FP 2017-03-03 A u nas nie ma amerykanskiej ambasady

 Felietoniki Piatkowe  Comments Off on FP 2017-03-03 A u nas nie ma amerykanskiej ambasady
Mar 032017
 

Felietonik Piatkowy (audio) ===> tutaj.

Minęły dnie i noce. Wiele ich minęło od czasu mojego ostatniego piątkowego monologowania. Jak zwykle wiele ku temu było powodów. Nie warto ich tu wyliczać, ani tym bardziej nie ma potrzeby, żeby tłumaczyć cóż to takiego się stało, że właśnie dzisiaj przerwałam wielomiesięczną abstynencje i będę Państwu mówić co mi ślina na język przyniesie. Zamiast jednego czy drugiego od razu przejdę do rzeczy i zacznę zupełnie przypadkowo byle gdzie czyli od sytuacji w polskim teatrze. Nie tylko w Teatrze Powszechnym w Warszawie a ogólnie, w polskim teatrze. Nie pamiętam, czy już państwu opowiadałam o tym jak to nie mogąc czasami usnąć słucham polskojęzycznego radia. Tego z Polski. Ponieważ za dnia czytam wiele polskich gazet, tych normalnych a głownie tych internetowych, więc w nocy słucham tego czego w żadnej szanującej się gazecie bym nie wyczytała, tzn. słucham TOK FM u. Głównie po to, żeby zrozumieć czym są karmione lemingi i cala reszta, która coraz rzadziej, ale jednak nie patrząc na mróz i lód wychodzi na ulice, żeby wykrzyczeć swoje racje. Tak różne od racji normalnego Polaka, że nie da się tego zjawiska pojąć bez zrozumienia kto i czym ich karmi. Karmi ich głownie gazeta Michnikowa, tygodnik Polityka, lisi-week i wspomniane wyżej radio TOK FM. Radio to, jeśli ktoś jeszcze nie wie, to przypomnę. Jest ono dzieckiem tygodnika Polityka I podupadającej gwałtownie na zdrowiu Gazety Wyborczej. Po co ja o tym mowie, przecież zaczęłam o teatrze? Ano jest powód, to co za chwile powiem, będzie właśnie pochodziło z fal po dwakroć już wspomnianego radia. Otóż w radiu tym można usłyszeć wiele rzeczy. Można usłyszeć, jak miota się w swoich porannych programach Wielowiejska, co chwile z nerwowym chichotem zaklinając się, że to jest straszne co ten PiS wyprawia. I ze ona nie rozumie, że można aż tak. Można usłyszeć jak Żakowski do spółki ze swą trzodą – Lisem, Władyka I Wolkiem podtrzymują się nawzajem na upadającym duchu i zawstydzając słuchaczy napominają ich, żeby również tego ducha nie tracili, bo zwycięstwo jest tuz, tuz. Trzeba tylko rękę wyciągnąć a będzie, jak było. Jest tamże cala ferajna odwiecznych myślicieli, żeby nie powiedzieć mędrców, nie precyzując bron boże, o jakich mędrców chodzi, a z których wymiennie tylko Passenta I Osiatyńskiego, bo pozostałych nazwisk nie zapamiętałam. Zaiste mędrcami być musza, bo nie tylko zwracają się do siebie per ‘rączki całuje panie profesorze’, ale również same mądre rzeczy opowiadają, przeklinając przy tym czasy które nadeszły i zachwycając się tymi które odeszły. Półtora roku temu odeszły, dwadzieścia piec lat a czasami słychać nutkę żalu za czasami, które odeszły ze śmiercią mędrca wszech czasów o którym w szkołach dziatwa się uczyła, iż on żył, on żyje i że on wiecznie będzie z nimi żył. No i którego nasza nieodżałowanej pamięci – tak o niej mędrcy owi mówią – noblistka wieszczyła, że będzie Adamem czasów które nadchodzą i wielbić go będą potomni na najdalszych, jeszcze nie odkrytych planetach. Eskalacja tęsknoty za czasami minionymi przekroczyła w tych dniach granice nie tylko absurdu, ale nawet dobrego smaku. Nie dalej jak wczoraj sędzina Gersdorf oznajmiła, ze PiS, cofa nas do czasu zaborów. Mam nadzieje, ze ktoś z nich zapędzi się tak daleko i oznajmi wszem i wobec, ze przezywamy obecnie zloty okres w dziejach, jak za czasów Jagiellonów. Założę się, ze zrobi to mistrz intelektu i ciętego słowa, czyli Petru.
Oczywiście, można tez usłyszeć co i raz na falach ichniego radia, śmietankę polskich polityków, wśród których prym wiodą trzej muszkieterowie opozycji parlamentarnej: Schetyna, Petru i ten trzeci, którego nazwiska teraz nie pomne. Czasem tez, wystąpi ten poza parlamentarny opozycjonista z końską kitką, a nawet koń, który mówi – obaj nazywają siebie obrońcami demokracji liberalnej, ale na mój rozum temu pierwszemu bliżej do demokracji libertyńskiej niż liberalnej. Świadczą o tym niepopłacone alimenty, faktury bez pokrycia a od kilku dni też kłopoty z powodu jakichś zbiorek publicznych na swoje nie zaspokojone potrzeby organizowane. Zbiorki się nie udały, pieniędzy nie zebrano a niesmak tylko się pogłębił. Ten drugi, koń, który mówi i skacze, coraz mniej skacze a nawet jeśli skacze, to na osobności i już bez radości. Niestety, to nie koniec listy gości radia o którym tu mówimy – występują tam czasem również przedstawiciele partii, władze trzymającej. Kilku z nich, tych samych i na zmianę wchodzą do tej wylęgarni wszelkiej wszeteczności antypolskiej i zapewne myślą, że robią dobra robotę próbując tłumaczyć niewiernym, co Kaczyński miał na myśli, kiedy sejm, rząd lub prezydent podejmowali kolejne decyzje.
Nie wiem co naprawdę nimi kieruje, tzw. parcie na sitko, czy może rzeczywiście wierzą w swoja misyjna działalność, jak wierzyli misjonarze głosząc Ewangelie ludożercom. Jak pamiętamy, ludożercy misjonarzy wysłuchali, ale potem i tak ich zjedli. Misjonarze przynajmniej do świętości w ten sposób czasami dochodzili, ci jednak co najwyżej do śmieszności dojdą.
