westchnac z bolem na twarzy i odezwac sie w te slowa: Skad ja mam wziac czas zeby czytac. Tak ciezko musze pracowac. I tu nastepuje wyliczanie majace potwierdzic, ze bardzo ciezka i ze bez tej pracy swiat by sie przekrecil. Takie juz czasy nastaly – jesli ktos czyta to najwyzej o tym, ze cos zosatalo napisane. Mimo to odbywaja sie ogolnonarodowe debaty na temat tresci ksiazek, ktorych nikt nie mial w reku. Na przyklad ksiazka niejakiego Grossa.Pol roku przed ukazaniem sie ksiazki dyskusje doprowadzaly dyskutantow do bialej goraczki. Nie wiem co bedzie, kiedy ksiazka wreszcie znajdzie sie w ksiegarniach? Moze juz tam jest? Nie jestem pewna, nie sprawdzalam. Zaden w miare inteligentny czlowiek, ktory jakims trafem przeczytal jedna jego ksiazke nigdy zadnej innej tegoz autora nie powinien brac do reki. Wiadomo – raz oszust, zawsze oszust. Zycie jest zbyt krotkie zeby dawac jeszcze jedna szanse byle oszustowi. Pozatym tyle jest ksiazek dookola, trzeba byc niezle porabanym – jak mowia malolaty, zeby zajmowac sie takimi propagandowymi paszkwilami. Ale ja nie o paszkwilach dzisiaj, a o porzadnych ksiazkach. Ksiazki, nikt ich nie czyta a ludzie ciagle pisza nowe.
Pisza z potrzeby serca, albo dlatego ze moga. A dzisiaj moze kazdy. Nawet maszyny do pisania nie trzeba. Nie trzeba rowniez konczyc zadnych szkol. Ot pare szuczek wystarczy. Jak zrobic cut, jak zrobic paste i juz jest sie pisarzem. Moze to jest rowniez jednym z powodow dlaczego tak rzadko ludzie czytaja – tyle zapisanej makulatury lezy na polkach ksiegarskich. A klasyki czytac nie przystoi, to tak jakby sie przyznac iz ma sie braki w wyksztalceniu. Uchowaj Boze! No i jeszcze jedna wstydliwa sprawa, czytanie wymaga wysilku psychicznego jesli juz nie intelektualnego. Nikomu to sie nie kalkuje, zwlaszcza ze wystarczy wlaczyc telewizor lub radio i mozna uslyszec co w ksiazkach pisze. Ale zeby samemu czytac? Aha to juz bylo. Zaczynam sie powtarzac. Z tego wniosek, ze chociaz temat ktory sobie wybralam jest nieprzyjemny – najwyzsza pora zeby sie z nim zmierzyc. Dalszy ciag / Read the rest »
Permalink
March 4, 2011 at 5:53 pm
· Filed under Felietoniki Piatkowe
Minal tylko tydzien, a ja nie czekajac az minie ich wiecej rozpoczynam swoj piatkowy monolog. Mozna by pomyslec, ze z okazji zblizajacego sie milowymi krokami swieta klasy robotniczej podjelam stachanowskie zobowiazanie i bede pisac bez opamietania tak duzo az ilosc przejdzie w jakosc, a felietoniki piatkowe stana sie nimi naprawde. Jednak prawdziwy powod dla ktorego nie odczekalam przynajmniej dwu tygodni jest to, iz pomyslalam sobie ze jesli powiedzialo sie A, to jesli juz nie cale abecadlo przynajmniej kilka dalszych liter nalezy powiedziec. Wiec dzisiaj bedzie na litere B. Zeby nie tracic czasu, przerwe wpol slowa dopiero co rozpoczety wstep i od razu przejde do rzeczy. Jednak zanim opowiem o kilku e-mailach otrzymanych w ostatnich dniach, opowiem historyjke posiadajaca optymistyczne zakonczenie. Cos co zbudzi nadzieje, iz czasami z sytuacji wydawaloby sie bez wyjscia mozna wyjsc z pokrzepionym sercem, odzyskana wiara w drugiego czlowieka a nawet z zyskiem. A zreszta, co ja bede wyciagac wnioski skoro kazdy moze to zrobic osobiscie. Otoz byl sobie farmer, nie sam byl lecz mial on trzech synow oraz 17 krow. Na lozu smierci podyktowal taki testament: najstarszy syn otrzyma polowe stada, sredni – trzecia a najmlodszy odziedziczy dziewiata czesc krow. Synowie zajeci smutkiem zwiazanym z odejsciem ojca, ani przez chwile nie spojrzeli w testament do czasu jego smierci. Natomiast tuz po niej, zasumowali sie szczerze.
