Sprawa może nie jest aż tak poważna żeby po audycji z przed kilku tygodni jeszcze do niej wracać, ale jednak powrócę. Skłoniła mnie do tego rozmowa jaką odbyłam wczoraj poza anteną z zatroskanym o moje bezpieczeństwo słuchaczem. Powróce do sprawy i przypomne również ten głos, który eskalując swoje agresywne wystąpienia pod moim adresem doszedł wreszcie do sedna swoich względem mnie zamiarów. Zaniepokojony słuchacz przekonał mnie, że powinnam dowiedzieć się kim jest właściciel tego głosu. Na pewno nie spotkałam nigdy go wiec nie moglam przyczynic sie do powstania jego urazu na moim tle. Pamiętałabym, mam dobrą pamięć do usłyszanych dźwięków. Tego osobnika znam jedynie z regularnych wystąpień na antenie.
Skoro nie jest to jego prywatna vendetta to może jest to jego praca. Wiem, że dla wielu z Państwa brzmi to jak oznaka paranoi – jakiś czas temu też bym tak pomyślała. Jednak od tego czasu wiele się zmieniło. Nie to żebym stała się od razu wyznawczynią jakichś spiskowych teorii, ale zdałam sobie sprawę, że czasami “cuś jest na rzeczy” w najbardziej nawet absurdalnych teoriach. Jeślibym miała wskazać jeden moment, który spowodował, ze wierzę w to iż na naszym polonijnym podwórku działają “agenci dołu” to było to wtedy kiedy znalazłam (z pomocą fachowców) działającego na internecie lokalnego kreta. Udało mi się prześledzić jego kilkudniową działalność (na więcej nie miałam czasu) polegającą na zamieszczaniu na rozmaitych forach i pod rozmaitymi nickami prawie tych samych wpisów na temat kilku ludzi, kościoła i partii politycznych (właściwie jednej partii). Oczywiście wpisy dające się określić mianem obelżywych kłamstw i wulgarnych wyzwisk. Wśród osób na które był szczególnie zawzięty byłam i ja – dlatego zainteresowałam się jego pracą. Musiała to być jego regularna praca, nikt za darmo nie siedziałby przed komputerem wiele godzin dziennie wypisując tych samych kilku zdań.
Ale wracając do telefonu na antenę (tu można go ===> wysłuchać) o którym mówię, ze względu na skojarzenia (nie tylko moje) z seryjnym samobójcą bezkarnie działającym od lat w Polsce i porozmowie ze z zaniepokojonym słuchaczem doszłam do wniosku, ze działalność “mojego opiekuna” nabiera “rumieńców”. Nie wiem czy poniosła go fantazja, czy dostał nowe wytyczne i nie dowiem się dopóki nie poznam jego tożsamości. Mam nadzieję, ze ktoś z Państwa zna ten głos i podzieli się tą wiedzą ze mną. Obiecuję wysoką nagrodę za pomoc. Prawidłowe odpowiedzi proszę przesyłać na odres: sliwa@jvlradio.com . Weryfikacji czy wskazana osoba jest właściwą osobą dokonam już sama we współpracy z właściwymi organami. Oto jeszcze raz ten głos ===> tutaj.
Na tym zamierzałam zakończyć mój apel do Państwa, ale zdałam sobie sprawę iż temat zasługuje na to aby go pogłebić. Otóż zdałam sobie sprawę, że moje przypuszczenie na temat motywów jakie kierują owym nieznanym mi anonimowym sprawcą być może są mylne. Przecież całkiem możliwe, że człowiek ten – którego jak powiedziałam nigdy nie skrzywdziłam – nie bierze za swoją wrażą pod moim adresem robotę żadnej renumeracji, poza satysfakcją dobrze spełnionego obowiązku obywatelskiego.
Jak to możliwe? Ano tak, że w swojej naiwności zapominamy iż pośród nas żyje wielu ludzi o zupełnie innej od przeciętnej konstrukcji psychicznej. Na ogól jest to słabsza konstrukcja, budowa której została nie w pełni dokończona poprzez błędy budowiczych, czyli rodziców, szkoły i innych odpowiedzialnych za kształtowanie charakteru dorastającego człowieka. I wtedy mamy to co mamy, czyli człowieka podatnego na wpływay zewnętrzne w stopniu daleko odbiegającym od normy. Na ogół są to wpływy mediów. Nawet te najbardziej niszowe, egzotyką przewyższające czcicieli zielonych opiekunów spoza galaktyki a może nawet i z dalszych obszarów nierzeczywistej rzeczywistości – nawet takie media znajdują swoich piętaszków, żeby nie powiedzieć przydupasów. Nie użyła bym tego określenia na antenie jako że tam obowiązują inne niż na internecie prawa. Tu jednak nie tylko powiem ale nawet podam przykład takiej symbiozy. Nie będe odkrywała Ameryki kiedy przypomne dobrze znany symbiotyczny układ pomiędzy jednym z polonijnych radiowców a jego słuchaczem. Kiedy radiowiec powie “cuś”, to MK podskoczy i dopowie co by należało zrobić osobie wskazanej przez radiowca. Dosyć często osobą z którą należałoby “cuś” zrobić jest “scierwo z Naperville”, stąd o tej symbiozie więcej niż na to zasluguje donoszą mi słuchacze.
Oczywiście słowo “radiowiec” użyte przed chwile jest daleko posuniętą alegorią, nawet w warunkach polonijnych. Nigdy by Dariusz W. nie istniał w świadomości kogokolwiek lub na antenie gdyby musiał sam opłacać swój program radiowy. W warunkach zdrowo pojętej konkurencji, ktoś kto posuwa się w swoich publicznych wypowiedziach do tak absurdalnych i bezczelnych kłamstw nie istniał by długo – przypomne tylko przypisywane mi – wzięte chyba z Oriona – poglądy a nawet cytaty z moich wypowiedzi. Jak np. te o jakichś dwu samolotach pod Smoleńskiem, z których jeden odleciał na Syberię. I powtarza te swoje kłamstwa uporczywie licząc na rozmaitych MK-ów, wierząc, że te emki podchwycą jego słowa, uwierzą w nie i zrobią ze mną wedle jego niedomówionych życzeń. Do takich emków być może należy mój seryjny samobójca. Być może nie, ale z ucziwości muszę wspomnieć i o tej alternatywie. Osobiście podejrzewam, że w tym przypadku mamy do czynienia z – kiepsko bo kiepsko, ale jednak opłacanym molem. Jakkolwiek jest, liczę na Państwa pomoc w rozwiązaniu tej zagadki. Dla przypomnienia – poszukujemy właściciela ===> głosu.

 

Comments are closed.