Ale znowu zboczyłam ze ścieżki, na która wstąpiłam chcąc sytuacje w polskim teatrze zaadresować. Powtórzę to jeszcze raz. Zboczyłam i dodam, że nie bez kozery użyłam tego słowa, chociaż to nie ja zboczyłam a on, teatr, był zboczył. O tym po raz pierwszy dowiedziałam się z radia – przepraszam za natrętnie powtarzane wyrażenie – TOK FM. Teatr zboczył już dawno i pozostaje tak zboczony od lat kilku, o czym z duma, lecz innymi słowami opowiadali kiedyś panowie z audycji ‘Lepiej późno niż wcale’. Państwo mają prawo nie wiedzieć, więc będę tłumaczyła rzeczy elementarne – nazwa audycji wzięła się stad, iż jej autorzy, uważają, że lepiej późno niż wcale wyjść z szafy, i nie kryć się więcej ze swoja orientacja. Co tam kryć się! Po wyjściu z szafy należy – pouczają adeptów kaminautu, autorzy programu – należy walczyć zaciekle, w twarz niezboczonym niczym pieść zaciśnięta, swoje zboczenie wciskać. I w takiej to audycji kiedyś usłyszałam, opinie do powtórzenia której od dłuższego już czasu szłam, szlam i dojść nie mogłam, aż wreszcie doszłam. To co tam usłyszałam, to ni mniej, ni więcej tylko stwierdzenie, że ze wszystkich areałów kultury w Polsce, jedynie teatr przerobił dogłębnie i za swój priorytet przyjął temat homoseksualizmu. To samo, bardziej bezceremonialnie powiedziała aktorka Szczepkowska stwierdzając, że teatr polski opanowany jest w zupełności przez homo-lobby. Skoro wiadomość o tym fakcie pochodzi z dwóch niezależnych źródeł, musi być uznana za prawdziwą. Czy teraz można dziwić się jeszcze, temu co się dzieje w polskich teatrach? Teatrach, gdzie, cytuje ‘rządzi homo-lobby’? Nie trzeba! Powiem więcej, nie wolno się dziwić temu co wyprawiają tzw. aktorzy teatralni na deskach wyheblowanych przez homo-lobby! Nie zachęcam nikogo do oglądania fragmentów spektaklu ‘Klątwa’. Czy to YouTube czy tym bardziej, uchowaj mnie Panie Boże – w całości na żywo. Bo ciekawość ciekawością, jednak należy pamiętać ze taka ciekawość to pierwszy stopień do piekła. Piekło jest tu zupełnie na miejscu, gdyż chodzi o ciekawość praktyk uprawianych przez ludzi opętanych silami nieczystymi. Mowie siły nieczyste, bo oglądając fragmenty w Internecie, trudno mi było oprzeć się wrażeniu, że mamy do czynienia z opętaniem w jego klinicznej postaci. To nie jest żadna gra aktorska, to jest histeria grupy ludzi, w których jak to się popularnie mówi ‘wszedł diabeł’. Bez egzorcysty lepiej się tam nie zbliżać. Wkoło tego teatru ludzie powinni się modlić o przepędzenie sil nieczystych a przynajmniej, żeby pozostały one tam, w teatrze, zamiast jak jakaś zaraza, roznieść się po świecie. I na tym trzeba poprzestać.
Początkowo wydawało mi się, że siły trzymające władze robią olbrzymi błąd nie zakazując natychmiastowego zaprzestania satanistycznych orgii. Ze bladzi, nie zamykając aktorów, reżysera a przynajmniej dyrektora teatru. Teraz nie tyle, że złagodniałam w swojej ocenie tego co tam się wyprawia, ale doszłam do wniosku, że poza modlitwami o których wyżej wspomniałam, należy opętanych satanistów udających aktorów, pozostawić samym sobie. Za to trzeba dotrzeć do wszystkich Polaków z opowieścią o tym, o bluźnierstwach, o nawolywaniu do morderstwa, o haniebnych praktykach publicznie praktykowanych, na które tylko zboczony lub chory człowiek potrafi się zdobyć. No i jeszcze trzeba powtarzać na okrągło, że to Hanka Gronkiewicz Waltz dala pieniądze na ten satanistyczny pokaz, i mówić kto jeszcze z platformy lub nowoczesnej zachwycał się tym pokazem poza Schering-Wielgus. Trzeba tych ludzi zapamiętać, i nie pozwolić, żeby wyborcy o nich do czasu wyborów zapomnieli, i żeby pamiętali które to partie oni reprezentują. A wtedy PiS już nie musi wiele się wysilać, bo i tak będzie miał zapewniona władze przez lat 30 bez mała. Na tyle przynajmniej wycenił długość panowania PiSu sam Giertych, kiedy na falach TOK FM u z przerażeniem dywagował jakie szkody siłom totalnej opozycji wyrządził przybłęda z Bałkanów. I tu się po raz pierwszy z Giertychem zgadzam. Wyrządził on, ten bałkaniec, niepowetowane szkody partiom, z których wywodzą się obrońcy seansów satanistycznych, udających sztukę. A wywodzą się oni – powtórzę gwoli zapamiętania – z Platformy i z Nowoczesnej. Bo trzeba o tym pamiętać. Dla wyborców niech to będzie papierek lakmusowy, który już się zabarwił. Każdy porządny człowiek miał już czas, żeby się od tych antypolskich i antykatolickich wybryków odciąć. Jeśli tego nie zrobił, jeśli nie potępił swoich partyjnych kolegów, to znaczy ze jest po tej samej stronie. Po stronie zła.
Powie ktoś, pani to tak się uwzięła na ta opozycje i jak papuga powtarza choćby nawet nie to samo, to jednak zawsze widzi pani zło tylko po jednej stronie. No to może gwoli zadania kłamu tym wszystkim którzy tak twierdza przejadę się trochę – a co mi tam – i po naszej opcji. Robiłam to już nie raz, jednak chyba trochę za subtelnie, bo nikt jakoś nie zauważył. Wiec dzisiaj, może jeszcze nie prosto z mostu, ale już nie tak subtelnie postaram się powiedzieć kilka słów o tym co złego się dzieje po naszej stronie. W końcu jesteśmy między swoimi, a tych kilku kodziarzy, którzy mnie słuchają w Chicago, liczy się jak i ten cały ich KOD w Polsce. Zresztą, powiem państwu szczerze, patrząc na ta nasza opozycje, nawet z jej ulicą i zagranicą i wszystkimi Sorosami, dochodzę do wniosku, że niewiele już oni zdziałają.