Nie byli przygotowani na jakkikolwiek uboj krow, jednak z testamentu wynikalo, iz bez cwiartowania ktorejs z nich obejsc sie nie moze. Tak im zaczely mijac dni. Siedzieli w bezczynnosci owladnieci niemoca ktora na nich spadla z powodu trudnosci zwiazanej ze spelnieniem woli ojca. Krowy nie mialy sie lepiej i tez podupadaly na zdrowiu wskutek braku paszy tresciwej i naleznej im opieki. Dalszy ciag / Read the rest »
Permalink
February 25, 2011 at 6:28 pm
· Filed under Felietoniki Piatkowe
(==>audio< ==)
Tym razem nie minelo wiele tygodni, nie ma wiec powodu aby szukac wymowki, a znalazwszy ja, w charakterze wstepu do kolejnego monolgu piatkowego wykorzystac. Tym nie mniej, cos na wstepie powiedziec przystoi. Ot, chocby to, ze niezaleznie od tego co sie dzieje w Otwartym Mikrofonie - tydzien za tygodniem mija. Minelo lato i jesien. Zanim sie obejrzymy - zima przeminie.Moglabym dodac: lato, jesien i zimy polowa przeminely bo musialy. Jednak nie dodam. Ta informacja nie wnosi niczego wartosciowego do naszej rozmowy. Po pierwsze, kazdy wie, ze wszystko co jest przeminac musi. Po drugie, chociaz kazdy wie, to znajdzie sie nie jeden i bedzie upieral sie, iz nie koniecznie, bo musi to na Rusi a w Ameryce jest inaczej. A' propos Rusi … . Albo nie. Nie bedzie ani slowa o Rusi. Nie dam sie dzisiaj poniesc latwym tematom. Dzisiaj bedzie o sprawach trudnych i waznych. Zanim jednak do takich spraw przejdziemy, chocby pobieznie musze zaadresowac temat niepowazny jednak naprzykrzajacy sie i przez to – uzywajac slow ministra-radiowca – nie zezwalajacy aby spuscic nan zaslone milczenia. Juz kazdy domyslil sie – bedzie o Domaradzkim i jego kolejnym kaciku Lucji Sliwy. Tak jest, niczym s.p.prezes Moskal w Dzienniku Chicagowskim, doczekalam sie wlasnego kacika w Dzienniku Zwiazkowym. Inne czasy, inna gazeta inni ludzie a kacik podobny. Podobny bo przyswieca mu cel taki sam: wzbudzic zainteresowanie przechodnia na tyle, zeby ten przystanal, grosz wyslupal i gazete zakupil zamiast pojsc i za niewydany pieniadz kupic dziecku cukierka. Wiadomo, ludzie sa jacy sa, od ust sobie odejma a plotki z magla nie przepuszcza. Nic na to nie poradzimy. Co prawda, w przypadku gazety – jak pokazuje historia – metoda magla na podniesienie stopnia poczytnosci jest bronia obosieczna. Dalszy ciag / Read the rest »
Permalink
February 4, 2011 at 8:26 pm
· Filed under Felietoniki Piatkowe
(==>audio< ==)

Poniewaz minelo wiele tygodni, przyszedl czas na kolejny felietonik piatkowy. Od razu wyjasniam, ilosc minionych tygodni nie byla jedynym ani najwazniejszym powodem dla ktorego ten czas przyszedl. Bez wchodzenia w szczegoly dodam, ze zaistnialy ku temu inne wazne powody, ktore mozna by nazwac czynnikami wewnetrznymi, zewnetrznymi i naciskami ze strony sluchaczy. Wplywu zadnego z tych powodow nie bede precyzowac, jedynie dodam, ze na podjecie trudnej decyzji o przedstawieniu Panstwu dzisiejszego monologu zawazylo rowniez to, ze coraz czesciej zdarza mi sie konstatowac, iz obecny stan swiata wskazuje na to, ze stoi on na glowie. Wszedzie i coraz czesciej widze symptomy tego – badz co badz chorobowego stanu. Nie bede dzisiaj monologowac z Panstwem o wielkiej polityce, czy to ogolnoswiatowej, czy to – uchowaj mnie Panie Boze o wydarzaniach nad Wisla. Zamiast tego zastanowimy sie wspolnie komu w ogole wolno zajmowac sie polityka, ktore tematy polityczne wolno podejmowac a przede wszystkim nad tym jakie poglady sa dopuszczalne. Ktore z nich trzeba popierac a ktore ganic lub nawet karac za ich gloszenie. Karac, na przyklad bijac – przepraszam za wyrazenie – po mordach, jak sugeruje Daniel Olbrychski. Dalszy ciag / Read the rest »
Permalink
July 30, 2010 at 5:37 pm
· Filed under Felietoniki Piatkowe
Minely dwa tygodnie, lato w pelni a ja nie patrzac na kanikule postanowilam z Panstwem powaznie porozmawiac. Jak postanowilam, tak i czynie. Powodem ku temu jest fakt, ze napisala do mnie list pani Krystyna. Zamiast tlumaczyc dlaczego list ten wstrzasnal mna na tyle aby go Panstwu przeczytac a przeczytawszy opatrzec komentarzem, poprostu list wezme i przeczytam. Pani Krystyna pisze:
==>na pierwszej stronie pisze< == ==> na drugiej stronie pisze< ==
Pani Krystyno, jesli mysli pani, ze bede kwestionowala fakty z zyciorysu prezydenta-elekta, ktore pani przytacza, to od razu mowie: nie bede. Z tego co pani pisze jasno wynika, ze pan prezydent-elekt jest dobrym mezem swojej zony.Jednak mezem stanu Kaczynski jest lepszym. Dalszy ciag / Read the rest »
Permalink
July 16, 2010 at 5:41 pm
· Filed under Felietoniki Piatkowe
(==>audio< ==) Minal tydzien. Tylko jeden i dlatego ten felietonik bedzie krotki. Nie wiem ile logiki mozna by sie doszukac w tym co wlasnie powiedzialam ale z pewnoscia jest jej wiecej niz prawdy w sloganie bylego marszalka na temat zgody, ktora buduje.