Jeśli zaś PiS poniesie klęskę w nadchodzących wyborach, czy to samorządowych czy do parlamentu europejskiego, czy nawet do naszego własnego parlamentu, to będzie to tylko zasługa tych co w jego szeregach ciężko pracują, żeby społeczeństwo zrazić do siebie. Jeśli tak się stanie, jeśli PiS przegra to dlatego, że ludzie idąc do wyborów nie tyle będą głosowali za kim innym, co przeciw PiSowi. I dlatego – powiem, parafrazując Gomułkę – ‘należy mówić o wszelkich bolączkach w naszej partii’. Trzeba mówić, póki nie jest za późno. Zanim posunę się dalej w swoich rozważaniach, gwoli sprawiedliwości musze dodać, że jeśli PiS błądzi czasami, to nie jest to tylko wina PiSu. Słusznie powiedział prezes Kaczyński, że w braku opozycji, on sam musi pełnić role jednoosobowej opozycji w państwie polskim. O tym, że mimo tak wielu opozycjonistów, Polska nie ma innej opozycji, mówiłam już Państwu wielokrotnie. Bo ta, tzw. totalna opozycja nie jest żadną opozycją, żaden z niej pożytek, a raczej taki sam jak pożytek z człowieka, który nic innego nie robi po za tym, że stoi bezczynnie i wszystko co kto inny robi kwituje niezmiennie jednym okrzykiem: NIE!
A czasem, jak Schetyna – dodaje ‘hańba’, lub nawet ‘haniebna hańba’. Kiedy ostatni raz słuchałam prezesa PO w TOK FM, naliczyłam ze w pięciu zdaniach użyl słowa hańba w różnych jego postaciach bez mała piętnaście razy! Rozumiem, że już słów mu brakuje, ale żeby aż tak? Coś w tym musi być.
Totalna opozycja nie wnosi niczego do życia w Polsce, gdyż jej z uporem idioty powtarzanie owego NIE, nie ma żadnej wartości dla procesu politycznego w państwie. Nawet będąc największym przeciwnikiem rządów PiS, każdy przyzna, ze przecież choćby od czasu do czasu coś im dobrego wyjdzie. Ale jeśli opozycja, tak dobre jak i złe posunięcia rządu czy prezydenta komentuje tym samym słowem NIE, to kiedy ten wilk jest prawdziwy, a kiedy na niby? Żaden pożytek z takiego opozycjonisty, który nie wie co to kompromis, na którym przecież opiera się cala polityka w cywilizowanym świecie. Dlatego racje ma Kaczyński oznajmiając ze jest jedyną opozycją, jako że tylko on potrafi sensownie wytknąć błędy rządowi czy pojedynczym ministrom.
A niestety ministrowie są tylko ludźmi, widząc ze ci, którzy mieli być opozycją nie spełniają swej roli, czują się coraz bardziej panami na włościach, którymi przyszło im zarządzać. Zaczynają się oswajać z myślą, że wszystko im wolno. Zapominają, że w kolejnych wyborach, ich arogancja może wykroczyć poza granice wyrozumiałości tzw. suwerena.
A ze w tej chwili nie widać na horyzoncie żadnego przeciwnika? Nie szkodzi, zawsze jakiś Kukiz za piec dwunasta się pojawi. Pojawi się, i jeśli potrzeba odsunięcia od władzy PiS będzie wystarczająco silna, to ten ktoś nowy, kto wypunktuje ich wszystkie błędy, zyska sobie poparcie szerokich rzeszy społecznych. Nie pomogą im wtedy ani 500+ ani żadne inne pożyteczne ustawy, które rząd partii trzymającej władze ustanowił. Nie ma nic gorszego od arogancji władzy, gdyż może ona przesłonić wszelkie tej władzy osiągniecia. Jak dotąd, Jarosław Kaczyński okazywał się być genialnym strategiem politycznym, ale czy zdoła się sprzeciwić wyrastającym we własnej partii książątkom udzielnym? Tym którzy już dzisiaj ignorują zdrowy rozsadek i autorytet prezesa. A co będzie, jeśli władza do końca ich zdeprawuje? Jeśli zechcą zostać celebrytami i zamiast pracować będą brylować na salonach? Rozpędziłam się chyba nad miarę. Może dlatego że wszystko ostatnio jakoś w czarnych kolorach widzę.
Może nie jest aż tak źle. Jest jeszcze młody Morawiecki, jest też wielu innych ideowych ludzi w PiSie, którzy z pewnością będą próbowali dołączyć do konstruktywnej opozycji prezesa i przeciwstawić się niebezpiecznym tendencjom weteranów wojny wyborczej, którzy zamiast realizować program naprawy państwa, koncentrują się głownie na odcinaniu kuponów od zwycięstwa w minionych wyborach.
Miałam zamiar zakończyć dzisiejszy monolog kilkoma, najbardziej jaskrawymi przykładami na poparcie tego co dotychczas powiedziałam, jednak chyba zabrakło mi odwagi. Bo co jeśli się mylę, może zjawiska o których mowie są czymś normalnym w państwie, gdzie opozycja porzuciła swoje obywatelskie obowiązki, i zamiast konstruktywnie wytykać rządzącym ich błędy, zamiast walczyć o dobro kraju cały czas kombinuje, jakby tu w Polsce wywołać jakaś kolorową rewolucję, wyprowadzić niestabilne elementy na ulice, i do pomocy ulicy zaprosić zagranice?
Głupcy, powinni już zrozumieć, że ludzie nie wyjdą na ulice, żeby bronić ich utraconego koryta, Zaś zagranica już się pogodziła z tym, że jej jedynym partnerem w Polsce jest legalnie wybrany rząd. A oni, totalna opozycja, już tak daleko zabrnęłi w zaułek nienawiści, że nawet gdyby im się nagle oczy otwarły, nie potrafią przyznać się do błędu. Brnąć będą do samego końca po drodze, która donikąd ich prowadzi.
Żeby rozładować trochę tą ponurą atmosferę, w której się pogrążyłam opowiem państwu dowcip. Czy wiecie państwo, dlaczego my tu w Ameryce nie mieliśmy żadnej kolorowej rewolucji, żadnej próby majdanu? I dlaczego nic podobnego się tu nie zdarzy? Nie wiecie państwo? A to takie proste: Dlatego że u nas nie ma amerykańskiej ambasady.
Po zastanowieniu się musze przyznać: głupi to dowcip i zupełnie nie na miejscu. Chociaż nie mamy błękitnej, pomarańczowej, arabskiej ani majdanowej rewolucji to mamy wielu kolorowych rozgniewanych ludzi na ulicach. No i mamy tez swoje rozhisteryzowane parasolki. I wcale nie wiemy czym to się skończy.