To nie znaczy, ze jesli ktos inny kiedys znowu powie, ze zgoda buduje to tez nie bedziemy mu wierzyc. Bo tak to juz jest, ze to samo zdanie wypowiedziane przez roznych ludzi moze miec zupelnie inna wartosc. Tak jest na przyklad kiedy dwoch ludzi nie zgadza sie w jakiejs sprawie i obaj mowia: ja mam racje. Chociaz obaj mowia to samo, to przeciez przynajmniej jeden z nich klamie. I tak wlasnie jest kiedy Komorowski mowi, ze zgoda buduje. Po doswiadczeniach dni ktore wlasnie minely, juz wiemy co tak naprawde mial on na mysli powtarzajac ni w piec, ni w dziesiec kilka razy dziennie : “zgoda buduje, niezgoda rujnuje”. Dalszy ciag / Read the rest »
Permalink
July 9, 2010 at 6:03 pm
· Filed under Felietoniki Piatkowe
(==>audio< ==)I znow minelo kilka miesiecy. Im wiecej czasu mija od ostatniego monologu piatkowego – zauwazylam - tym wiecej przychodzi mi na wstepie slow o przemijaniu tegoz czasu powiedziec. Tym razem jednak nie jest to jakies tam mizdrzenie sie, niewiele znaczace slowa, ktore maja wypelnic czas potrzebny na zebranie mysli do kupy, tak aby potem kiedy juz je sobie poukladam, w zdania pozbieram, beda znaczyly cos wiecej niz mialy znaczyc. Tym razem rzeczywiscie, czas ktory przeminal az prosi, zeby cos o jego wzglednej dlugosci napomknac.
Zeby przypomniec, ze czasem minuta tak wiele znaczy iz do opisania jej zawartosci godziny zabraknie, a innym razem caly dzien nie wiadomo gdzie sie podzial, nic po sobie nie zostawiajac. Z ostatnimi miesiacami bylo jak z ta minuta. Jednak nie czasu brakuje aby co sie w nich wydarzylo powiedziec, ale raczej nie do konca wiadamo co sie stalo, dlaczego i co to wszystko znaczy. Wierze, ze kazde zdarzenie oprocz swej tresci wymiernej, posiada tresc symboliczna, ukryte znaczenie, ktore jesli odczytac sie uda, latwiej jest zyc potem i latwiej sens zobaczyc w chaosie, do nikad – jak sie wydaje – nie prowadzacych nastepnych dni. Im bardziej uniwersalny symbol uda nam sie oswoic tym wieksza jego moc sprawcza i porzadkujaca nam zycie. Bylismy najpierw oslupialymi swiadkami wydarzen a potem brali czynny w nich udzial, tak jak rozumielismy nasza powinnosc. Nie jeden raz jeszcze przyjdzie nam o tym rozmawiac na antenie, nie jeden monolog piatkowy z tych rozmow powstanie.
Jesli posialam metlik w Panstwa glowach, to od razu zarzekam sie, iz tym razem nie mialam tego zamiaru. Chodzilo mi o tragedie pod Smolenskiem, pierwsza kampanie, pierwsze wybory, druga kampanie, drugie wybory i jakby tego bylo nie dosc, to jeszcze … ale nie uprzedzajmy faktow. Dalszy ciag / Read the rest »
Permalink
March 26, 2010 at 6:25 pm
· Filed under Felietoniki Piatkowe
Znowu minal czas jakis i jak tak dalej pojdzie to bede mogla powrocic do pierwotnego zwyczaju i nazywac ten czas ktory uplynal od ostatniego piatkowego monologu, nie jakims tam czasem, ale zwyczjnie tygodniem. Jednak, aby nie zapeszyc a takze aby za wiele nie mowic o rzeczach nieistotnych, od razu przechodzimy do rzeczy. Bo w rzeczy samej, nazbieralo sie tych spraw do omowienia jak zwykle co niemiara. Najlepiej byloby poruszyc je w punktach, ale z doswiadczenia wiem, ze to prowadzi do jeszcze wiekszego chaosu zamiast porzadek w monolg wprowadzic.