Skoro już tak nikomu dzisiaj nie odpuszczam, to może na koniec przejadę się trochę po Polonii, tej tzw. patriotycznej Polonii, bo tej drugiej, nieraz się już ode mnie oberwało. Co było w tej materii do powiedzenia, już powiedziałam a na wyrost nawet kodziarzy okładać nie uchodzi.
Z grubsza mówiąc, to co widzimy tutaj, w pewnym sensie podobne jest do tego co jest w Polsce. Tyle, że skala nie ta, no i przede wszystkim nie mamy swojego Kaczyńskiego, zatem również nie mamy opozycji. I z tego powodu hulaj dusza piekła nie ma. Nasi polonijni patrioci, jak jeden mąż i żona w czasie wyborów się zjednoczyli. No prawie, bo już wtedy można było zauważyć zapowiedz przyszłych tzn. obecnych konfliktów na lonie tzw. polonijnej prawicy w Chicago. O ile wtedy zdarzały się pojedyncze przypadki wojny podjazdowej między zwolennikami, żeby nie powiedzieć wyznawcami poszczególnych kandydatów, to teraz te konflikty nabrały mocy i przybrały formę nowo powstałych organizacji zajętych głownie … zwalczaniem się nawzajem. Ostatni raz, kiedy można było zobaczyć zjednoczoną prawice chicagowską, był spęd kodziarzy pod Water Tower Place. Byli tam wszyscy, łącznie z tymi, którzy na co dzień widząc się, przechodzą na druga stronę ulicy. Jak z tego widać, na gwałt potrzebujemy wspólnego wroga, a tego obecnie ze świecą szukać. Bo jak się tylko jakiś pojawi, to zaraz sam się tak ośmiesza, że nasi zamiast zwierać szeregi do wspólnej walki, żarty sobie z niego, tego wroga stroją. A wspólny śmiech niestety nie łączy tak, jak wspólne zgrzytanie zębami. Dlatego dzielimy się na kilkuosobowe organizacje i … zgrzytamy zębami, na siebie nawzajem. I czekamy, każdy w swoim gronie na to, kogo władza w Polsce najbardziej wyróżni lub przytuli. A to medalem za zasługi, a to słowem pochlebnym, a to wreszcie może i jakimiś pieniędzmi. Jak dotąd, ci co po wyborach poszli w Polsce generały, ci, w których wierzyliśmy a nawet przeciw sobie wyznawaliśmy, nie kwapią się, żeby sobie o nas przypomnieć. Żadnych wyborów na horyzoncie nie widać to po co się mają wysilać albo chociaż pamiętać.
Chciałoby się krzyknąć: Ludzie, po co wam to? Wybory się skończyły! Wygraliście! Walczyliście o pryncypia, a nie o posady dla siebie w polskim parlamencie. Czy też o stanowiska w spółkach skarbu państwa. Czy też o jakąkolwiek finansową renumerację. Nawet nie o medale czy listy pochwalne.
Zycie idzie dalej, niesie ze sobą nowe wyzwania i nowe problemy. Trzeba się z nimi zmierzyć a nie wciąż przezywać walkę, która się skończyła.
Pomyślawszy nad tym przez chwile musze przyznać, że nic w tym wszystkim zdrożnego. Ot tam, takie przejawy naszego polonijnego folkloru. Jakie ja mam prawo, żeby się wymądrzać? Żadnego. Jedynie mam nadzieje, że kiedy zajdzie potrzeba, kiedy pojawi się wspólna sprawa, wspólne zagrożenie – to znowu się złączymy. Albo i nie. Może się przecież zdarzyć, że od teraz każdy będzie chciał się jednoczyć pod warunkiem, że pod jego przywództwem. Znamy z historii tego przykłady, oj znamy. Anyway jak będzie tak będzie, póki co nie jest tak źle, żeby trzeba wytaczać ciężkie armaty lub chociaż ręce załamywać. Co prawda, słuchacze – jak to oni maja we zwyczaju, donoszą mi, że niekiedy granice śmieszności przekraczane zostają i niektórzy wchodzą na teren grząski, moralnie niepewny. Jak zwykle tam – na ten grząski grunt – trafić można najczęściej z powodu pieniądza. Łatwy grosz nie śmierdzi. Tak mówili starożytni.
Nam ten pieniądz, który możemy wyrwać od polskiego rządu, tylko nie śmierdzi. Gdzie indziej zaś, mógłby być wydany z ogromnym pożytkiem. Naprawdę go potrzebują Polacy na Ukrainie, Białorusi, na Litwie, czy choćby po to aby sprowadzić rodaków z Kazachstanu. My sobie poradzimy, czyż nie? Zwłaszcza, kiedy tutaj jest wydawany na to co inni i tak za darmo od lat robili i dalej będą robić. Będą robić z poczucia obowiązku, bezinteresownym patriotyzmem zwanym.
Przecież w końcu nawet jeśli trzeba zapłacić, to czyż Polonusi nie raz już pokazali, że potrafią zebrać na opłacenie artysty, który, jak to artysta, musi żyć i za jedno mu wszelkie patriotyczne powody. Ma zagrać kawałek, zapłaci ktoś – zagra. Ma powiedzieć wierszyk – wynagrodzony odpowiednio – powie. Nawet jeśli go mierzi co mówi. Pamietacie państwo artystow, którzy z takim samym zapałem pod Water Tower z kodziarzami stali, jak i potem na imprezach patriotycznych zupelnie innej opcji, na scenie grali i śpiewali.
Nie sadze, że ci pierwsi im płacili, drudzy na pewno. Takoż samo z organizatorami. Owszem zdarza się, że bezinteresownie dają upust swoim patriotycznym powołaniom, ale nie za często. Jak się raz człowiek rzutki lub przedsiębiorczy przekona, że przy obecnej władzy, na patriotyzmie można zarobić, to jego rzutkość i przedsiębiorczość w dwójnasób się uwidoczni. Zaprosi do udziału tez kolegę i jeszcze paru i całkiem nieźle z tego wyżyje. Tak tutaj, jak i w Polsce. A ludzie widzą. I co? Ano nic, jako to ludzie, zgrzytają zębami. Potem odwrócą się plecami. Tacy z nich niewdzięcznicy, nie rozumieją ze w tym świecie, jeśli czegoś nie da się na walutę wymienić, to ono nie może być wiele warte.
No i na tym zaprzestane. Bo może nie jest aż tak źle. Kto to wie? Może te wszystkie przepychanki i malutkie przekręciki o niczym nie świadczą. Są tylko wytworem plotek przez zawistników uparcie rozsiewanych. A pod spodem, w samym swoim jądrze, Polonia jaką była, taką i pozostanie. Zwartą, silną i zawsze gotową pomagać sobie nawzajem i wszystkim potrzebującym. Albo i nie. To tyle na dzisiaj.