Juz po chwili od rozpoczecia punktowania pojawia sie potrzeba podpunktow, a jeszcze potem podpunkty do podpunktow i ani sie obejrzec nie wiadomo juz czy mowimy o problemie 3.5.1 czy 5.1.3. Zupelnie jak to bylo z kolejnymi wersjami Windows. Nic dziwnego, ze bardzo szybko numerowania zaniechano i zaczeto uzywac etykietek, a to Vista, a to cos tam. To jednak chyba tez sie nie sprawdzilo, bo oto znowu pojawilo sie okno numer siedem. Moze to nie tak i siedem nie powinno tu byc rozumiane liczebniczo lecz w przenosni, jak np siedem dni tygodnia lub siodemka w kartach, czyli tydzien lub kosa. Albo jeszcze cos bardziej nie wiadomo co. No i znowou zboczylismy tam gdzie nas nieposiano ani nie zamierzalismy ladowac, czyli na manowcach. Gdyby nie to, ze marginesy zostaly wyrugowane, powiedziec by mozna, ze znowu nas znioslo na margines. A zreszta, po co ja o tym opowiadam skoro tyle waznych spraw stoi w kolejce i o kazdej z nich chociaz kilka zdan trzeba powiedziec. Bo jesli nie, to wiadomo – slowa krytyki, obrazanie sie a nawet zwyczajne impertynencje moga mnie spotkac ze strony uwaznych sluchaczy. Dlatego juz nie ogladajac sie na boki, przechodze do meritum i na wstepie przypominam, iz ostatnim razem rozmawialam o poprawnosci politycznej, przy czym chociaz tematu nie zakonczylam to jednak udalo mi sie sprowokowac kilku sluchaczy do wypowiedzenia sie ‘za’. Dwa razy tyle wypowiedzialo sie przeciw a najwiecej sposrod nich swoim zwyczajem zachowalo pelne wymowy milczenie. Z tymi ostatnimi nie bede dyskutowac, chocby z powodu owej brzemiennosci w ich milczeniu. Dalszy ciag / Read the rest »
Permalink
March 19, 2010 at 6:50 pm
· Filed under Felietoniki Piatkowe
No i znow minal tydzien, gora dwa, a ja zgodnie z obietnica juz jestem z powrotem. Jak widac, wiele mozna osiagnac pozbywajac sie marginesow. Nie nalezy z tego wyciagac pochopnych wnioskow bo marginesy tez do czegos sluza. Iluz to naszych znajomych lub nawet przyjaciol z powodzeniem kontynuuje co na marginesie kiedys zaczeli, a niektorzy z nich nie tylko kontynuuja ale i fortuny tam zdazyli porobic. I nie tylko zreszta fortuny. Znane sa przypadki, ze z tego co ktos powiedzial na marginesie, nie jeden inny potrafil sobie zyciorys wzbogacic. 
Nie wspomne juz o marginesach spolecznych, gdzie nie tylko rozmaite menele sie zywia ale i calkiem pokazna sfora z glownego nurtu tez zje, wypije, rozerwie sie i sil nabierze zanim w telewizorze wystapi i opowiadac bedzie jak zyc godnie trzeba, z daleka marginesy obchodzac.
Dlugo bym mogla snuc te rozwazania na marginesie o marginesach, dlugo kontynuowac bez skladu i ladu, mnozyc przyklady, dawac upust, robic aluzje – a w koncu jakos to wszystko spuentowac nie stawiajac kropki nad “i”, tak aby ani wilki ani owce haka w slowach wypowiadanych nie znalazly. Bo dlugo mozna gadac o niczym i sprawiac wrazenie, ze wprost przeciwnie, ze jednak mowi sie o czyms. Ze to co sie mowi nie tylko sens ma gleboki ale i wartosc ogromna dla kazdego ktory wysilku sobie troche zada, rozum natezy i sensu onego poszuka w slowach uslyszanych. Dlugo bym tak mogla, ale przeciez nie o tym mialo byc. Dzisiaj nie o telewizji mialam Panstwu opowiadac a juz tym bardziej nie zamierzalam kpic z gadajacych tam glow. Bo i nie ma potrzeby, wystarczy wlaczyc telewizor kiedy na wazne tematy grono ekspertow powaznie dyskutuje. Na pierwszy rzut oka nie sposob oprzec sie wrazeniu, ze cos epokowo madrego przed naszymi oczami ma miejsce i trudno powstrzymac podziw i zazdrosc, ktore nas ogarniaja. Bo oni, ci eksperci, tak gleboko a przy tym do konca i autorytatywnie wyjasnic potrafia co nam by ani przez mysl nie przeszlo, zeby wyjasniac. Ale jak juz zaznaczylam, ja nie o tym dzisiaj. Dalszy ciag / Read the rest »
Permalink
February 26, 2010 at 6:43 pm
· Filed under Felietoniki Piatkowe
I znow minal styczen i luty i poprzednie miesiace minely a ja nic. A przeciez kiedys zdarzalo mi sie tydzien w tydzien – cos. Z byle powodu piatkowym popoludniem przechodzacym we wczesny wieczor zapowiadalam na poczatku programu, ze dzisiaj bedzie mial miejsce moj tradycyjny monolog. Nie poprzestawszy na tej pogrozce, obietnice wprowadzalam w czyn i w dalszej czesci programu znajdowal sie ow tzw ‘felietonik piatkowy’. A w felietoniku jak to zwykle w nim, nieodpowiedzialnie pozwalalam sobie powiedziec to, co ani w wiadomosciach ani tym bardziej gdzie indziej nie moglam byla powiedziec.
A teraz, nie wiem dokladnie dlaczego, bardziej wole czytac co inni mowia niz ze swoja prawda naprzeciw drugim wychodzic. Wiele ku temu zgaduje powodow, a z nich zwyczajne lenistwo nie na ostatnim miejscu wymienic nalezy. Sprawa nie jest jednak az tak prosta, zeby brak checi do pracy jedyną a juz tym bardziej pierwszoplanową przyczyną tu nazwac. Bo kazdy przyzna, ze sluchajac i czytajac co sie dookola wypisuje i mowi, latwo czlowiekowi – a tym bardziej kobiecie, popasc w apatie i zwatpic w mozliwosc przebicia sie ze swoim glosem przez ten szum medialny. Ludzie czesto potrafia – ja rzadziej – takie bzdury pisac, tak wierutnie lub w kazdy dostepny im sposob klamac, ze az wlosy na glowie sie jeza na mysl co jeden z drugim by zrobil gdyby mu pozwolic rownie bezkarnie i anonimowo jak pisac tak i czynic. Nie pozostal by kamien na kamieniu, tym bardziej czlowiek obok czlowieka. Czy to w potrzebie jakiej naglej czy gdziekolwiek indziej. I tu od razu przyznaje, iz te najbardziej z pesymistycznych mysli nasunely mi sie w chwili kiedy po kilkutygodniowej przerwie cos mnie podkusilo, zeby zajrzec na moje wlasne forum dyskusyjne. Rece najpierw zalamalam, potem onez mi opadly a w koncu, zdajac sobie sprawe ze zle czynie – chwycilam nimi za pioro, tzn za mysz i w klawiature tak dlugo walilam az posialam spustoszenie w szeregach samozwanczych hrabiow, bolciow i osobnikow mianujacych sie ojcami. W koncu zdalam sobie sprawe z faktu, ze trud moj daremny i nikt z tego owocow czerpal nie bedzie. Dalszy ciag / Read the rest »
Permalink
November 7, 2009 at 12:19 am
· Filed under Felietoniki Piatkowe
I znow minal tydzien … oops jaki tydzien, jaki tydzien?! Dwadziescia lat minelo. No i co z tego – zapytac moze, i zapyta niejeden z moich sluchaczy.
Ano nic – odpowiem natychmiast. Jednak gwoli scislosci rowniez natychmiast musze przyznac, ze nie zawsze bylam gotowa do takiej natychmiastowej odpowiedzi. 
Achtung.
Minelo wiele czasu, zanim nastapil moment w ktorym jestem gotowa natychmiast odpowiedziec ‘a no nic’ na pytanie ‘co z tego, ze Otwarty Mikrofon obchodzil dwa tygodnie temu swoje dwudziestolecie?’ . Przyznaje, przez glowe przebiegaly mi w tym czasie rozmaite mysli – teraz to widze w calej rozciaglosci – widze i opisuje, bo trzeba o czyms w koncu pisac. Przebiegaly mi przez glowe mysli, jak zwykle kiedy obchodzimy jakis jubileusz, zwyczajna rocznice, czy chocby tylko urodziny, imieniny lub w ogole kiedy mamy mozliwosc zaakcentowac swoja indywidualna obecnosc na tym padole. Tu z rozpedu chcialam dokonczyc: na tym padole lez i rozpaczy, ale szybko polapalam sie, iz byloby to conajmniej niestosowne. Po pierwsze – ktos juz dawno temu, a moze jeszcze dawniej uzyl tego poetyckiego zwrotu przy zupelnie innej okazji. Po drugie – nie przesadzajmy, nie bylo az tak zle. Owszem, nie zawsze sloneczko w swojej nieogarnionej szczodrob-liwosci swiecilo beztrosko na bezchmurnym niebie patrzac z gory na meandry, ktorymi wil sie Otwarty Mikrofon z jego sluchaczami, wspolpracownikami, i – nie ma co ukrywac – calkiem pokazna gromadka naszych wspolnych zapyzialych wrogow. Oj, nie zawsze. Ale po co o tym pamietac w dniu kiedy o tak uroczystej rocznicy mowimy. Dalszy ciag / Read the rest »
Permalink
August 14, 2009 at 5:55 pm
· Filed under Felietoniki Piatkowe
(==>audio< ==)I znowu minelo troche czasu. Czy w tym czasie wydarzylo sie cos waznego o czym warto by mowic? Na pewno tak, bo gdyby nie, to bym przeciez nie zaczynala dzisiejszego monologu. Jedyny problem to jak wybrac sposrod waznych, te sprawy ktore sa wazniejsze? A wogole czy mozna wybierac? Przeciez o tym co dzisiaj najwazniejszym sie wydaje - najczesciej kazdy za rok pamietac zapomni, a to co waznym sie stanie, nawet najdociekliwsze gazety - jesli pisza juz dzisiaj, to na siodmej stronie u dolu. Wiec skoro nie jestem jeszcze pewna o czym chcialam mowic, poczekam az jakis temat mi sie skrystalizuje na tyle, zeby go mozna chocby pobieznie dotknac. Poczekam na jakas klarownosc a w miedzyczasie opowiem byle co. Chcialam powiedziec ‘opowiem co mi slina na jezyk przyniesie’ ale to mi przypomnialo, ze juz dawno nie mowilam o tym co mi poczta przynosi. Wiec zaczne od listow ktore w tym tygodniu do mnie dotarly. Mowie o bardzo specyficznych listach, takich w ktorych zawarta jest szczegolowa informacja jak nalezy rozwiazac wszelkie problem naszej gospodarki, opieki spolecznej, imigracji, malzenstw homoseksualnych, terrorystow i innych - ze tak powiem - czarnych owiec ktore zycie nam zatruwaja. Dalszy ciag / Read the rest »