 Posted by at 9:21 pm

FP 2016-03-05 – Kulisy i meandry

 Felietoniki Piatkowe  Comments Off on FP 2016-03-05 – Kulisy i meandry
Mar 062016
 

Felietonik ===> tutaj.

Obiecane materiały uzupełniające (jeszcze nie wszystkie, będę uzupełniać w miarę wolnego czasu).

Niepoprawni.pl o manifestcji KODu w Chicago ===> tutaj.

https://www.youtube.com/watch?v=8Af31r9qFlQ&feature=youtu.be

https://youtu.be/cYkb9rX5kmk

https://youtu.be/Y5HDTQL9JRY

https://youtu.be/LRIkJTmn1GQ

https://youtu.be/jVQEX8Ghqec

https://youtu.be/AR8JL0RV5ss

https://youtu.be/70mx6lF-7VQ

https://youtu.be/o3MlgODIK4U

Zerwane obrady ZKP w dniu 2016-03-03 ===> tutaj.

 Posted by at 12:09 pm

FP 2014-06-06 – Szwedzi w Warszawie czyli co tam Panie po wyborach

 Felietoniki Piatkowe  Comments Off on FP 2014-06-06 – Szwedzi w Warszawie czyli co tam Panie po wyborach
Jun 072014
 

IMG_1437

Dzisiejszy Felietonik ===> tutaj.(audio)

Minęły trzy dni a zanim skończę ten mój cotygodniowy wysiłek – minie ich siedem. Być tez może, ze minie ich więcej, bo w tym tygodniu – już to wiem – nic się nie wydarzy w porównaniu z tym, co się będzie działo, kiedy Polacy świętować będą 25 lat post=komunizmu. Czyli za tydzień. Chociaż to nie do końca tak, ze nic się nie dzieje. Dzieją się dzieje, tyle ze nieoficjalnie, poza kurtyna lub w kuluarach. Nagłaśnianie tych wydarzeń niczemu nie służy i tylko niepotrzebnie przysporzyłoby reklamy przedsięwzięciom, których reklamować nie chcemy. Czyli byłoby laniem wody na młyn odwetowców, którzy z rozmaitych powodów i za duże pieniądze chcą zmienić krajobraz medialny polonijnego Chicago.
Poniedziałek – Maj 26.
Dzisiaj przenosimy się do Polski, bo wiele jest ku temu powodów.
W zasadzie powinnam poczekać do jutra, bo jest święto i kobieta pracująca powinna odpoczywać lub spać. W żadnym wypadku nie pracować. Ani w ogródku ani w kuchni. Niech pies lapie muchy w kuchni, niech ogródki zarastają chwastem, a ja zamiast plewić ziele albo z psem się użerać usiądę sobie przed komputerem i sprawdzę pobieżnie, co tam panie po wyborach. Powiedziałam pobieżnie, bo o szczegółach – choćbym nie chciała – i tak dowiem się od państwa po w poł do szóstej wieczorem.
Albo jeszcze wcześniej droga elektroniczna od moich stałych informatorów. Otwieram pocztę i rzeczywiście maili pełno, a co drugi to bardziej radosny. Okazuje się, ze w końcu wygraliśmy. A już zaczynałam ulegać piso-sceptykom, którzy od jakiegoś czasu próbują mnie przekonać, ze PiS nigdy nie wygra. Mówią mi, spodobało się PiSowi w opozycji i tam postanowił pozostać. Żeby potwierdzić wyborcze doniesienia emalii, również pobieżnie poczytam teraz, co na rozmaitych stronach piszą w tym samym temacie. Czytam, czytam i czytam i oczy przecieram. Co się okazuje? Okazuje się, ze PiS jednak nie wygrał a tylko o mało, co i by wygrał. Dziwi natomiast – co widać już na pierwszy rzut oka, ze Platforma stawała na głowie i długo zwlekała z tym, aby ogłosić swoje zwycięstwo. Dziwi, bo przecież i tak te wysiłki nie zmienia ilości posłów, których wyśle do Brukseli. Continue reading »

 Posted by at 11:14 am
Jul 272012
 

Minelo duzo czasu, caly rok minal nie wiadomo kiedy, i przyszedl wreszcie czas, zeby piatkowym zwyczajem porozmawiac z Panstwem za pomoca felietoniku piatkowego. Zebralo sie kilka spraw o ktorych mowic w codziennych audycjach ani przystoi, ani tez czasu nie starcza. Tak, tak – dwie godziny to nie jest zbyt wiele aby moc o wszystkim porozmawiac. Mimo to nigdy nie przyszlo mi do glowy, zeby jakies knowania, zwlaszcza z tych podlych- kiedy to w oczy przyjazn sie deklaruje a za plecami intrygi snuje – nigdy by mi przez mysl nie przeszlo, zeby na szkode ktoregos z kolegow radiowcow na naszej stacji dzialac, i probowac jego lub jej czas antenowy ukrasc. A sa tacy, oj sa. I swoja niecna robote szlachetnie tlumacza szkodliwoscia dla ogolu – mojej pracy; a po nocach, juz mniej szlachetnie wzdychaja, a nawet modly zanosza, ze eh gdybys Panie Boze ten czas od piatej do siodmej jakos pozwolil mi zdobyc. To by sie dopiero swiatu w Chicago pokazalo! I rozne jeszcze rzeczy nocna pora im do glowy przychodza ale nigdy to, co mowi staropolskie porzekadlo, iz zlemu tancerzowi nawet spodnica przeszkadza – a nie inna niz moja pora nadawania programu.
To byl tylko taki marginesik, bo ja dzisiaj nie o tym chcialam mowic. Zreszta, kto wie – moze i ten marginesik ma wiele wspolnego z tym o czym bedzie dalej. Kto wie? Przeciez od czasow Stalina, czy tez Berii, nie ma spraw, ktorych by nie mozna ze soba polaczyc, paragraf znalezc, wydac wyrok jaki sie zechce a potem go wykonac..
A teraz do rzeczy. Od kilku, moze nawet kilkunastu tygodni, dostaje wzmozona korespondencje od moich informatorow, ktorym bardzo dziekuje bo nawet jesli mozna donosicielami ich nazwac, to donosza w slusznej sprawie. Inaczej skad bym wiedziala co sie w polonijnych, tzw mediach- dzieje? Nie slucham, nie czytam i nie ogladam – nie tylko z powodu braku czasu. No wiec moi nieodplatni donosiciele donosza mi, iz zaobserwowali niespotykana-od-czasow-Cholodeckiego- i zwiazanych z nim spadochroniarzy, aktywnosc- zmierzajaca do wyzwolenia Polonii. Tzn, zaobserwowali dzialalnosc pewnych osob, ktorzy znowu probuja wyzwolic Polonie z – cytuje: “katolicko-faszystowskich wplywow”; a pierwszym krokiem do tego celu jest – znowu cytuje” “usuniecie tego scierwa z Otwarego Mikrofonu”. Continue reading »

 Posted by at 6:09 pm
Jun 252012
 

Dzieja sie dziwne rzeczy, bedziemy je odnotowywac, zasluguja na to. Tutaj beda archiwizowane moje reakcje, mini felietoniki w odpowiedzi ad hoc na wysoce zorganizowane akcje, ktorych efekty Panstwo co jakis czas mozecie zauwazyc. Nie trzeba dodawac, ze Andrzej Jarmakowski z dwojka wspolpracownikow stanowi ideologiczne zaplecze tych atakow. W miare pojawiania sie nowych informacji na temat tego kto za tym stoi, bedziemy zamiesczac je tutaj.

07-23-12
Dochadza mnie sluchy, ze czolowy przedstawiciel Legion Wyzwolenia Poloni im. Anodiny w polonijnym radiu, niejaki Wisniewski w braku rezultatow wyplywajacych z dotychczasowych trudow zaczyna eskalowac swoja kampanie zarzutow, pomowien i obelg pod moim adresem (moim i tych wszystkich ktorzy w jakikolwiek sposob wyrazaja swoje watpliwosci co do nieomylnosci grazdanki Anodiny). Do ogolnikowych pomowien o klamstwa zaczyna dolaczac konkrety – oczywiscie klamliwe, co za chwile udowodnie. Otoz ponoc w ostatnia niedziele wyrazil kategoryczne stwierdzenie, ze zaden przedstawiciel administracji w Waszyngtonie nigdy nie powiedzial jakoby Amerykanie wyrazili gotowosc udzielenia pomocy Polakom w sprawie sledztwa dotyczago katastrofy smolenskiej.
Jako, ze niejednokrotnie cytowalam te wypowiedz przedstawiciela administracji oraz reakcje na te wypowiedz przedstawiciela administracji Tuska – czuje sie w obowiazku podac kilka linkow, ktore w jednoznacznym swietle stawiaja prawdomownosc w/w Wisniewskiego.
Dopoki ogolnikowo zarzuca mi rozmaite nieprzyjemne rzeczy, porusza sie on na bezpiecznym dla siebie gruncie – w koncu kazdemu wolno miec swoje zdanie na temat mojej osoby i mojej wrazej pracy “na polonii”. Moze nawet nazywac mnie “scierwem, ktore musi zniknac” jak to robi jego wierny komentator podpisujacy sie “mk” i ktorego tozsamosc nie jest dla nikogo tajemnica. Moze, chociaz z tym zadaniem mojego znikniecia to sprawa nie jest taka znowuz bezpieczna i wielu sluchaczy namawia mnie abym doniosla o owych pogrozkowatych zyczeniach gdzie potrzeba. Tak na wszelki wypadek.
Continue reading »

 Posted by at 5:27 pm
Jul 152011
 

Minely tygodnie, wiele z nich minelo. Czy raczej wiele ich minelo. Niby to samo, a jednak subtelna roznica jest. Nie bede nawet probowala rozwodzic sie nad tym w czym tkwi roznica, bo juz widze co by bylo gdybym jednak. Bylby margines na marginesie i kolejny margines z wieloma odsylaczami jesli juz nie do pekatych woluminow na polkach bibliotecznych to przynajmniej do rozmaitych stron wikipedii. A przeciez tak nalezaloby robic zawsze kiedy chcemy cos precyzyjnie powiedziec. Inaczej ryzykujemy, ze znowu ktos nas zle zrozumie, a zrozumiawszy zle czyli na opak, natychmiast … ale o tym potem, jesli starczy czasu.

Teraz tylko powiem, ze nawet tlumaczac dlaczego nie zamierzam tlumaczyc juz sie uwiklalam tak, ze nie wiem jak ten watek sensownie zakonczyc i przejsc od razu do rzeczy. Bowiem sprawa nie jest blaha, czesto chcac cos innym przekazac, uzywamy skrotow myslowych – prosze nie mylic z mysloksztaltami, ktorych unieszkodliwianie, jak sie dowiadzialam z listu sluchaczki, stanowi calkiem intratny buzines dla specjalistow od mysloksztaltow i ich radiowych propagatorow. Zeby nie bylo watpliwosci, moja zlosliwosc byla zamierzona – i nie jest przejawem zlego humoru, wrodzonej zlosliwosci lub innymi efemerycznymi idiosynkrazjami a jedynie swiadczy, ze ciagle do swietosci mi daleko, gdyz nie potrafie nadstawiac drugiego policzka. Powiem wiecej, oddaje z nawiazka, aczkolwiek nie wymieniam nazwiska.
Wytlumaczywszy swoj sprzeciw przeciw merkantylnemu zabijaniu mysloksztaltow – w koncu Bog je po cos stworzyl, czyz nie? – wracam do skrotow myslowych, ktorych to uzywamy bez opamietania nawet nie zastanowiwszy sie co z tego wynika. Co innego, kiedy uzywamy ich swiadomie. Wtedy nie tylko wiecej mozemy powiedziec ale czasami nawet wogole cos mozemy dzieki nim powiedziec. Taki poeta na ten przyklad. Gdyby nie owe skroty, jego wiersze bylyby – nie ujmujac niczego Czestochowie – niczym wiecej niz rymami czestochowskimi. A on sam poeta z glowa nie ta. Aha, zanim zapomne, czy wiecie juz panstwo, ze mysloksztalty moga byc przechowywane w saszetkach a umiejetnie uzyte pozwalaja pozbyc sie cholesterolu, swierzbu, zawrotow glowy i kaca. Oczywiscie kluczem jest tu “umiejentnie uzyte”. Jesli ktos uzyje mysloksztalta w sposob nieumiejentny to moze nabawic sie takich klopotow, ze nawet zaden Mongolczyk nie pomoze. Continue reading »

 Posted by at 10:43 pm
May 062011
 

(==>audio< ==)Minely swieta. Minal pierwszy maj, trzeci maj – tylko kilka tygodni a tyle wydarzen. Od razu zapowiem, ze ani slowa nie powiem dzisiaj o beatyfikacji polskiego papieza. Nie przystoi mieszac tematu tak podnioslego z przyziemnymi sprawami polityczno-obyczajowymi. To powiedziawszy przyznam, ze nie mialam nawet czasu zeby usiasc i podumac. Bo tylko usiasc to czas mialam – jak kazdy kto w tych dniach nie odstepowal telewizora. Nawet ci, ktorzy na codzien – tak jak ja – od najgorszych wymyslaja gadajacym glowom ktore zapelniaja ekran w przerwach miedzy reklamami. A skoro nie mialam czasu, zeby wlasnym rozumem sie posluzywszy zrozumiec cos z tego co sie dookola wyczynia to o czym mi mowic w ten piatkowy wieczor? Hm, moglabym, wzorem wielu wspomnianych wyzej gadajacych glow, wybrac sobie pierwszy lepszy temat a potem gadac i gadac byle co. Gadac co mi slina na jezyk przyniesie baczac jedynie by sie nie przejezyczyc niechcacy lub w sposob zamierzony. Chocby tak jak dziennikarz z Fox’u, ktory w niedziele wieczorem, potem sie poprawiwszy, najpierw wyrazil swa radosc z powodu smierci Obamy. Moglabym tak wlasnie dlugo i o niczym opowiadac siejac spustoszenie w glowach sluchaczy lub przynajmniej pograzajac te glowy w odmetach zametu. Continue reading »