Permalink
April 24, 2009 at 5:50 pm
· Filed under Felietoniki Piatkowe
(==>audio< ==)I znow minal czas jakis. Minal a problemy o ktorych mowic trzeba, jak byly tak i sa nierozwiazane. Zaczynam podejrzewac, ze za tydzien tez beda i za trzy tygodnie tez beda. Moze jak przyjdzie lato to z powodu upalow bedzie lepiej, chociaz nie jestem pewna. No bo mijaja lata, jedno po drugim i nic sie nie zmienia. To znaczy i owszem jest jakby inaczej, czasem gorzej a problemy ... eh, szkoda gadac. Jednak gadac trzeba. Taka nasza natura, co czlowiek zobaczy to zaraz musi o tym opowiedziec, obgadac, nazwac. Imie nadac chce rzeczy - powiedzial poeta. Rozumiec nie musi, ale zaszufladkowac i na szufladce etykietka nalepic, koniecznie chce. Kiedy to co go boli nazwie - bolec nie przestanie ale jakby mniej doskwiera. Problem nie zniknie, jednak mniej straszyl bedzie. I ulga dla innych z takiego pustego gadania tez jest, przyjma gadanie za swoje, powtarzac beda. Tak, tak swieta racja, to jest wlasnie tak – powtorzy nie jeden. Gadam tak bo wiem. Z wlasnego doswiadczenia wiem. Inaczej mowiac nasz swiat wydumanych nazw i idei zastapil nam swiat realny, pelen tajemnic swiat niepoznawalny przehandlowalismy na znaki rzeczy samych. Latwiej jest przyjac czyjes zgrabne metafory niz najprostsze spotkanie z rzeczywistoscia. Ilez wygodniej zobaczyc gore w telewizorze niz wejsc na nia. Ilez bezpieczniej przezywac i sledzic z wypiekami na twarzy czyjes tarapaty niz pograzyc sie we wlasnych. A zycie mija. Lato za latem. I przyjdzie czas, ze gdyby wszystkich telewizorow i gazet zabraklo to zyc bysmy nie umieli.
Dalszy ciag / Read the rest »
Permalink
February 13, 2009 at 6:00 pm
· Filed under Felietoniki Piatkowe
(==>audio< ==)
I znow minal czas jakis, a dokladnie minal tydzien. A ja co? Czyzbym nie mogla znalezc sobie nic lepszego do roboty niz ten monolog wyglaszac? Ano moglam.Jednak z mozliwosci tej nie skorzystalam a zamiast tego autoterapie w formie chwilowego zapomnienia o ponurej rzeczywistosci sobie zaaplikuje. Po chwili refleksji musze dokonac korekty: ta rzeczywistosc nie jest ponura, co najwyzej troche dziwna. No prosze, juz sa pierwsze pozytywne efekty terapii, a jeszcze chwile temu dala bym sobie reke uszkodzic, ze otacza mnie ponura rzeczywistosc. Odrobina wysilku i juz udalo mi sie odrzucic najbardziej szkodliwy ze wszystkich wariantow i przyjac do wiadomosci, ze nic nie jest takie jakim sie ono na pierwszy rzut oka wydaje. Rzeczywistosc nie jest ponura chociazby wszystko wskazywalo na to, ze taka jest. Oto kilka przykladow pokazujacych, iz mimo ze moglabym upierac sie przy swojej pierwotnej diagnozie to jednak po zastanowieniu sie widze, ze tak byc wcale nie musi byc . Oto przyklady:
Moj srodowy program radiowy ulegl zakloceniu w chwili kiedy rozmowa zeszla na ministra sprawiedliwosci i jego perypetie. Przyklad drugi, dzialacz polonijny znany powszechnie z dzialalnosci na pograniczu biznesu, sztuki i patriotyzmu z braku lepszego obiektu wybral sobie mnie na ofiare swojej bezprzytomnej agresji werbalnej i rozsyla zawiadomienia swiadczace o mojej wrazej roli krzyzujacej jego dzialalnosc. Malo tego, zapowiada eskalacje i grozi, ze bedzie rozsylal powyzsze okolniki w formie audio-wizualnego dokumentu. Przyklad nastepny: jakies zwierzeta zamieszkaly u mnie na strychu i halasuja tak uciazliwie i glosno, ze mysli zebrac nie sposob. Przyklady moglabym mnozyc. A kazdy nastepny bardziej ponury niz poprzedni i wiecej emocji budzi. Dalszy ciag / Read the rest »