 Posted by at 5:45 pm
Apr 012011
 

Dzisiaj nietypowy felietonik, dlatego nawet o przemijaniu tygodni nie wspomne tylko od razu przejde do rzeczy i wyjasnie, ze dzisiaj bedzie o tym co mowia inni. Nie tyle zreszta mowia, a co pisza. Jeszcze dokladniej – napisali a teraz chca opublikowac w formie ksiazki. Niejeden ze sluchaczy slusznie zachnie sie w tym miejscu. Kto dzisiaj czyta ksiazki! Do dobrego wrecz tonu nalezy, na pytanie co ostatnio czytales, westchnac z bolem na twarzy i odezwac sie w te slowa: Skad ja mam wziac czas zeby czytac. Tak ciezko musze pracowac. I tu nastepuje wyliczanie majace potwierdzic, ze bardzo ciezka i ze bez tej pracy swiat by sie przekrecil. Takie juz czasy nastaly – jesli ktos czyta to najwyzej o tym, ze cos zosatalo napisane. Mimo to odbywaja sie ogolnonarodowe debaty na temat tresci ksiazek, ktorych nikt nie mial w reku. Na przyklad ksiazka niejakiego Grossa.Pol roku przed ukazaniem sie ksiazki dyskusje doprowadzaly dyskutantow do bialej goraczki. Nie wiem co bedzie, kiedy ksiazka wreszcie znajdzie sie w ksiegarniach? Moze juz tam jest? Nie jestem pewna, nie sprawdzalam. Zaden w miare inteligentny czlowiek, ktory jakims trafem przeczytal jedna jego ksiazke nigdy zadnej innej tegoz autora nie powinien brac do reki. Wiadomo – raz oszust, zawsze oszust. Zycie jest zbyt krotkie zeby dawac jeszcze jedna szanse byle oszustowi. Pozatym tyle jest ksiazek dookola, trzeba byc niezle porabanym – jak mowia malolaty, zeby zajmowac sie takimi propagandowymi paszkwilami. Ale ja nie o paszkwilach dzisiaj, a o porzadnych ksiazkach. Ksiazki, nikt ich nie czyta a ludzie ciagle pisza nowe. Pisza z potrzeby serca, albo dlatego ze moga. A dzisiaj moze kazdy. Nawet maszyny do pisania nie trzeba. Nie trzeba rowniez konczyc zadnych szkol. Ot pare szuczek wystarczy. Jak zrobic cut, jak zrobic paste i juz jest sie pisarzem. Moze to jest rowniez jednym z powodow dlaczego tak rzadko ludzie czytaja – tyle zapisanej makulatury lezy na polkach ksiegarskich. A klasyki czytac nie przystoi, to tak jakby sie przyznac iz ma sie braki w wyksztalceniu. Uchowaj Boze! No i jeszcze jedna wstydliwa sprawa, czytanie wymaga wysilku psychicznego jesli juz nie intelektualnego. Nikomu to sie nie kalkuje, zwlaszcza ze wystarczy wlaczyc telewizor lub radio i mozna uslyszec co w ksiazkach pisze. Ale zeby samemu czytac? Aha to juz bylo. Zaczynam sie powtarzac. Z tego wniosek, ze chociaz temat ktory sobie wybralam jest nieprzyjemny – najwyzsza pora zeby sie z nim zmierzyc. Continue reading »

 Posted by at 3:50 pm
Mar 042011
 

Minal tylko tydzien, a ja nie czekajac az minie ich wiecej rozpoczynam swoj piatkowy monolog. Mozna by pomyslec, ze z okazji zblizajacego sie milowymi krokami swieta klasy robotniczej podjelam stachanowskie zobowiazanie i bede pisac bez opamietania tak duzo az ilosc przejdzie w jakosc, a felietoniki piatkowe stana sie nimi naprawde. Jednak prawdziwy powod dla ktorego nie odczekalam przynajmniej dwu tygodni jest to, iz pomyslalam sobie ze jesli powiedzialo sie A, to jesli juz nie cale abecadlo przynajmniej kilka dalszych liter nalezy powiedziec. Wiec dzisiaj bedzie na litere B. Zeby nie tracic czasu, przerwe wpol slowa dopiero co rozpoczety wstep i od razu przejde do rzeczy. Jednak zanim opowiem o kilku e-mailach otrzymanych w ostatnich dniach, opowiem historyjke posiadajaca optymistyczne zakonczenie. Cos co zbudzi nadzieje, iz czasami z sytuacji wydawaloby sie bez wyjscia mozna wyjsc z pokrzepionym sercem, odzyskana wiara w drugiego czlowieka a nawet z zyskiem. A zreszta, co ja bede wyciagac wnioski skoro kazdy moze to zrobic osobiscie. Otoz byl sobie farmer, nie sam byl lecz mial on trzech synow oraz 17 krow. Na lozu smierci podyktowal taki testament: najstarszy syn otrzyma polowe stada, sredni – trzecia a najmlodszy odziedziczy dziewiata czesc krow. Synowie zajeci smutkiem zwiazanym z odejsciem ojca, ani przez chwile nie spojrzeli w testament do czasu jego smierci. Natomiast tuz po niej, zasumowali sie szczerze. Nie byli przygotowani na jakkikolwiek uboj krow, jednak z testamentu wynikalo, iz bez cwiartowania ktorejs z nich obejsc sie nie moze. Tak im zaczely mijac dni. Siedzieli w bezczynnosci owladnieci niemoca ktora na nich spadla z powodu trudnosci zwiazanej ze spelnieniem woli ojca. Krowy nie mialy sie lepiej i tez podupadaly na zdrowiu wskutek braku paszy tresciwej i naleznej im opieki. Continue reading »

 Posted by at 5:53 pm
Feb 252011
 



(==>audio< ==) Tym razem nie minelo wiele tygodni, nie ma wiec powodu aby szukac wymowki, a znalazwszy ja, w charakterze wstepu do kolejnego monolgu piatkowego wykorzystac. Tym nie mniej, cos na wstepie powiedziec przystoi. Ot, chocby to, ze niezaleznie od tego co sie dzieje w Otwartym Mikrofonie - tydzien za tygodniem mija. Minelo lato i jesien. Zanim sie obejrzymy - zima przeminie.Moglabym dodac: lato, jesien i zimy polowa przeminely bo musialy. Jednak nie dodam. Ta informacja nie wnosi niczego wartosciowego do naszej rozmowy. Po pierwsze, kazdy wie, ze wszystko co jest przeminac musi. Po drugie, chociaz kazdy wie, to znajdzie sie nie jeden i bedzie upieral sie, iz nie koniecznie, bo musi to na Rusi a w Ameryce jest inaczej. A' propos Rusi … . Albo nie. Nie bedzie ani slowa o Rusi. Nie dam sie dzisiaj poniesc latwym tematom. Dzisiaj bedzie o sprawach trudnych i waznych. Zanim jednak do takich spraw przejdziemy, chocby pobieznie musze zaadresowac temat niepowazny jednak naprzykrzajacy sie i przez to – uzywajac slow ministra-radiowca – nie zezwalajacy aby spuscic nan zaslone milczenia. Juz kazdy domyslil sie – bedzie o Domaradzkim i jego kolejnym kaciku Lucji Sliwy. Tak jest, niczym s.p.prezes Moskal w Dzienniku Chicagowskim, doczekalam sie wlasnego kacika w Dzienniku Zwiazkowym. Inne czasy, inna gazeta inni ludzie a kacik podobny. Podobny bo przyswieca mu cel taki sam: wzbudzic zainteresowanie przechodnia na tyle, zeby ten przystanal, grosz wyslupal i gazete zakupil zamiast pojsc i za niewydany pieniadz kupic dziecku cukierka. Wiadomo, ludzie sa jacy sa, od ust sobie odejma a plotki z magla nie przepuszcza. Nic na to nie poradzimy. Co prawda, w przypadku gazety – jak pokazuje historia – metoda magla na podniesienie stopnia poczytnosci jest bronia obosieczna. Continue reading »

 Posted by at 6:28 pm
Feb 042011
 

(==>audio< ==)

Poniewaz minelo wiele tygodni, przyszedl czas na kolejny felietonik piatkowy. Od razu wyjasniam, ilosc minionych tygodni nie byla jedynym ani najwazniejszym powodem dla ktorego ten czas przyszedl. Bez wchodzenia w szczegoly dodam, ze zaistnialy ku temu inne wazne powody, ktore mozna by nazwac czynnikami wewnetrznymi, zewnetrznymi i naciskami ze strony sluchaczy. Wplywu zadnego z tych powodow nie bede precyzowac, jedynie dodam, ze na podjecie trudnej decyzji o przedstawieniu Panstwu dzisiejszego monologu zawazylo rowniez to, ze coraz czesciej zdarza mi sie konstatowac, iz obecny stan swiata wskazuje na to, ze stoi on na glowie. Wszedzie i coraz czesciej widze symptomy tego – badz co badz chorobowego stanu. Nie bede dzisiaj monologowac z Panstwem o wielkiej polityce, czy to ogolnoswiatowej, czy to – uchowaj mnie Panie Boze o wydarzaniach nad Wisla. Zamiast tego zastanowimy sie wspolnie komu w ogole wolno zajmowac sie polityka, ktore tematy polityczne wolno podejmowac a przede wszystkim nad tym jakie poglady sa dopuszczalne. Ktore z nich trzeba popierac a ktore ganic lub nawet karac za ich gloszenie. Karac, na przyklad bijac – przepraszam za wyrazenie – po mordach, jak sugeruje Daniel Olbrychski. Continue reading »

 Posted by at 8:26 pm
Jul 302010
 

Minely dwa tygodnie, lato w pelni a ja nie patrzac na kanikule postanowilam z Panstwem powaznie porozmawiac. Jak postanowilam, tak i czynie. Powodem ku temu jest fakt, ze napisala do mnie list pani Krystyna. Zamiast tlumaczyc dlaczego list ten wstrzasnal mna na tyle aby go Panstwu przeczytac a przeczytawszy opatrzec komentarzem, poprostu list wezme i przeczytam. Pani Krystyna pisze:
==>na pierwszej stronie pisze< == ==> na drugiej stronie pisze< == Pani Krystyno, jesli mysli pani, ze bede kwestionowala fakty z zyciorysu prezydenta-elekta, ktore pani przytacza, to od razu mowie: nie bede. Z tego co pani pisze jasno wynika, ze pan prezydent-elekt jest dobrym mezem swojej zony.Jednak mezem stanu Kaczynski jest lepszym. Continue reading »

 Posted by at 5:37 pm
Jul 162010
 


(==>audio< ==) Minal tydzien. Tylko jeden i dlatego ten felietonik bedzie krotki. Nie wiem ile logiki mozna by sie doszukac w tym co wlasnie powiedzialam ale z pewnoscia jest jej wiecej niz prawdy w sloganie bylego marszalka na temat zgody, ktora buduje.

To nie znaczy, ze jesli ktos inny kiedys znowu powie, ze zgoda buduje to tez nie bedziemy mu wierzyc. Bo tak to juz jest, ze to samo zdanie wypowiedziane przez roznych ludzi moze miec zupelnie inna wartosc. Tak jest na przyklad kiedy dwoch ludzi nie zgadza sie w jakiejs sprawie i obaj mowia: ja mam racje. Chociaz obaj mowia to samo, to przeciez przynajmniej jeden z nich klamie. I tak wlasnie jest kiedy Komorowski mowi, ze zgoda buduje. Po doswiadczeniach dni ktore wlasnie minely, juz wiemy co tak naprawde mial on na mysli powtarzajac ni w piec, ni w dziesiec kilka razy dziennie : “zgoda buduje, niezgoda rujnuje”. Continue reading »

 Posted by at 5:41 pm
Jul 092010
 

(==>audio< ==)I znow minelo kilka miesiecy. Im wiecej czasu mija od ostatniego monologu piatkowego – zauwazylam - tym wiecej przychodzi mi na wstepie slow o przemijaniu tegoz czasu powiedziec. Tym razem jednak nie jest to jakies tam mizdrzenie sie, niewiele znaczace slowa, ktore maja wypelnic czas potrzebny na zebranie mysli do kupy, tak aby potem kiedy juz je sobie poukladam, w zdania pozbieram, beda znaczyly cos wiecej niz mialy znaczyc. Tym razem rzeczywiscie, czas ktory przeminal az prosi, zeby cos o jego wzglednej dlugosci napomknac. Ciocia Klara z mojego ogrodka Zeby przypomniec, ze czasem minuta tak wiele znaczy iz do opisania jej zawartosci godziny zabraknie, a innym razem caly dzien nie wiadomo gdzie sie podzial, nic po sobie nie zostawiajac. Z ostatnimi miesiacami bylo jak z ta minuta. Jednak nie czasu brakuje aby co sie w nich wydarzylo powiedziec, ale raczej nie do konca wiadamo co sie stalo, dlaczego i co to wszystko znaczy. Wierze, ze kazde zdarzenie oprocz swej tresci wymiernej, posiada tresc symboliczna, ukryte znaczenie, ktore jesli odczytac sie uda, latwiej jest zyc potem i latwiej sens zobaczyc w chaosie, do nikad – jak sie wydaje – nie prowadzacych nastepnych dni. Im bardziej uniwersalny symbol uda nam sie oswoic tym wieksza jego moc sprawcza i porzadkujaca nam zycie. Bylismy najpierw oslupialymi swiadkami wydarzen a potem brali czynny w nich udzial, tak jak rozumielismy nasza powinnosc. Nie jeden raz jeszcze przyjdzie nam o tym rozmawiac na antenie, nie jeden monolog piatkowy z tych rozmow powstanie.
Jesli posialam metlik w Panstwa glowach, to od razu zarzekam sie, iz tym razem nie mialam tego zamiaru. Chodzilo mi o tragedie pod Smolenskiem, pierwsza kampanie, pierwsze wybory, druga kampanie, drugie wybory i jakby tego bylo nie dosc, to jeszcze … ale nie uprzedzajmy faktow. Continue reading »

 Posted by at 6:03 pm