Permalink
February 6, 2009 at 4:54 pm
· Filed under Felietoniki Piatkowe
(==>audio< ==)I znow minal czas jakis, a ja zamiast mowic o jednej z wielu spraw ktore wlasnie wstrzasaja swiatem i Polonia - powracam do ostatniego monologu. Powodow ku temu jest wiele. Przede wszystkim, w ostatnich dniach dalo sie zauwazyc pewna zmiane tempa w jakim zle wiadomosci sie na nas zwalaja. Zeby tylko to, dobre wiadomosci, jedna po drugiej wyrastaja jak grzyby wszedzie. W Washingtonie, w Warszawie a nawet w Chicago. Trzeba ten moment wykorzystac, przystanac i odetchnac. Kto wie kiedy nastepna tak sielankowa chwila przyjdzie. Drugi powod dla podjecia malo tragicznego tematu objawil mi sie kiedy przegladalam forum dyskusyjne przy wirtualnym domu Otwartego Mikrofonu. Ze skrucha przyznaje, ze rzadko to robie. I znow powodow jest wiele. Wymienie tylko jeden – chroniczny brak czasu. Tym razem nie moglam jednak uzyc powyzszej wymowki. Spowodowaly to naciski ze strony admina, czyli czlowieka desygnowanego do czuwania nad tym co na forum ma miejsce i permanentnego trzymania reki na pulsie. Ostatnio przyznal – natarczywie czekajac na moja reakcje - ze ma on problemy i podejrzewa, iz nie wywiazuje sie z powierzonego mu zadania w sposob zadowalajacy.
Tzn, czuwa i trzyma reke na pulsie ale ma niejasne przeczucie, iz dyskutanci nie sa zadowoleni z jego uslug. Przeczucie swe oparl na fakcie, iz ostatnio coraz czesciej bombardowany jest doniesieniami od jednych dyskutantow o przestepstwach dokonanych przez innych forumowiczow. Powiedzial tez, ze kiedy udaje sie na miejsce domniemanego przestepstwa nie znajduje tam nic co wskazywaloby na wykroczenie wykraczajace w sposob nachalny poza normy ogolnie przyjetej netykiety. Dalszy ciag / Read the rest »
Permalink
December 5, 2008 at 6:26 pm
· Filed under Felietoniki Piatkowe
(audio) I znow minal czas jakis. Czas ktory umownie nazywalam dotad tygodniem jednak oznaczal on rzadko kiedy jeden tydzien, nieraz dwa a najczesciej bylo ich trzy lub cztery. Zdarzalo sie ze tydzien przybieral rozmiary kilku miesiecy – ja jednak z uporem powtarzalalam w tym miejscu, ze znow minal tydzien nie baczac na to ile naprawde ich minelo i nie dbajac o to, ze niejeden ze sluchaczy poczuje sie osobiscie obrazony tym oczywistym klamstwem i bedzie interpelowal w tej sprawie piszac do mnie lub gdzie indziej. A co poniektory z oburzonych nie poprzestawal na interpelacji, szedl dalej i dokonywal interpolacji lub nawet extrapolacji mojego zachowania. Dalszy ciag / Read the rest »
Permalink
November 14, 2008 at 4:34 pm
· Filed under Felietoniki Piatkowe
(audio)I znow minal tydzien, minely wreszcie wybory – wreszcie, bo jeszcze kilka dni i moglo by dojsc do rekoczynow. Wydaje sie, ze kazda kolejna kampania wyborcza jest bardziej agresywna, zawzieta i wywoluje wiecej niezdrowych reakcji niz poprzednia. Bardziej jestesmy przekonani, ze jesli nie ten – no to juz koniec, nic wiecej dobrego nas w zyciu nie spotka, odtad juz tylko staczanie sie w dol, w przepasc – do piekla. No wlasnie – a propos piekla – coraz czesciej dyskusje przedwyborcze przypominaja dyskusje wieku dorastania na tematy religine. Dalszy ciag / Read the rest »
Permalink
October 31, 2008 at 5:55 pm
· Filed under Felietoniki Piatkowe
(audio) I znow minal tydzien, no moze dwa lub trzy. Minela – no prawie minala prezydencka kampania wyborcza. Jeszcze tylko 3 dni i staniemy oko w oko z karta wyborcza i damy wyraz. Damy wyraz glownie wlasnym frustracjom, obawom i uprzedzeniom. Sluchajc wypowiedzi sluchaczy Otwartego Mikrofonu a takze amerkanskich talkshows trudno oprzec sie wrazeniu, ze zarowno ci ktorzy beda glosowali na Obame jak i ci co na McCaina zrobia to glownie w obawie przed tym co sie stanie kiedy wygra ten drugi. Przy tym, moim – jak zawsze obiektywnym zdaniem – ludzie glosujacy na McCaina bardziej niz ci drudzy beda kierowac sie strachem i nienawiscia. No prosze, pozwolilam sobie na zart pod wlasnym adresem. Mimo tego zartu, postaram sie jednak calkiem powaznie, chociaz tylko pokrotce wyjasnic skad bierze sie moje uprzedzenie w stosunku do republikanskiej pary kandydatow. Dalszy ciag / Read the rest »
Permalink
October 10, 2008 at 4:51 pm
· Filed under Felietoniki Piatkowe
I znow minal tydzien. W tym miejscu powinnam jak zawsze dodac, ze nie tydzien, nie miesiac a duzo wiecej czasu minelo od ostatniego piatkowego wieczoru kiedy to odwiecznym zwyczajem zajmowalam sie monologowaniem na tematy dowolne, luzno zwiazane z tym co sie dookola dzieje. Nastepnie powinnam szukac usprawiedliwienia dla takiego stanu rzeczy zwalajac wine na warunki obiektywne polaczone z subiektywna ich ocena. Tak powinnam byla zrobic Dalszy ciag / Read the rest »
Permalink
May 23, 2008 at 3:00 pm
· Filed under Felietoniki Piatkowe
(Audio)I znow minal tydzien, a ja zanim cokolwiek powiem to zapowiem, ze dzisiaj nie bedzie ani slowa o Eskimosach. Wlasciwie w tym miejscu powinnam przeprosic wszystkich przedstawicieli tej grupy etniczno-religijnej za swoj ostatni felieton. Powinnam ale nie przeprosze gdyz zaden z przedstawicieli grupy o ktorych wyzej wspomnialam nie poczul sie urazony, a przynajmniej zaden z nich nie skladal protestu ani zadal wyjasnien. Ba, nawet zaden z nich nie przyslal steku wyzwisk pod moim adresem. Wszystkie te reakcje spotkaly mnie natomiast ze stronny postronnych, nieeskimoskich przedstawicieli rozmaitych stowarzyszen o nieznanym mi przedtem fakcie ich istnienia oraz indywidualnych tropicieli przejawow niepochlebnych wypowiedzi i innych ekscesow skierowanych pod adresem Eskimosow. Dalszy ciag / Read the rest »
Permalink
February 1, 2008 at 5:21 pm
· Filed under Felietoniki Piatkowe
(==>Audio< ==)I znow minal tydzien. Co ja gadam, co ja gadam – jaki tydzien! Ruski miesiac conajmniej przeminal. Nie wiem jak Panstwo, ale ja tego czasu nie zmarnowalam, oj nie. Oprocz codziennych obowiazkow zwiazanych z praca w Otwartym Mikrofonie, praca w domu i poza nim, wzielam na swoje watle barki dodatkowy trud i mu podolalam. Zanim wyjasnie dlaczego, opowiem co ja takiego zrobilam. Otoz ni mniej ni wiecej pograzylam sie na ow przyslowiowy miesiac w studiowaniu zagadnienia, ktore - gdyby mialo stanowic temat rozprawy habilitacyjnej nosiloby tytul: "Historia, histeria i inne aspekty naszej cywilizacji w swietle reperkusji wywolanych przez wzloty, upadki i wedrowki Eskimosow po polkuli polnocnej". Dalszy ciag / Read the rest »
Permalink
September 28, 2007 at 2:40 pm
· Filed under Felietoniki Piatkowe
(==>audio< ==)I znow minely wakacje, moje wakacje. I znow dochodze do wniosku, nie mojego wniosku, ze jest wiele powodow ku temu zeby na chwile oderwac sie od codziennej rutyny doroslego zycia, zeby zapomniec o radiu, gazetach, telewizji a nawet zeby przestac plotkowac droga telefoniczna, elektroniczna czy przy pomocy listonosza. Bo tak normalnie to zyjemy z dnia na dzien poganiani niezbywalnymi obowiazkami, ktore naklada na nas szef albo ktore co gorsza sami sobie narzucamy. W tym bezmyslnym kieracie – bo kiedy myslec, kiedy czasu ciagle brakuje – dochodzimy w koncu Dalszy ciag / Read the rest »
Permalink
September 7, 2007 at 8:29 pm
· Filed under Felietoniki Piatkowe
I znow minal tydzien, lecz nic to. Nadchodza wakacje a pozatym przeciez nie wszystko minelo, pozostal niepokoj. Niepokoj o rozwoj sytuacji w Polsce, o to co bedzie z Irakiem, czy wojna z Iranem jest nieunikniona i czy doprowadzi do konca poczatek w ktorym konczy sie Ameryka? No i jeszcze gielda! Niby juz wiadomo co sie stalo, dlaczego tak sie stalo i kazdy jest pewien iz na wiosne bedzie lepiej. Niby juz wiadomo lecz niepokoj pozostal. Tu przypomnial mi sie dowcip, ktory Panstwu – byc moz nie w pore – opowiem a tym ktorzy go znaja przypomne. Spotyka Olo Bola Dalszy ciag / Read the rest »
Permalink